To miał być tucz nakładczy, jak wcześniej - ale tym razem wszystko okazało się inne.

- Przywieźli nam warchlaki i umowę – jak się okazało, nie z firmy Agrifirm  jak zwykle, ale nowej, Venneker Polska Sp. z o.o. – opowiada pan Wojciech. Nazwiska bohaterów na ich prośbę pomijam, dodam tylko, że zainteresowali sprawą Związek Zawodowy Rolników Rzeczpospolitej „Solidarni”, który zwracał się już w tej sprawie do Ministerstwa Rolnictwa i GIW. – 25 kwietnia 2018 roku wstawiliśmy 697 warchlaków o wartości 234 tys. zł. Doliczono jeszcze 10 tys. zł za usługi weterynaryjne. Mniej więcej na drugie tyle wyceniono potem dostarczaną paszę.

„Umowa ramowa na tucz trzody chlewnej” została zawarta 24 kwietnia 2018 r. i podpisana przez żonę pana Wojciecha, Ewę. Pani Ewa zobowiązywała się w niej do zakupu warchlaków, usług weterynaryjnych i pasz wyłącznie od firmy Venneker lub podmiotu przez nią wskazanego, tuczu warchlaków do ustalonej wagi (co najmniej 120 kg) oraz dostarczenia tuczników do firmy Venneker lub podmiotu przez nią wskazanego. Venneker miał nadzorować i kontrolować przebieg tuczu i zobowiązywał się do odbioru tuczników i wypłacenia umówionej zapłaty. Oświadczał,  że posiada wszelkie zezwolenia, w tym z zakresu weterynarii, „niezbędne do prowadzenia tuczu zgodnie z przepisami prawa”, a także oświadczał, że „zapewni hodowcy nabycie wysokiej jakości warchlaków, paszy i usług weterynaryjnych w całym okresie tuczu”. Z kolei hodowca zobowiązał się przed zasiedleniem dokonać czyszczenia i dezynfekcji tuczarni, oraz że zapewni na własny koszt m.in. dostawę niezbędnych mediów, a także „będzie odpowiadał w pełnym zakresie za przechowywanie, zagospodarowanie oraz usuwanie odpadów związanych z tuczem, w tym gnojownicy, obornika, padłych zwierząt, opakowań, itd.”

Ważnym zapisem z umowy okazał się ten, który zobowiązywał hodowcę do stosowania się do zaleceń Venneker w zakresie żywienia, opieki, pielęgnacji oraz utrzymania warchlaków. Opieka miała dotyczyć żywienia, pojenia, nadzoru stanu zdrowia, usuwania obornika lub gnojowicy, usuwania padłych zwierząt. O wszelkich problemach zdrowotnych i upadkach hodowca miał informować Venneker – o padnięciu sztuki w ciągu 24 godzin. „Przekazanie padłej sztuki do utylizacji może nastąpić dopiero po wyrażeniu zgody przez przedstawiciela Venneker obsługującego fermę” – zapisano.

Pasza mała pochodzić wyłącznie od Venneker lub wskazanych przez nią podmiotów,  „zamówienie po jego akceptacji przez przedstawicieli Venneker” miało stanowić potwierdzenie zawarcia umowy sprzedaży. W przypadku reklamacji podstawą roszczeń hodowcy miały być badania paszy wykonane z prób pobranych w obecności przedstawiciela firmy.

Tak hodowane tuczniki miały być własnością hodowcy, a – jak podano w umowie – „Venneker odkupi od hodowcy tuczniki płacąc cenę za wagę tuczników w ubojni (zwaną dalej wagą tuczników netto).” Określono dopuszczalną wielkość upadków i zużycie paszy właściwe do otrzymania premii. Podano schemat żywienia i normy zużycia pasz. Ostateczna cena za kg wagi WBC tuczników miała być zależna od premii i potrąceń.

