Farmer: Komisja Europejska przyjęła politykę rolnictwa węglowego i certyfikacji jego usuwania, określając cele dla zwiększenia pochłaniania dwutlenku węgla z atmosfery. Dotyczy ona zarządzania gruntami rolniczymi i leśnymi. Wszystko po to, by zrównoważyć wpływ emisji CO2. UE będzie musiała drastycznie zmniejszyć swoją zależność od węgla kopalnego, zwiększyć rolnictwo węglowe w celu magazynowania większej ilości węgla w przyrodzie oraz promować rozwiązania przemysłowe, aby w sposób zrównoważony i sprawdzalny usuwać i recyklingować węgiel. Co to w praktyce oznacza dla unijnego rolnictwa? Czy na rolników nakłada się dziś kolejne, kosztowne wymogi do spełnienia?

Janusz Wojciechowski, komisarz UE ds. Rolnictwa i Rozwoju Wsi: Ten komunikat  jest wyłącznie dobrą wiadomością dla rolników. Wiem, że obawy są z różnych przyczyn podnoszone i rozumiem je. Jednak koncepcja rolnictwa węglowego, którą przedstawiła Komisja Europejska i zainicjowała już działania, które w niedługiej przyszłości przełożą się na konkretne projekty legislacyjne, jest wyłącznie korzystna dla rolnictwa. Można powiedzieć, że generalnie to jest plan płacenia rolnikom, za to co do tej pory robią za darmo, a mianowicie za dobre praktyki rolnicze, które powodują pochłanianie i przechowywanie węgla w glebie, redukując w ten sposób jego emisję. To są praktyki znane: jak stosowanie obornika, zostawianie w glebie, poprzez przeorywanie lub wymieszanie słomy po żniwach, ekstensywne użytkowanie pastwisk czy też agroleśnictwo i połączenie uprawy ziemi z elementami leśnictwa. To są praktyki, które są już wdrożone, ale do tej pory nie były nagradzane w żaden sposób.

Te elementy zostały już włączone do Wspólnej Polityki Rolnej i rolnictwo węglowe jest jednym z możliwych ekoschematów. Państwa członkowskie, które zdecydują się na ten kierunek – a chciałbym, aby wszystkie go obrały i dostosowały do swoich planów strategicznych – będą mogły płacić rolnikom za te dobre praktyki, jako część płatności bezpośrednich. Jest to jedna z dróg do pozyskania środków.

Z kolei druga to ta, która będzie obowiązywała w przyszłości, czyli certyfikowanie tych praktyk oraz możliwość sprzedawania przez rolników oszacowanych uprawnień do emisji CO2 tym, tym którzy tych uprawnień najbardziej potrzebują, a więc branży przemysłowej. Mówiąc w skrócie: firmy, które dziś skupują uprawnienia na rynku, teraz będą mogły przyjść bezpośrednio do rolnika, np. stosującego obornik, i kupić je od niego. Uprawnienia te zostaną odpowiednio oszacowane i rolnik będzie mógł je sprzedać np. elektrowni. To jest jednoznacznie korzystne dla rolników. Tu nie ma żadnej pułapki, nie ma żadnego ryzyka. To jest wyłącznie pozytywna wiadomość. Rolnicy, którzy poprzez swoją działalność wnoszą bardzo duży wkład w usuwanie węgla, będą mieli za to płacone.

Czy każde gospodarstwo będzie musiało przejść certyfikację. Czy będzie to nowy obowiązek?

Nie będzie musiało przejść certyfikacji. Tak jak Wspólna Polityka Rolna jest dobrowolna, nikt nie musi korzystać z jej funduszy, tak i ten system dla rolników będzie dobrowolny. Każde państwo członkowskie będzie musiało stworzyć system przystępowania rolników do tych działań. Chodzi tu o certyfikację, kontrolowanie poziomu wiązania węgla w gospodarstwie oraz prowadzonych praktyk. To nie będzie uciążliwe ani nie będzie się wiązało z biurokracją dla tych rolników. Wysiłek administracyjny przy wdrożeniu tego projektu będzie leżał po stronie państw członkowskich.

Jaki cel określono dla pochłaniania CO2?

Do 2035 roku cała UE ma wspólnie osiągnąć kwotę 310 MtCO2eq rocznego pochłaniania dwutlenku węgla przez rolnictwo i leśnictwo.

