Relacja z wyjazdowego posiedzenia sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi i oskarżenia formułowane w jej trakcie wobec przyjmowanego od 2014 roku sposobu walki z ASF wywołują oburzenie ówczesnego Głównego Lekarza Weterynarii Janusza Związka, odwołanego ze stanowiska w marcu 2014 roku.

Więcej o komisji: Błędny sposób postępowania wobec ASF w Polsce w 2014 roku narzuciła Unia Europejska?

Janusza Związka na stanowisko premier powołał na wniosek ministra rolnictwa Marka Sawickiego w listopadzie 2008 roku - a  odwołał ze stanowiska również na wniosek Marka Sawickiego, zaraz po ponownym objęciu przez niego teki ministra rolnictwa, po ustępującym po wystąpieniu ASF Stanisławie Kalembie. Do czasu rozstrzygnięcia ogłoszonego konkursu, przez 3 miesiące p.o. Głównego Lekarza Weterynarii był dotychczasowy zastępca Związka - Krzysztof Jażdżewski.

Jak przekonuje Janusz Związek, o potrzebie zabezpieczenia kraju przed wystąpieniem ASF mówił już w 2012 i 2013 roku, w szczególności na posiedzeniach sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, a także na każdym spotkaniu z rolnikami i lekarzami weterynarii, w tym podczas posiedzeń Rady Sanitarno-Epizootycznej.

- Rada Sanitarno-Epizootyczna to ciało kolegialne powoływane przez ministra rolnictwa z mocy ustawy o Inspekcji Weterynaryjnej, a zbierające się wtedy, jak jest potrzeba. W tamtym okresie wielokrotnie Rada  zbierała się na wniosek mój, jako Głównego Lekarza Weterynarii, więc są w Głównym Inspektoracie Weterynarii potwierdzające to dokumenty: jak działamy, jakie podjąć czynności, jakie stanowiska przyjąć i kto je prezentuje. W składzie Rady był przedstawiciel Instytutu Weterynaryjnego w Puławach, którym był prof. Krzysztof Niemczuk. Na tę okoliczność byłem w 2015 roku  słuchany w prokuraturze w Białymstoku. Wydaje mi się, że złożyłem obszerne zeznania, poparte dodatkowo dowodami w postaci dokumentów. Mogę powiedzieć jedno - informacje prezentowane przez profesora Niemczuka na wyjazdowym posiedzeniu Komisji Rolnictwa mijały się z prawdą. Po wypowiedziach na tej Komisji profesor Niemczuk to dla mnie zwykły celebryta.

Zdaniem Janusza Związka, wypowiedzi sformułowane przez profesora Krzysztofa Niemczuka nie były poparte dokumentami i wymagają poważnego zweryfikowania.

- Puławy nie miały żadnego nowego pomysłu na ten temat. Każde posiedzenie Rady Sanitarno-Epizootycznej jest protokołowane, więc wiem, co mówili profesorowie Pejsak czy Niemczuk -przedstawiciele Instytutu Weterynaryjnego. Jest zaprotokołowane, kto co mówił i kto nie zajmował stanowiska. Trzeba dodać, że choroba nie występowała w tej części geograficznej Europy i nie było doświadczenia w jej zwalczaniu, nikt nie znał tempa jej rozprzestrzeniania, a powtarzano opinię, że wystarczy ograniczyć populację dzika do 1 na 1 km2, a choroba sama wygaśnie. Obecnie zmieniono stanowisko na 0,1 dzika na 1 km2. Znam pracę w weterynarii od podszewki. Zaczynałem w latach 80. jako terenowy lekarz weterynarii. Łatwo jest stawiać tezy po czterech latach zwalczania tej choroby, kiedy nabyto doświadczenia.

Zdaniem Janusza Związka, atak na weterynarię ze strony laboratorium wykonującego badania w kierunku ASF jest nieusprawiedliwiony, a pojedyncze przypadki błędnego podejścia weterynarzy nie mogą tworzyć tak złego obrazu działania Inspekcji, jaki został zaprezentowany przez  prof. Niemczuka.

- Gdyby wtedy podjęto odpowiednie działania, np. w zakresie ścisłej bioasekuracji, to chorobę można byłoby ograniczyć. Należy pamiętać, że ścisła bioasekuracja gospodarstw to dopiero wstęp do rozmowy o kompartmentalizacji. Tak zrobili Hiszpanie. Ale kompartment można wprowadzić dopiero wtedy, jak prowadzi się dokumentację poświadczającą, że np. śruta, pasza, ściółka itd. mają potwierdzone pochodzenie. Najważniejsze w zapobieganiu chorobie jest poszukiwanie padłych dzików. Proponowałem budowę płotu już w 2012/13 roku, kiedy w czerwcu 2013 pojawiła się na Białorusi jeszcze niepotwierdzona informacja, już był poinformowany minister rolnictwa i należało podjąć konkretne kroki. Trzeba było zmniejszyć możliwość „przyciągnięcia” wirusa.

Jak mówi Janusz Związek, prezentował w Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi swoje ostrzeżenia na temat ASF, zanim jeszcze choroba pojawiła się w Polsce. Nie jest prawdą, jakoby rozmiar strefy narzuciła Komisja Europejska i była ona za duża. Przy tej chorobie należy prowadzić działania bardziej zdecydowanie i przewidująco, ale to wymagało decyzji i środków budżetowych. Choroby tej nie zwalczy się półśrodkami, tylko poważnym, zdecydowanym działaniem.

- Strefa wówczas ogłoszona była duża i jestem w stanie obronić taką potrzebę – mówi Janusz Związek. – Co więcej: im większa byłaby wówczas, tym lepiej. Po pierwsze – powtórzę to, co mówiłem jeszcze przed, jak i po wystąpieniu wirusa u nas – trzeba było natychmiast ograniczyć w strefie 30 km od granicy hodowlę świń, bo pierwsze ognisko u świń oznacza blokadę sprzedaży świń żywych oraz produktów spożywczych pochodzących z wieprzowiny. Trzeba było zrobić to jeszcze, zanim wirus u nas wystąpił. Mówiłem tak, bo mieliśmy nagrania i widzieliśmy, skąd dziki idą. Trzeba było wtedy podjąć decyzję i  zrekompensować rolnikom straty, dać możliwość przebranżowienia tym, co nie mają możliwości wprowadzenia pełnej bioasekuracji, w szczególności płotu i obsługi zgodnej ze standardami, jakie są opisane.  Po drugie: obecna strefa jest o wiele większa od tej z marca 2014 roku, a podwyższone standardy bioasekuracji obowiązują już wszystkie hodowle trzody chlewnej w całej Polsce. Wypowiedzi prof. Krzysztofa Niemczuka przypominają mi rozmowy, jakie pamiętam z dzieciństwa o zrzucanej przez Amerykanów stonce ziemniaczanej, która atakowała ziemniaki w Polsce.

W załącznikach udostępnione przez Janusza Związka materiały z posiedzeń sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz wnioski z ćwiczeń LIBERO 2013.