Na ich prośbę zwróciliśmy się do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Olsztynie, oraz do Dyrekcji Lasów Państwowych, by uzyskać dane, które pozwolą poznać skalę problemu. Efekty tej korespondencji sugerują, że nasi rozmówcy-rolnicy mogą mieć rację…

Zapytaliśmy wspomniane instytucje o to, ile wilków może obecnie zamieszkiwać lasy w województwie warmińsko-mazurskim, kiedy po raz ostatni ktoś je policzył i o ile wzrosła populacja tych drapieżników w przeciągu ostatnich kilku lat. Najpierw pytania te zadaliśmy urzędnikom w regionalnym RDOŚ w Olsztynie. W odpowiedzi dowiadujemy się, że Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska nie prowadzi inwentaryzacji wilków w województwie, ale: „Ostatnie liczenie wilków odbyło się w 2015 r., w części nadleśnictw położonych w granicach administrowanych przez Regionalne Dyrekcje Lasów Państwowych w Olsztynie i Białymstoku. Obecnie populacja wilka na Warmii i Mazurach szacowana jest na 130 osobników.”

Dane wydały się nam zbyt skąpe, bo skoro wilki policzono przed trzema laty i to nie na całym obszarze województwa, to skąd obecne szacunki? A ponieważ informacja sugeruje, że wilki liczyli leśnicy, zwróciliśmy się o dokładniejsze dane do Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych.
Rzecznik Lasów Państwowych Krzysztof Trębski odpowiada jednak krótko: „Nie Lasy Państwowe, lecz służby ochrony środowiska są odpowiedzialne za realizację polityki w zakresie ochrony przyrody, w tym kontrolę wykonywania ochrony objętych nią gatunków roślin i zwierząt, oraz monitorowanie liczebności chronionych populacji, wydawanie zezwoleń na odstępstwa od przepisów o ochronie gatunkowej, w tym zezwoleń na odstrzały wskazanych osobników gatunków chronionych, etc.”
A skoro LP danymi nt. liczebności populacji wilka nie dysponują i badania takie nie leżą w ich kompetencjach, to kto wreszcie te wilki liczy?

O konkrety i liczby poprosiliśmy więc Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska. W przesłanej odpowiedzi czytamy: „Szacuje się, że na terenie województwa warmińsko-mazurskiego w 2017 roku żyło 130 osobników wilka (dane na podstawie informacji uzyskanych od Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Olsztynie). Obecnie w Polsce nie prowadzi się regularnej inwentaryzacji wilka w całym obszarze jego występowania. Wartości przekazywane corocznie do GUS są szacowane na podstawie informacji udzielanych poszczególnym regionalnym dyrektorom ochrony środowiska przez nadleśnictwa i parki narodowe. Należy jednocześnie zauważyć, że Główny Inspektorat Ochrony Środowiska realizuje projekt POIS.02.04.00-00-0040/16 pn.: „Pilotażowy monitoring wilka i rysia realizowany w ramach Państwowego Monitoringu Środowiska”, którego celem będzie m.in. ocena stanu populacji, jednak wyniki będą dostępne dopiero po zakończeniu ww. projektu, tj. po 2020 r. Zgodnie z szacunkowymi danymi, przekazywanymi przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Olsztynie na terenie województwa warmińsko-mazowieckiego w ciągu ostatnich 3 lat populacja wilka utrzymywała się na podobnym poziomie: 140 osobników w 2015 roku, 120 osobników w 2016 roku oraz 130 osobników w 2017 roku.”

I tu rodzą się poważne wątpliwości… Bo skoro GDOŚ opiera się na danych z RDOŚ, które nie monitoruje populacji wilków, a wiedzę w tym temacie czerpie od leśników, którzy również wilków nie liczą, bo nie mają takiego obowiązku, to skąd w ogóle wzięto le liczby? Skąd aktualne szacunki, jeśli wilki policzono tylko w dwóch nadleśnictwach i to przed prawie trzema laty? W kontekście zaś odpowiedzi rzecznika Lasów Państwowych powstaje obawa, że resort środowiska, który winien monitorować liczebność chronionych populacji zwierząt, wcale się tym nie zajmuje.

Wątpliwości narastają też po analizie bardziej wyczerpujących danych z RDOŚ w Olsztynie, dotyczących szkód wyrządzonych przez wilki. Wynika z nich, że w 2017r. wilki zagryzły w województwie 64 owce, 41 sztuk bydła, 2 kozy, 1 konia i łącznie ponad 20 sztuk hodowlanych danieli, muflonów, jeleni, łosi. Do 30 października 2018r. hodowcy zgłosili natomiast straty aż 216 sztuk owiec, 106 sztuk bydła, 15 kóz i 67 innych hodowanych zwierząt, w tym psa. W przypadku owiec straty rolników wzrosły więc niemal 3,5 krotnie, w przypadku bydła ponad 2,5 krotnie!

Wnioski z tych danych mogą być różnorakie i rodzą wiele pytań. Jeśli, jak utrzymuje resort środowiska, populacja wilków od trzech lat utrzymuje tą samą liczebność, to dlaczego pożera średnio trzykrotnie więcej owiec i bydła? Czy wilki porzuciły męczące polowania w leśnych ostępach i zmieniły nawyki żywieniowe? Jeśli tak, to może zgodziłyby się na hodowlę zagrodową i zjadanie psiej karmy, zamiast urządzać krwawe jatki na pastwiskach? Ale jeśli dane resortu nie są ani pewne ani aktualne, to być może nie nękana przez nikogo populacja, która w dodatku nie doświadczyła srogich zim, mocno się rozmnożyła. Może rolnicy opowiadający o atakach wilczych watah liczących po 20 sztuk drapieżców nie mają omamów?

Do myślenia dają też niestety liczby dotyczące wypłaconych odszkodowań. Z przekazanych przez RDOŚ danych wynika, że w ub.r. zgłoszono 53 szkody w gospodarstwach, podczas gdy w tym roku już 119. Podczas gdy w 2017r. wypłacono z tego tytułu 104 tys. zł, w tym roku jak dotąd jedynie 158 tys. zł. Może więc skargi rolników na zbytnią opieszałość przy wypłacie odszkodowań za „upolowane” przez wilki cielęta i owce są zasadne?

Więcej na ten temat w najbliższym wydaniu miesięcznika Farmer.