Minione dwa sezony wegetacyjne przebiegały w warunkach silnych niedoborów opadów. Brak wody w glebie silnie rzutował na możliwość uprawy gleby, efektywność zastosowanych nawozów, a finalnie na wysokość uzyskiwanych plonów. Ostatnie dni dały pewne wytchnienie i napełniły nadzieją że sytuacja hydrologiczna zmieni się wreszcie na lepsze.

Od początku września w centrum Mazowsza spadło ok. 30 l/m2 w 4 dawkach. Może to i nie zbyt wiele, ale wystarczająco dużo aby wyraźnie odbić się na tempie wegetacji wzeszłego rzepaku ozimego. Widać po roślinach, że zastosowane przedsiewnie nawozy rozpuściły się, a składniki pokarmowe zostały pobrane. 

Za kilka dni rozpoczną się siewy zbóż ozimych. Ziarno trafi w wilgotną glebę co powinno skutkować szybkimi i równymi wschodami. Żeby nie było zbyt pięknie jest jeden problem – materiał siewny. Ze względu na suszę ziarno jest drobne, o niskiej masie 1000 nasion. Odbija się to negatywnie na sile kiełkowania jak i energii kiełkowania.

„Chude” ziarno wydaje słabsze siewki, które wolniej rosną bo do ich dyspozycji jest mniejsza ilość materiałów zapasowych. W tym miejscu warto przypomnieć, że siewki korzystają z nich aż do fazy 4. liścia, gdyż fotosynteza netto przy małej powierzchni asymilacyjnej nie pozwala im na samodzielny byt. Dopiero po wydaniu 4. liścia ilość asymilatów jest na tyle duża, że część z nich może zostać odłożona (zmagazynowana) w wytworzonym w tej fazie pierwszym węźle krzewienia.

Wynikający z tego praktyczny jest taki, że dysponując ziarnem drobnym nie można dopuszczać do opóźnionych siewów. Rośliny mogą bowiem nie zdążyć dojrzeć fizjologicznie do przezimowania. Może w tej sytuacji warto się skusić i kupić kwalifikowany materiał siewny?