Jak mówiono podczas obrad sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, rynek alkoholi zakłóca obecnie nie nielegalny import, ale sprowadzanie preparatów opartych na alkoholu.

- Co do, nazwijmy to, przemytu z państw ościennych, to w naszych ocenach nie jest to już w tej chwili skala, która powodowałaby jakieś zaburzenia na rynku w Polsce – mówił dyrektor Departamentu Zwalczania Przestępczości Ekonomicznej MF Piotr Dziedzic. - Największym problemem na dzień dzisiejszy są preparaty biobójcze. Podjęliśmy działania, żeby w ramach systemu monitorowania transportu drogowego wszystkie preparaty, które mają w składzie co najmniej 50% alkoholu, były objęte tzw. systemem SENT (system rejestracji i monitorowania przewozu towarów wrażliwych). Mam nadzieję, że odpowiednie rozporządzenie ministra finansów dość szybko powinno być podpisane, bo jesteśmy już po uzgodnieniach zewnętrznych. Obejmiemy po prostu „biobóje” generalnie obowiązkiem zgłaszania i monitoringiem transportu. Liczę na to, że skoro takie działanie w przypadku paliwa dało bardzo duży efekt prewencyjny, to podobnie będzie w branży alkoholowej. Niestety, przez lata wykorzystywanie alkoholu skażonego metodą węgierską powodowało olbrzymie zaburzenia na rynku legalnego alkoholu.

Jak oszacował Piotr Dziedzic, szara strefa wynosi obecnie 8%–10% rynku alkoholowego.

Przypomnijmy, że wprowadzenie monitoringu paliwa spowodowało dużo zamieszania wśród rolników, miejmy nadzieję, że wnioski wyciągnięto.

Więcej: Problemy z przewozem paliwa

Posłowie zastanawiają się, jak uwolnić miejscową produkcję i nie dopuścić przy tym do wykorzystywania takiego alkoholu, który jest sprowadzany nielegalnie.

Poseł Dorota Niedziela mówiła, że rozwój miejscowej produkcji tradycyjnych alkoholi i nalewek „i wszystkiego, co jest związane z produkcją nieprzemysłową, czyli miejscową”, rozbija się o Ministerstwo Finansów.

- Minister rolnictwa i my jesteśmy zainteresowani, bo to są jednak rolnicy, choć nie tylko rolnicy, którzy chcą w jakiejś ilości produkować nalewki m.in. ze swoich owoców  - wskazała poseł. - Mówimy o słynnej „Łąckiej”, czyli o fermentacji swoich śliwek na swój użytek, a właściwie na sprzedaż. Jest to problem, którego nie możemy rozwiązać od lat. (...) Jeżeli jest jakieś zielone światło czy jest jakikolwiek kierunek, w którym moglibyśmy się poruszać, to myślę, że cała część dotycząca ministra rolnictwa czy naszej Komisji to będzie już kwestia obudowania tego, na co państwo pozwolicie. Wiadomo, że jest to tylko i wyłącznie problem ministra finansów, a właściwie decyzji ministra finansów, w jakich ramach można się poruszać.

Prezes Zarządu ZP Polska Rada Winiarstwa Magdalena Zielińska wskazała na potrzebę rozwiązania potrzeb klasyfikacji fermentowanych wyrobów winiarskich, bo nasza branża winiarska składa się w ponad 99% z produkcji wyrobów fermentowanych, a produkcja win gronowych to mniej niż 1%.

- Wielokrotnie, już od ponad dwóch lat, zwracamy uwagę na problem klasyfikacji wyrobów w nomenklaturze scalonej; z tym jest związana wysokość podatku akcyzowego. Wyroby fermentowane mają swoją kategorię; jest to kategoria 2206. Wyroby, które nie mieszczą się w tej kategorii, są przeklasyfikowywane do wyrobów spirytusowych, do kategorii 2208. Problem polega na tym, że kategoria 2206, o czym już wielokrotnie mówiliśmy, nie jest precyzyjnie opisana, nie ma jednoznacznych zasad klasyfikacji. Zwracaliśmy się do Ministerstwa Finansów o wsparcie, bo są potrzebne działania w Brukseli i wprowadzenie odpowiednich zapisów do nomenklatury scalonej – mówiła. W przeciwieństwie do wina gronowego wyroby fermentowane, cydr i wina owocowe nie są nigdzie zdefiniowane w Unii. Przygotowywane są unijne przepisy mające uporządkować kwestie klasyfikacji – nie uwzględniają jednak potrzeb polskich producentów. -  Projekt absolutnie wyklucza produkcję owocowych win aromatyzowanych, które są tradycyjnymi wyrobami w naszym kraju. Już wiemy, że takie wyroby nie będą się klasyfikowały do wyrobów fermentowanych, tylko automatycznie wpadną do grupy 2208, czyli akcyza na nie będzie liczona tak, jak na wyroby spirytusowe. Projekt oceniamy jako wielkie ryzyko dla polskiej branży winiarskiej, a także dla polskiego sadownictwa i producentów soków oraz koncentratów, ponieważ oni są głównymi dostawcami surowca do produkcji winiarskiej w innych krajach europejskich. Polska jest głównym eksporterem koncentratu jabłkowego, który jest produktem do wytwarzania cydrów w Europie. Z naszych kontaktów z organizacjami z innych krajów europejskich, z producentami cydrów w Europie wiemy, że oni widzą bardzo duże ryzyko spowodowania, iż możliwość użycia koncentratu jabłkowego będzie ograniczona.

Zarówno KRiRW, jak i Ministerstwo Finansów zadeklarowały wsparcie winiarzy w walce o rynek.