Woś na łamach piątkowej gazety przekonywał, że NGO-sy mają bardzo silny wpływ na oceny środowiskowe i realizację inwestycji, co wynika z unijnego prawa. - Jeżeli organizacja ekologiczna ma czyste intencje, to jej opinia wzmacnia ochronę środowiska. Problem pojawia się wtedy, gdy dochodzi do nadużyć i wielki kapitał wykorzystuje NGO do nieuczciwej konkurencji, np. blokując za ich pośrednictwem inwestycję zagrażającą interesom firmy - powiedział.

Pytany, czy zgadza się np. z teoriami, że aktywiści, którzy próbowali blokować przekop Mierzei Wiślanej, działali na polecenie lub z inspiracji Rosji, Woś powiedział, że "mechanizmy kontrolne istnieją, ale są dziurawe, a w kwestii zagranicznego finansowania istnieje dziś luka prawna". - Projekt nie piętnuje NGO, ale wręcz przeciwnie - wzmacnia ich wiarygodność. Jest oparty na rozwiązanych z powodzeniem funkcjonujących np. w USA czy Izraelu - przekonywał.

Pytany był też o to, czy przygotowany m.in. przez niego projekt nie jest prywatną vendettą wobec Greenpeace, którego aktywiści niedawno wdarli się na dach jego resortu i rozwiesili wielki baner z napisem "Stop dewastacji! Czas na ochronę" wraz z jego karykaturą.

- Nie robię prywaty, tylko odpowiadam za interesy polskiego państwa w zakresie środowiska, a prace nad ustawą podjąłem jeszcze w czasach, gdy byłem wiceministrem sprawiedliwości. Dziś współpracuję ze stowarzyszeniami, które zajmują się ochroną przyrody. Doskonale znam te środowiska i ich działalność. Szanuję i wspieram te organizacje, które naprawdę dbają o naturę. Niestety są również takie, które wykorzystują troskę Polaków o środowisko i traktują protesty jako swego rodzaju model biznesowy. Pozyskują gigantyczne pieniądze z publicznych zbiórek, a potem tylko niewielką ich część przeznaczają na ochronę przyrody. Duża pula środków idzie za to na wynagrodzenia i "administrację" - odpowiedział minister.

- Podkreślę raz jeszcze - ustawa wzmacnia transparentność. Temu będzie służyć centralny rejestr. Nie zakazujemy funkcjonowania żadnej organizacji, nie ograniczamy możliwości ich dotowania. Chcemy tylko pokazać, kto i jak jest finansowany oraz skończyć z wykorzystywaniem dobrych, słusznych przepisów do być może niejasnych celów - dodał.