Pisma krążą między Urzędem Gminy Wińsko, Starostwem Powiatowym w Wołowie, a Powiatowym Inspektorem Nadzoru Budowlanego w Wołowie.

W 2002 roku sąsiedzi ojca Andrzeja Lisieckiego utworzyli na działce przylegającej do jego pola dwa zbiorniki wodne. Jeden z nich okazał się – ale dopiero w 2018 roku, gdy przyjrzał mu się rzeczoznawca - mieć dwa razy większą objętość, niż zapowiadana w zgłoszeniu przesłanym do starostwa – ma 468 m sześc., zamiast 225 m sześc. Pobór wody następuje z drenów, co stanowi samowolę budowlaną. Nie dostosowano się do wymaganej odległości 4 m od granicy działki, a skarpa zbiornika znajduje się w granicy działki sąsiada. Oba zbiorniki naruszyły Prawo wodne, doprowadziły do stagnacji wody u sąsiada i w konsekwencji ponoszenia przez Andrzeja Lisieckiego strat w uprawach, oszacowanych przez rzeczoznawcę na 35 proc.

Ustalenia sporządzonych ekspertyz nie zamknęły jednak tej historii. Pomimo, że pan Andrzej wyposażył urzędy we wszelkie żądane ekspertyzy, urzędnicy nie korzystają z dostarczonej im wiedzy. I to pomimo udowodnionych błędów w dotychczasowym postępowaniu.

Zbiornik, na pierwszym planie pozostałość urządzenia do piętrzenia wody
Zbiornik, na pierwszym planie pozostałość urządzenia do piętrzenia wody

Zanim jeszcze powstały ekspertyzy, 29 stycznia 2018 roku Rafał Sieńkowski, działając jako powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Wołowie, stwierdził – jak przekonuje, po dokonaniu oględzin - że zbiorniki są wybudowane zgodnie ze zgłoszeniem, a on „nie znalazł przesłanek uzasadniających rozpoczęcie i prowadzenie postępowania administracyjnego w sprawie samowoli budowlanej lub powodowania zagrożenia ludzi przez te obiekty”. Poddał się też, jeśli chodzi o ocenę wpływu zbiorników na drenaż odwodnienia, uznając, że to nie jego kompetencje.

Sprawa trafiła więc do eksperta.

Pierwsza ekspertyza - dotycząca naruszenia stosunków wodnych i sposobu ich naprawienia - została sporządzona na wniosek gminy Wińsko jesienią 2018 r. Wójt Gminy  Wińsko na jej podstawie 22 listopada 2018 r. wydała decyzję nakazującą przywrócenie sieci drenarskiej do poprzedniego stanu, postanowiła też nakazać zlikwidować mniejszy zbiornik wykonany na rurociągu drenarskim i zakazać poboru wody z dren do napełniania drugiego zbiornika.

Mniejszy zbiornik - oczko wodne – zasypano.

Pozostała otwarta kwestia drugiego, większego zbiornika. Z ufnością, że inspektor budowlany wyciągnie tym razem wnioski z sytuacji i nakaże likwidację zbiornika, pan Andrzej przesłał mu ekspertyzę.

Inspektor Sieńkowski 1 marca 2019 jednak uznał ją za niewystarczającą, więc pan Andrzej zamówił drugą – teraz na temat pożądanej przez inspektora budowlanego w powiecie Wołów zgodności zbiorników z Prawem budowlanym.

Widok z posesji p. Andrzeja – grobla nie pozwala wybudować ogrodzenia
Widok z posesji p. Andrzeja – grobla nie pozwala wybudować ogrodzenia

Powstała jeszcze w marcu 2019 r. ekspertyza wyjaśniła panu inspektorowi nadzoru budowlanego w Wołowie, że „wydane warunki do budowy zbiornika wodnego nie są zgodne z obowiązującymi przepisami Ustaw Prawa Wodnego i Prawa Budowlanego”. Jak podano, pozwolenia nie wymaga budowa przydomowych basenów i oczek wodnych o powierzchni do 30 m kwadratowych. Budowa zbiornika o powierzchni 434 m kw. przekracza więc ustawowe warunki. „Stwierdzam, że budowa zbiornika wodnego i oczka wodnego została oparta na błędnie wydanych zgodach przez Wydziały Ochrony Środowiska oraz Urbanistyki, Budownictwa i Architektury Starostwa Powiatowego w Wołowie. Dodatkowo należy podnieść, że zbiornik wodny został wybudowany niezgodnie z wydaną zgodą (…)” – ustalił rzeczoznawca.