Aktualnie Polska pochłaniania blisko 35 mln t CO2, a musi zwiększyć je do 38 mln t, taki jest cel – większy o ok. 3 mln t do 2035 r. To jest do zrealizowania, jeśli będą odpowiednie zachęty. Państwo będzie zmotywowane, by rolników zachęcać, a rolnicy będą na tym zarabiać. Największe pochłanianie CO2 ma obecnie Szwecja, która też ma wysoki cel ze względu na znaczny stopień zalesienia swojej powierzchni. Po niej są takie kraje jak: Hiszpania, Polska czy Francja. Cele dla każdego z państw są sprawiedliwe ustalone, w zależności od powierzchni kraju czy użytków leśnych, i nie można się tu dopatrywać nierównego traktowania.

Na przykład Francja musi zwiększyć pochłanianie CO2 o 6 mln t. Francuzi jednak się tym nie martwią, wręcz przeciwnie, chcą uczynić rolnictwo węglowe swoim priorytetem podczas prezydencji, która rozpocznie się w nowym roku. Mówiąc wprost, Francuzi stawiają na to, by płacić rolnikom, z kolei rolnicy chętnie pomogą w zwiększeniu tej absorpcji.

Jaki założono termin na praktyczne wdrożenie tych działań?

Tego nie zrealizuje się z dnia na dzień. Wymaga to stopniowego wprowadzania. W przyszłym roku ukaże się rozporządzenie, które będzie definiowało ten system. Jednak myślę, że jego pełne funkcjonowanie, to perspektywa najbliższych 6-7 lat.

Czy rolnictwo węglowe może zagrozić dużym gospodarstwom?

Nic podobnego. Duże gospodarstwa będą mogły sprzedać więcej uprawnień do emisji. Na przykład: gospodarz przeora 100 ha słomy. Następnie zostanie obliczone, ile przez to zachował węgla w glebie.

Są dwie dobre propozycje w reformie WPR. Pierwsza z propozycji to dobrostan zwierząt, która jest szansą głównie dla małych i średnich gospodarstw. Druga z nich to właśnie rolnictwo węglowe, które jest atrakcyjne zarówno dla małych jak i  dla dużych gospodarstw.

Rolnictwo węglowe jest elementem Zielonego Ładu. Niestety dyskusje wokół Zielonego Ładu trwają. Wciąż jest on przedstawiany jako zagrożenie dla rolnictwa. Tymczasem rolnictwo węglowe, rolnictwo precyzyjne, dokładne dawkowanie stymulują produkcję, a nie jej zagrażają. 

Z innej strony mamy dobrostan zwierząt i rolnicy doskonale wiedzą, że gdy dba się o dobrostan, to produkcja jest lepsza – mniejsze straty, mniejsze ryzyko chorób. To się opłaca, a jeśli za to dostaje się dodatkowe pieniądze, to na pewno jest wtedy lepiej. Podobnie będzie z rolnictwem węglowym.

Zielony Ład nie jest strategią antyprodukcyjną. Chcę, aby rolnicy bardzo mocno to usłyszeli. Polski Plan Strategiczny, przyjęty przez rząd, najpierw zostanie zaakceptowany przez Komisję Europejską, ja będę się też tymi ocenami zajmował, a następnie zostanie przyjęty przez polski Parlament w formie ustawy, więc już dziś posłowie powinni wiedzieć, co w Krajowym Planie Strategicznym dokładnie się znajduje. Jeśli słyszę zajadłą krytykę ze strony posła, który na pytanie o płatność redystrybucyjną robi unik, to mogę powiedzieć, że to nie jest poważna debata.

Żaden Zielony Ład nie nadciąga, bo tyle będzie Zielonego Ładu, tyle będzie „strategii od pola do stołu”, „strategii na rzecz bioróżnorodności”, ile zostanie wpisane z niego w Krajowy Plan Strategiczny. Wszystko, co dotyczy bezpośrednio rolników, znajdzie się lub nie w nim. Nie ma żadnej ustawy pod tytułem "Zielony Ład". To, co będzie prawem obowiązującym dla rolników i szansą – rozwiązania są możliwe, a nie przymusowe – znajdzie się w Krajowym Planie Strategicznym.