Opisany przez nas tucz nakładczy ma następstwa karne.

Więcej: Tuczenie bez weterynarza, na metronidazolu?

Sprostowania firm Venneker i Agrifirm

Jak dowiadujemy się w Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu, są obecnie prowadzone dwa postępowania.

Prokuratura Rejonowa w Wągrowcu nadzorowała postępowanie wszczęte 22 grudnia 2018 roku i zakończone 28 czerwca 2019 r. skierowaniem do sądu aktu oskarżenia przeciwko trzem osobom: Artur J., Witold M. i Ewa N. zostali oskarżeni o popełnienie przestępstwa określonego w art. 124a ust.1 Prawo farmaceutyczne.

Art. 124a. 1. Prawa farmaceutycznego stanowi: „Kto wprowadza do obrotu lub stosuje niewpisane do Rejestru Produktów Leczniczych Dopuszczonych do Obrotu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, o którym mowa w art. 28, produkty lecznicze weterynaryjne, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Ustęp 2 – na który nie powołała się prokuratura, ale który musi być wzięty pod uwagę wobec oskarżonej Ewy N, brzmi: „Tej samej karze podlega osoba odpowiedzialna za zwierzęta, która dopuszcza do stosowania u zwierząt produkty lecznicze weterynaryjne niedopuszczone do obrotu”.

Natomiast - jak informuje dalej PO w Poznaniu - Prokuratura Rejonowa w Trzciance nadzoruje postępowanie prowadzone z zawiadomienia Inspekcji Weterynaryjnej - Wielkopolski Wojewódzki Lekarz Weterynarii. Dochodzenie zostało wszczęte 30 kwietnia 2019 roku o czyn z art. 132c Prawa Farmaceutycznego w zw. z art. 271 par.2 kk. Postępowanie toczy się w sprawie, nikomu nie przedstawiono zarzutów. Prokurator nadzorujący nie wyraził zgody na tym etapie postępowania na udzielenie informacji dotyczących jego toku.

Art. 132c  Prawa Farmaceutycznego określa, że „Kto prowadząc obrót detaliczny produktami leczniczymi weterynaryjnymi lub paszami leczniczymi, nie prowadzi dokumentacji obrotu produktami leczniczymi weterynaryjnymi lub paszami leczniczymi, podlega grzywnie albo karze pozbawienia wolności do lat 2 albo obu tym karom łącznie.”

Zatem zainteresowanie organów ścigania dotyczy działalności „papierkowej” i w żaden sposób nie ingeruje w skutki związane z hodowlą czy zagrożeniem dla konsumentów.

Natomiast w pierwszej sprawie mamy do czynienia z pociągnięciem do odpowiedzialności hodowcy Ewy N., która złożyła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i ujawniła cały proceder. Jest traktowana jak osoba odpowiedzialna za stosowanie niezarejestrowanych produktów leczniczych weterynaryjnych, choć nie miała wiedzy na temat ich stosowania. Paradoksalnie, że weterynaria, która na wniosek pani Ewy przebadała pozostawione w jej gospodarstwie preparaty i ustaliła, że są to substancje niedozwolone, nie wyjaśniła sprawy wprowadzania ich do obrotu i skutków tego wprowadzenia.

W tym stanie rzeczy musi dziwić bezruch ze strony weterynarii.

Pani Ewa złożyła pismo w GIW i spowodowała kontrolę, przeprowadzoną w listopadzie ub. r., która potwierdziła stawiane przez nią zarzuty: „Przeprowadzone badania składu jakościowego w kierunku niedeklarowanych aktywnych farmakologicznie substancji wykazały w pobranych próbkach produktów substancje o działaniu przeciwbakteryjnym odpowiednio- w proszku: kolistynę A, kolistynę B, tiamulinę oraz jony siarczanowe, natomiast w płynie norfloksacynę. Wobec powyższych nieprawidłowości sprawę przekazano organom ścigania ” – informuje Wojewódzki Inspektorat Weterynarii w Poznaniu.

Więcej: Po kontroli weterynaryjnej dot. Vennekera oskarżony… hodowca

Wojewódzki Inspektorat Weterynarii w Poznaniu podaje, że złożył dwa zawiadomienia: 4 grudnia 2018 r. w sprawie, o której wcześniej powiadomiła już pani Ewa. Potem, „W związku ze sprawą, pismem z 19 marca 2019 r. złożono również zawiadomienie do Komendy Powiatowej Policji w Czarnkowie. W przekazanej Wielkopolskiemu Wojewódzkiemu Lekarzowi Weterynarii dotychczasowej korespondencji, organy ścigania poinformowały o wszczęciu dochodzenia odnośnie działalności zakładu leczniczego dla zwierząt świadczącego usługi lekarsko-weterynaryjne w gospodarstwie znajdującym się w miejscowości Jabłkowo 23, 62-290 Wągrowiec, skierowaniu wniosku o ukaranie przeciwko kierownikowi tego zakładu leczniczego dla zwierząt a ponadto o ukaraniu właściciela wymienionego gabinetu weterynaryjnego i opiekuna zwierząt w przedmiotowym gospodarstwie” – informuje jednym tchem WIW. A my odróżnijmy te postępowania – pierwsze zostało zakończone, natomiast to z doniesienia w Czarnkowie toczy się „w sprawie” - i zauważmy, że żadne z nich nie dotyczy zagrożenia zdrowia ludzi, spowodowanego wykorzystaniem – nie wiadomo, jak długo i w jakich ilościach – nielegalnych leków. Nie wiadomo, jaką drogą leki trafiły do Polski, nie wiadomo, w jakich ilościach leki te były/są dostarczane i jaką drogą, nie ustalono też, co stało się z mięsem pozyskanym od utuczonych w ten sposób świń, wreszcie - jak czują się konsumenci.

Nie ustalono zatem rzeczy kluczowych w tej sytuacji. Dziwi niechęć weterynarii i prokuratury do ustalenia tych faktów i wszechstronnego wyjaśnienia mechanizmów wykorzystywanych przy tuczu nakładczym. Mięso od kulawych krów było groźniejsze niż to nafaszerowane niezatwierdzonymi specyfikami?