I wydawało się, że oczy pana inspektora musiały otworzyć te ekspertyzy rzeczoznawcy z 41-letnim stażem, uznanego przez Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Wodnych i Melioracyjnych NOT.

Nic podobnego.

10 czerwca 2019 pan inspektor Sieńkowski uznał, że „zwiększenie powierzchni do 434 m kw. nie zmienia stanu prawnego zgłoszenia budowy, które zezwalało na 225 m kw.” Uznał też za pozbawione przepisów wymaganie zachowania odległości 4 m od granicy pana Andrzeja i nie wchodzenie groblą w jego działkę.

Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego we Wrocławiu i oczekuje na rozpatrzenie.

Tymczasem zapytaliśmy w PINB:

1.       dlaczego pan Andrzej od lat nie może doprosić się przywrócenia stanu sprzed budowy niezgodnego z zezwoleniem zbiornika wodnego, dlaczego nie wydano decyzji nakazującej likwidację wybudowanego niezgodnie z zezwoleniem zbiornika (np. powierzchnia dwa razy większa niż zezwolenie),

2.       dlaczego nie doprowadzono do przywrócenia stanu poprzedniego w układzie drenów na tym terenie,

3.       dlaczego grobla wokół stawu narusza granice sąsiedniej działki?

Odpowiedź była enigmatyczna: „PINB w Wołowie prowadzi jedno postępowanie  administracyjne w sprawie zbiorników wodnych w Smogorzówku, gm. Wińsko. W tym postępowaniu zapadła decyzja, od której odwołanie wniósł skarżący (stanowisko PINB w Wołowie w uzasadnieniu decyzji, którą posiada skarżący). Sprawę rozpatruje obecnie organ II instancji” – przyznał pan inspektor powiatowy budowlany w Wołowie, ciągle w osobie Rafała Sieńkowskiego. I dodał – wbrew ustaleniom rzeczoznawcy: „Nadmieniam, że obiekty te zostały wybudowane na podstawie stosowanych pozwoleń, wydanych przez właściwy organ - Starostę Wołowskiego. Ponadto informuję, że postępowanie jest prowadzone z urzędu, a jego procedura jest określona w ustawie Prawo budowlane. Z tego powodu nie wszystkie żądania stron będą spełniane w takich postępowaniach, w tym żądanie rozbiórki przedmiotowych obiektów.”

Cóż, może to i były „stosowane pozwolenia”, ale nie były to niestety pozwolenia stosowne. Zatem dopytywaliśmy z prośbą o konkretną odpowiedź – ale kolejna odpowiedź była taka:

„odp. 1) - brak podstawy prawnej do wydania takiej decyzji,

odp. 2) - PINB nie jest organem właściwym w tej sprawie i należy z tym pytaniem zwrócić się do władz odpowiedniej gminy,

odp. 3) - z tym zapytaniem należy się zwrócić do właściciela/inwestora obiektu.”

Cóż rzec na takie dictum? Może trzeba zlikwidować urząd PINB w Wołowie, albo chociaż zmienić urzędnika? W tym stanie rzeczy albo urząd jest zbędny, albo urzędnik niekompetentny.

- Odziedziczyłem problem po ojcu, wraz z ziemią, i wszystko wskazuje na to, że zostanie on do załatwienia dla moich dzieci – mówi pan Andrzej. – Odbijam się od kolejnych urzędniczych drzwi, żądają ode mnie następnych ekspertyz, a z dostarczonych nie korzystają.  Nawet rów nie został oczyszczony – w marcu zwróciłem się do gminy o wydanie decyzji określającej zakres i termin oczyszczenia rowu, to gmina odsyła do Wód Polskich.

Zatem do gry wejdzie kolejny podmiot? Czy wtedy tylko przybędzie pism, czy może ktoś wreszcie okaże się kompetentny do przerwania tej sytuacji?