Kluczowym obszarem działalności IOR-PIB jest działalność naukowa, szkoleniowa i ekspercka, zorientowana na poprawę efektywności transferu wyników przeprowadzanych badań do praktyki rolniczej oraz wspieranie polskiej gospodarki – podkreślał podczas jubileuszu 70-lecia prof. Marek Mrówczyński obecny dyrektor instytutu.

Instytut jest też organizatorem konferencji krajowych i międzynarodowych. Od ponad 60 lat na Sesjach Naukowych IOR-PIB, odbywających się co roku prezentowane są najnowsze doniesienia naukowe. W historii tej działalności wygłoszono 2400 referatów i wygłoszono 5000 prezentacji.

Jak to się zaczęło oraz jakie wyzwania stoją dziś przed tą jednostką naukową. Pytamy o to dyrektora IOR-PIB prof. Marka Mrówczyńskiego?

- Gdyby nie stonka ziemniaczana, to by na pewno nie było instytutu. Później były inne szkodniki, patogeny, chwasty. IOR rozwijał się głównie w zakresie upraw rolniczych. Od 15 lat mamy też stonkę kukurydzianą, kuzynkę stonki ziemniaczanej. Dzisiaj aktualną sprawą są nowe zagrożenia, nowe wciornastki, czy ćma bukszpanowa. Dlatego są nowe, bo mamy zmiany klimatyczne, przykładowo stonka kukurydziana, lato 2015 r. była na południu Polski, a teraz jest w całej Polsce, już w tym roku zawitała do naszej Winnej Góry, blisko Poznania. Teraz stonka jest szczególnie dużym zagrożeniem, bo są larwy, które uszkadzają korzenie rośliny – mówi w rozmowie.

Przed Polską dzisiaj stoi konieczność wdrożenie dwóch ważnych strategii w zakresie Europejskiego Zielonego Ładu: Bioróżnorodności oraz Od pola do stołu. Jak dzisiaj mają się na te zmiany szykować rolnicy?

- Polska stosuje w ochronie roślin bardzo mało chemii. Stosujemy mniej niż średnia unijna, o kilogram. Są uprawy jak żyto i owies, w których zużywamy tylko 0,5 kg substancji czynnej na hektar, a średnia unijna jest 3,5 kg substancji czynnej na hektar, Polska ma 2,5 kg. Są państwa, jak Holandia, która zużywa 8 kg s.cz./ha. Redukcja natomiast może nastąpić w naszym warzywnictwie i ogrodnictwie, w jabłkach mamy 10 kg. Dodatkowo takie uprawy jak pomidory ogórki, wiśnie i tam powinno być stosowanych bardzo dużo metod biologicznych, te sprawdzają się bardzo dobrze w produkcji szklarniowej – podkreśla profesor.

Ochrona biologiczna jest jednak kosztowna. - Tylko 5 proc. plantacji kukurydzy jest chronionych przez kruszynka na omacnice prosowiankę. To jest bardzo mało, ale główną przyczyną jest to, że te preparaty są bardzo drogie. W stosunku do chemii, koszty na hektar uprawy są ok. pięć razy większe. Praktyków na to nie stać, dlatego już wiele państw wprowadziło dofinansowanie, np. zwrot połowy kosztów zgłoszonych na fakturze. Teraz UE chce to finansować, wysokość dopłaty będzie zależała od poszczególnych państw. Bez dopłat Unii Europejskiej nie będzie obniżenia chemizacji w ochronie roślin.

Czy zielony ład może doprowadzić do wzrostów cen żywności?

- Ministerstwo rolnictwa, chce by było obniżenie tam gdzie jest to konieczne. To nie jest tak, że musimy obniżyć stosowanie chemii o połowę. To muszą zrobić te kraje, które stosują dużo chemii. A w niektórych przykładach – żyta i owsa, musimy powiększyć chemię racjonalnie i dodać metody biologiczne. Nie widzę tu zagrożenia – dodaje prof. Marek Mrówczyński.