Zmiany wprowadzane w uchwalonym 30 sierpnia rządowym projekcie ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu usprawnienia procesu wydatkowania środków finansowych w ramach systemów wsparcia bezpośredniego oraz w ramach działań objętych zintegrowanym systemem zarządzania i kontroli zakładają – zdaniem posłów PiS – usprawnienie systemu doradztwa rolniczego, a zdaniem opozycji – są próbą rozpaczliwego łatania dziury po rezygnujących z pracy doradcach.

Skrócenie okresu doświadczenia w pracy doradczej, niezbędnego do uzyskania wpisu na listy doradców rolniczych, rolnośrodowiskowych i leśnych –  z 1 roku do 6 miesięcy, połączone z obniżeniem o połowę  liczby punktów potrzebnych do uznania kwalifikacji trzeba bowiem uznać za znaczące obniżenie wymagań. Poseł Jarosław Sachajko wskazał w swojej sejmowej wypowiedzi, że jest to wynikiem zbyt niskich wynagrodzeń doradców:

- Niepokój natomiast budzi zaproponowany w ustawie sposób ułatwienia dostępu do procesu uzyskiwania wpisu na listę doradców i zwiększenie liczby osób, które mogłyby uzyskać uprawnienia doradcy rolno-środowiskowego. Jestem zaskoczony tym, iż rządzący nie znają powodu odejścia doświadczonych doradców. Powód jest jeden: skandalicznie niskie wynagrodzenia, o czym kilkakrotnie mówiliśmy w trakcie posiedzeń komisji rolnictwa. Polacy chcą zarabiać godnie.

Do tej wypowiedzi ustosunkował się wiceminister rolnictwa Ryszard Zarudzki.

- 1300 odeszło, ale nie tylko, jeśli chodzi o pensję, bo tę zapaść zastaliśmy z tytułu 8-letniego zaniedbania dotyczącego zamrożenia płac, kiedy nawet nie były co roku waloryzowane o wskaźnik inflacji, więc w ciągu 8 lat pensje obniżyły się o prawie 20% i nie dało się, panie pośle, zrobić tego w jednym roku. W pierwszym roku przekazaliśmy 8 mln, w drugim roku przekazaliśmy środki, w trzecim roku 14 mln poszło na wsparcie, to już mamy ponad 20 mln. Mamy już zaplanowane w przyszłym roku 10 mln na podniesienie pensji. To wszystko można sprawdzić, te cyfry, które podaję, mogę pokazać w budżecie, gdzie były wydawane w latach 2016, 2018 i 2019, a także to co już jest zaplanowane w roku 2020. Jest 10 mln na pensje. Myślę, że doradztwo musi być i zostało podniesione, jeśli chodzi nie tylko o pensje, ale też zapaść w infrastrukturze technicznej, poprzez przeniesienie tego. Spod nadzoru marszałków w województwach przenieśliśmy to pod nadzór ministra.

Jak mówił wiceminister, zmiany te spowodowały wydatki na infrastrukturę techniczną – w ciągu trzech lat trzeba było wydać 77 mln. Ale środki przeznaczane na doradztwo rosną.

- Kiedy zaczynałem pracę w ministerstwie, budżet na ośrodki doradztwa wynosił 153 mln. W tej chwili, proszę sprawdzić, w ustawie budżetowej jest 216 mln na doradztwo – wyliczał wiceminister i podkreślił: - Pamiętajmy, że są trzy nogi wspierania i finansowania doradztwa. Pierwsza to budżet, druga to działalność gospodarcza, 30–40% doradztwo wypracowuje w działalności gospodarskiej, a trzecia to Program Rozwoju Obszarów Wiejskich. Mogę powiedzieć tak. To też jest do sprawdzenia, panie pośle. 177 mln na usługi doradcze to są kwoty na kraj i już są płatności rozdzielane na 3 lata na usługi doradcze. Jeden doradca zajmuje się 20 gospodarstwami rolnymi, dla tych 20 gospodarstw rolnych prowadzi tę pracę doradczą i otrzymuje za to gratyfikację. Uruchamiamy program, który był w upadłości w poprzednim okresie programowania. Co więcej, na jesieni otwieram kolejne 177 mln na 2 lata z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich – to są konkretne liczby – na wsparcie szkoleń dla doradców, szkoleń prowadzonych przez doradców dla rolników. Po prostu wyszliśmy z zapaści, odbiliśmy się od dna. Daleko nam do doskonałości, ale wartością polskiego doradztwa w skali europejskiej jest to, że w ogóle je mamy, że jest ono państwowe. Przyszły okres programowania, jeśli chodzi o rozwój rolnictwa, to rozwinięte, mocne, silne doradztwo państwowe.

Jak podkreślił Ryszard Zarudzki, osłabienie wymogów nie oznacza osłabienia doradztwa:

- Chodzi o to, żeby bez uszczerbku dla jakości doradztwa to skrócić. Nie rok. Jak mam tysiąc nowych doradców i chcę, żeby oni poszli w produkcję, to szukam sposobów. Nie rok muszą czekać, bo to byłoby za długo. Pół roku. Nie 60 punktów ECTS, tylko 30 punktów. Obniżenie kryteriów, które trzeba spełnić, żeby być doradcą rolnym, nie oznacza obniżenia jakości. Zapewniam. Ja za to odpowiadam, czuję się za to odpowiedzialny i wiem, że to wszystko będzie bez szkody dla doradztwa. I to przeprowadzamy.