Umowa przewidywała też, że hodowca dokona przewłaszczenia stada na rzecz Venneker, a „w przypadku naruszenia przez hodowcę zobowiązań wynikających z niniejszej Umowy lub wystąpienia stanu zagrożenia, który może narażać tuczniki na utratę, hodowca zobowiązuje się na pierwsze żądanie sprzedać lub wydać zwierzęta Venneker lub wskazanym przez niego podmiotom. Venneker w przypadku działań hodowcy lub/i osób trzecich, prowadzących do braku realizacji obowiązku wydania zwierząt wynikającego z Umowy Przewłaszczenia, ma prawo do wejścia na teren gospodarstwa hodowcy, oraz samodzielnego odebrania zwierząt, na co nieodwołalnie niniejszym hodowca wyraża zgodę.”

- Warchlaki okazały się chore - opowiada pani Ewa. – Dwa padły już w transporcie, 10 sztuk zaraz po przywiezieniu. Świnie przyjechały z salmonellą. Leczył je technik weterynarii, który podawał się za lekarza. Leczenie polegało na podawaniu przez nas preparatów, które zostawiał. Nie wiem, co to były za specyfiki. Padły łącznie 94 sztuki. Świnie staraliśmy się ratować. Przyrost wagi następował powoli, przy dużym zużyciu paszy. Pasze dostarczała firma Agrifirm przez przedstawiciela, pana Artura […], który był też łącznikiem z Vennekerem. Zostawiał nam płyny i nieoznakowane proszki, zapakowane w reklamówki i foliowe torby. Podawaliśmy je za pomocą systemu do pojenia zwierząt. Pan Artur zostawiał rozpiskę dawkowania i czasu stosowania tych leków. Padłe świnie kierował do badań, ale ani raz nie dostaliśmy wyniku tych badań. W czerwcu dostaliśmy tylko protokół potwierdzający obecność pałeczek Salmonella, ale pan Artur powiedział, żeby nie zgłaszać choroby do PLW. Wtedy przyjechał do nas z lekarzem weterynarii Witoldem […] i zostawili 2 karty leczenia z pieczątką lekarza weterynarii Krystiana […] – i leki, które potem podawał mój mąż. Wobec Krystiana toczy się teraz postępowanie dyscyplinarne. W sumie straciliśmy na tej hodowli ponad 100 tys. zł. W listopadzie 2018 r. Venneker skierował do sądu pozew w postępowaniu nakazowym z weksla na tę właśnie kwotę.

Również w listopadzie ubiegłego roku małżeństwo doprowadziło do kontroli weterynaryjnej w gospodarstwie, po skardze skierowanej do GLW.

W protokole pokontrolnym umieszczono opis wydarzeń – i zarzuty stawiane przez małżeństwo Vennekerowi. Jak twierdzili, świnie miały pochodzić z Litwy, a nie z Danii. Świadectwa zdrowia były fałszowane – wystawiono je tego samego dnia, co był transport, więc zdaniem hodowców wyklucza to przeprowadzenie badań. Firmy Veneker i Agrifirm działały więc na ich szkodę. Dostarczono chore zwierzęta. Nie pozostawiano żadnych kart leczenia ani dokumentów sprzedaży leków. Dostarczono szczepionkę przeciwko różycy, ale jej nie zastosowano. Wreszcie najbardziej niepokojąca informacja: „W czasie całego tuczu świnie otrzymywały do picia nieoznakowane proszki (koloru białego i żółtego), które na bieżąco dostarczał Pan A.[…]”.

- Artur […] mówił, że podaje „zakwaszacz” – ale kiedyś wygadał się i powiedział, że to środek bakteriobójczy, niedopuszczony w Polsce do stosowania u świń – mówi pani Ewa. – Z badań GIW wynika, że to metronizadol. Ani paragonów, ani faktur czy kart leczenia nie dostawaliśmy na te środki. Świnie odbierano od nas na 5 rzutów. Na ubój odbierano zarówno zdrowe, jak i chore zwierzęta. Niektóre nie miały siły, aby wejść na samochód. Świnie bywały agresywne, zagryzały się. Wydaje mi się, że działo się tak po podaniu metronidazolu.

