- Rząd szeroko otworzył drzwi na GMO w naszym kraju – mówił poseł. Rząd teoretycznie wydał zakaz siewu dwóch odmian GMO, dopuścił natomiast równocześnie do obrotu nasiona wszystkich genetycznie zmodyfikowanych roślin wymienionych w katalogu wspólnotowym, a jest ich 49. Nie powiedział także, że wydał zakaz siewu tych odmian, dla których unijne pozwolenie na siew wygasło. Obecnie toczy się proces ewentualnego odnowienia tego pozwolenia.

Profesor podkreślił błędną drogę z punktu widzenia prawnego, wybraną przez rząd: - Nie poinformował także, że kraj członkowski, a więc Polska, nie może zakazać, może jedynie w wypadkach uzasadnionych naukowo podejrzeń o szkodliwości konkretnej odmiany rośliny GMO dla zdrowia człowieka lub bezpieczeństwa środowiska podjąć decyzję czasowego ograniczenia uprawy tej odmiany na swoim terytorium. Zakaz może obowiązywać jedynie wtedy, gdy wyda go Unia Europejska na bazie solidnych, dostarczonych przez kraj pozywający danych naukowych. Rząd nie przytoczył takich danych. W uzasadnieniu do rozporządzeń powołał się na źródło niemieckie, wskazujące, że uprawianie kukurydzy MON 810 może powodować zanieczyszczenie pyłkiem miodu, co zgodnie z dyrektywą nr 110 deklasuje ten miód.

Jak mówił Jan Szyszko, rząd musiał być świadomy, że podąża złą drogą.

- Pikanterii sprawie dodaje fakt, iż rząd, pisząc uzasadnienie, wiedział, że argumentacja dotycząca miodu nie uzyska akceptacji Unii Europejskiej. Dowodem na to jest dostarczona mi kopia pisma nr 1284 z dnia 12 października 2012 r. od dyrektora generalnego Komisji Europejskiej pana Coggi do pana Stanisława Kalemby, ministra rolnictwa i rozwoju wsi, informującego, że możliwość dostania się pyłku roślin GMO do miodu nie może być podstawą zakazu stosowania materiału siewnego genetycznie modyfikowanych odmian kukurydzy MON 810. W listopadzie 2012 r. z kolei sam rząd, wspierając wielkich importerów miodu, domagał się zmiany dyrektywy nr 110 w tym kierunku, aby obecność pyłku genetycznie zmodyfikowanych roślin w miodzie uznać za zjawisko normalne.

Zdaniem Jana Szyszki, mamy do czynienia z dezinformacją i manipulacją:

- Konkludując, rząd wydał rozporządzenia, które nie są żadnym prawnie obowiązującym zakazem. Wydając rozporządzenie o zakazie siewu, dokonano więc celowej dezinformacji jedynie w tym celu, aby wprowadzić GMO i zyskać przychylność społeczeństwa. Być może rząd liczy, że nie zostanie odnowione pozwolenie na siew kukurydzy MON 810. Ogłosi to wtedy jako wielki sukces. Stwierdzi, że dzięki swojej aktywności doprowadził do zakazu MON 810 i Amflory nie tylko w Polsce, ale w całej Unii Europejskiej. Z kolei w wypadku braku zgody na zakaz ze strony Unii całą winę przeniesie na nią. Rząd powie, że zrobiliśmy wszystko, co możliwe, aby nie było GMO w Polsce, ale Unia na to nie zezwoliła.

Profesor uznał, że rząd niszczy w ten sposób polską wieś:

- Ubiegając tego rodzaju sytuację, stwierdzam, że wszystko wskazuje na to, że rząd PO–PSL z całą premedytacją, celowo mijając się z prawdą, od pięciu lat prowadzi konsekwentną politykę wprowadzenia GMO do produkcji żywności w Polsce. Wszystko wskazuje na to, że dzieje się to w imię interesów wielkich, ponadnarodowych korporacji, których celem jest bezwzględne niszczenie polskiej wsi. Przyjęta ustawa, podobnie jak wprowadzany w życie pakiet klimatyczno-energetyczny, wydaje się więc być przejawem celowej, profesjonalnie przygotowanej strategii zmierzającej do destrukcji państwa polskiego. Niszczy się renomę państwa produkującego żywność najwyższej jakości. Niszczy się jeden z ostatnich fundamentów państwa polskiego, jakim jest polska wieś. Znamienne jest, że dzieje się to za pełną aprobatą (…) Polskiego Stronnictwa Ludowego, partii odpowiedzialnej za politykę rolną w koalicji PO–PSL.