Srogi zawód zgotowała prokuratura Wojewódzkiej Inspekcji Weterynaryjnej w Poznaniu.

Przypomnijmy: od trzech lat trwa walka o potwierdzenie, czy straty w hodowli byków, poniesione w okresie od maja 2014 do września 2015 roku przez braci Krzysztofa i Łukasza Pietrzaków były spowodowane przez niewłaściwą opiekę weterynaryjną. Umorzono postępowanie karne (dotyczyło znęcania się nad zwierzętami i narażenia ich na cierpienie), zawieszono zawodowe, prowadzone wobec weterynarza. Rolnicy skazani są więc na mozolne udowadnianie swoich racji w postępowaniu cywilnym. Co szczególnie zaskakujące, po skontrolowaniu weterynarza, w lipcu 2019 r. Wojewódzki Lekarz Weterynarii w Poznaniu – jednocześnie z postanowieniem o umorzeniu postępowania karnego przez prokuraturę – powziął wątpliwości odnośnie do zgodności z prawem postępowania weterynarza i skierował sprawę do prokuratury i rzecznika zawodowego: „Wskutek wyników kontroli sprawę  przekazano organom ścigania oraz Rzecznikowi Odpowiedzialności  Zawodowej Wielkopolskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej” – poinformowano, odsyłając po dalsze informacje do policji i rzecznika.

Więcej: Brak książek leczenia przemawia za weterynarzem?

Jak się właśnie okazuje, nikt sprawy nie podjął. Rzecznik odpowiedzialności zawodowej milczy i nie odpowiada na pytania. Natomiast „Komenda Powiatowa Policji w Kępnie nie prowadziła żadnego postępowania przygotowawczego związanego z pismem Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii z dnia 19.07.2019r. Pismo z Woj. Insp. Weterynarii dotyczyło wyników kontroli przeprowadzonej w Gabinecie Weterynaryjnym VetMedic, o którą pisemnie w dniu 16.05.2019r wnioskowali Krzysztof i Łukasz Pietrzak. Pismo z Woj. Insp. Wet., przekazujące do oceny kopie dokumentacji z przeprowadzonej kontroli, dotyczyło prawidłowości prowadzenia dokumentacji lekarsko-weterynaryjnej, a te kwestie zostały zbadane i wyjaśnione w umorzonym postępowaniu Prokuratury Rejonowej w Ostrzeszowie” – tyle ma do powiedzenia policja.

Jednocześnie sprawę badało też Ministerstwo Rolnictwa, które indagowane od blisko roku przez rolników odpowiada wreszcie to, co wiedzą i z czym właśnie poszli do ministerstwa: że postępowanie zawodowe zostało zawieszone.

Jak się więc okazuje, nikt nie udzielił pomocy rolnikom. Będą nadal prowadzić postępowanie cywilne, nie mając wsparcia ze strony państwa, chociaż tak naprawdę nie walczą tylko o swoje  utracone pieniądze, ale pokazują patologię systemu, w którym działają. Bo jak nazwać brak dokumentowania działalności weterynaryjnej prowadzonej w ich gospodarstwie, utrudniający teraz prokuraturze potwierdzenie znęcania się nad zwierzętami, a potwierdzany przez WIW w składanym doniesieniu, dotyczącym jednak innego zarzutu, niż badany w umorzonym postępowaniu - co nie powstrzymuje prokuratury przed potraktowaniem sprawy jako zbadanej?

Prokuratura nie znalazła w tej sprawie dowodów na znęcanie się nad zwierzętami. Co do tego wątpliwości miała nawet Wojewódzka Inspekcja Weterynarii. Może szkoda, że prokuratura nie wszczęła postępowania w sprawie znęcania się nad właścicielami zwierząt?