W Sejmie odbywa się pierwsze czytanie dwóch projektów nowelizacji m.in. ustawy o ochronie zwierząt - autorstwa PiS i KO. Projekt PiS zakłada m.in. zakaz hodowli zwierząt na futra, wykorzystywania zwierząt w celach rozrywkowych i widowiskowych, dopuszcza ubój rytualny tylko na potrzeby krajowych związków wyznaniowych. Projekt KO wprowadza m.in. rozwiązania na rzecz godnej egzystencji zwierząt wycofanych ze służby (np. psów policyjnych lub ratowniczych).

- Na pewno mój klub Koalicja Polska nie zagłosuje za projektem PiS w tej formule, którą teraz zaproponowaliście" - powiedział Sawicki, wyrażając zadowolenie z zapowiedzi skierowania projektu do komisji.

Według działacza PSL posłowie PiS, którzy występowali wcześniej w debacie, "sprytnie próbowali sprowadzić swój projekt do problemu ferm (zwierząt futerkowych), prześlizgując się po kwestii związanej z ubojem religijnym".

Według Sawickiego hodowlę zwierząt na futra "trzeba humanizować, trzeba z tego zrezygnować", ale nie nagle, lecz wprowadzając na 10 lat okres przejściowy lub wypłacając przez ten czas odszkodowania za utracone korzyści.

Zarzucił rządowi nieskuteczność w egzekwowaniu obecnych przepisów w warunkach, w jakich można hodować zwierzęta, wytknął nieobecność w Sejmie ministrów rolnictwa i środowiska. - Jeśli stwierdza się haniebne warunki, to gdzie inspekcja weterynaryjna? Macie narzędzia, korzystajcie z nich, pilnujcie, żeby dobrostan zwierząt był zgodny z wymogami prawa - apelował.

- Dzisiejszy protest rolników to sprzeciw wobec likwidacji kolejnej gałęzi produkcji; polscy rolnicy są na granicy wyczerpania ich cierpliwości - dodał, nawiązując do środowej demonstracji w Warszawie. Zwrócił uwagę na trwający od lat spadek cen w skupie, w tym kwot płaconych rolnikom za zwierzęta i rzepak.

Według Sawickiego choć w debacie nad projektem mówi się głównie o zakazie hodowli zwierząt na futra, to ograniczenia związane z ubojem rytualnym mogą spowodować spadek hodowli jagniąt i bydła oraz drobiu, co miałoby skutki dla rolników uprawiających rośliny pastewne. Przestrzegał, że wobec konieczności odbudowy gospodarki po kryzysie związanym z pandemią koronawirusa potrzebne są także korzyści płynące z hodowli.

Argumentował, że rozwój wymaga pracy, ziemi i kapitału. - Dobrobyt i rozwój biorą się z produkcji i z handlu, a premier i prezes PiS próbują nam udowodnić, że dobrobyt nie bierze się z produkowania, lecz drukowania pieniędzy - mówił.

- Rozmawiajcie z muzułmanami, z żydami, może zgodzą się na inną formę uboju, nie będzie ograniczania produkcji - apelował do rządzących.

- Gdyby PiS było uczciwe, zaproponowałoby ten projekt dwa lata temu, ale wycofaliście się, bo szły wybory. Teraz wychodzicie z tym projektem, bo przez trzy lata głosy rolników, producentów nie będą wam potrzebne - powiedział, nawiązując do złożonego przez PiS w 2017 r. projektu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, który nie doczekał się uchwalenia.

W obecnym projekcie PiS zapisano, że ustawa ma wejść w życie po 30 dniach od ogłoszenia, a w przypadku zmian dotyczących zakazu hodowli zwierząt na futra i uboju rytualnego po 12 miesiącach od ogłoszenia.