Metronidazol to lek przeciwbakteryjny wykazujący szczególną skuteczność przeciw bakteriom beztlenowym. Stosuje się go również w zakażeniach pierwotniakami. U zwierząt produkt należy stosować wyłącznie w oparciu o badanie wrażliwości. Dostępna w Internecie „Charakterystyka produktu leczniczego weterynaryjnego” podaje, że tabletka dopuszczona dla psów i kotów wymaga ostrożności: „Metronidazol jest potwierdzonym czynnikiem rakotwórczym u zwierząt laboratoryjnych i ma potencjalne działanie rakotwórcze u ludzi. Brak jest jednak wystarczających dowodów na rakotwórczość metronidazolu u ludzi. Podczas podawania produktu należy nosić nieprzepuszczalne rękawice w celu uniknięcia styczności skóry z produktem”. Artykuł „Metronidazol - ocena farmakokinetyczna leku u ludzi i zwierząt” (Medycyna Wet. 52 (9) 1996) stwierdza przydatność leku m.in. w zwalczaniu zakażeń bakteryjnych: dyzenterii u świń.

Pomimo przekazania tych informacji kontroli weterynaryjnej (łącznie z nagraniami rozmów) hodowcy do dziś nie mają żadnej reakcji ze strony weterynarii. Mają za to postępowanie sądowe – Venneker dochodzi należności z weksla wydanego in blanco „wobec niewywiązania się przez panią […] z płatności za dostarczone towary”.

Sąd pierwszej instancji nadał klauzulę wykonalności tytułowi wykonawczemu-nakazowi zapłaty wydanemu w postępowaniu nakazowym, pomimo złożenia przez panią Ewę sprzeciwu.

- Dla wstrzymania wykonania nakazu przez sąd wystarczy samo wniesienie zarzutów od nakazu zapłaty – mówi pani Ewa. - Niestety sąd uznał, że nie poniosę niepowetowanej szkody w wyniku wykonania nakazu i odmówił wstrzymania wykonania go do czasu rozpatrzenia sprawy w postępowaniu sądowym. Wydano klauzulę wykonalności tego nakazu, zanim złożyliśmy sprzeciw, chociaż trzymaliśmy się terminów. Mamy więc w gospodarstwie komornika. Moje gospodarstwo jest zagrożone, a przecież w wyniku nierzetelnego postępowania Vennekera już poniosłam znaczne szkody, nie osiągając spodziewanych rezultatów w produkcji.

Za hodowcami przemawia w tym sporze prowadzenie dwóch postępowań karnych: jednego w sprawie stosowania „produktów weterynaryjnych, leczniczych nie wpisanych do Rejestru Produktów Leczniczych Dopuszczonych do Obrotu na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej” i drugiego w sprawie „wypełnienia weksla in blanco niezgodnie z wolą wystawcy weksla”. Po pół roku od wszczęcia tych postępowań ich rezultatów jednak – podobnie jak efektów kontrolnego postępowania weterynaryjnego – wciąż nie ma.

- Czy ktoś zainteresuje się działaniem firmy Venneker? – zastanawia się pani Ewa. - Zgłosiło się do nas już 300 osób w podobnej jak my sytuacji, założyliśmy stowarzyszenie. Ciekawe, ilu członków zbierzemy i jak długo będziemy działać…

„Farmer” czeka na informację w tej sprawie ze strony weterynarii. Pół roku to dość czasu, aby zbadać stawiane przez hodowców zarzuty.

Firmy Venneker i Agrifirm zajęły stanowisko wobec przedstawionych powyżej okoliczności dopiero we wniosku o sprostowanie powyższego artykułu. Pełna treść wniosków i sprostowań znajduje się pod linkiem.