Uprawa konopi siewnych ma długą historię w Polsce. Po dekadach zapaści zainteresowanie tą uprawą dynamicznie rośnie. Z jednej strony dzieje się to za sprawą modnego trendu, jaki panuje wokół tej rośliny, z drugiej - dzięki powstaniu Programu Konopnego powołanego przez Instytut Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich (IWNIRZ). W ramach tego Programu rolnicy mogą podpisać umowę kontraktacyjną na uprawę konopi na cele nasienne. Potencjał w tym zakresie jest bardzo duży, gdyż materiał siewny polskich odmian jest poszukiwany na wielu światowych rynkach.

Po spełnieniu wymagań agrotechnicznych dla tego gatunku, a wcześniej jeszcze spraw formalnych związanych ze zdobyciem pozwolenia na siew konopi siewnej, zanim podejmiemy decyzję o jej uprawie, musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jesteśmy w stanie się zmierzyć z pewnymi uciążliwymi niuansami. W agrotechnice konopi wytypować bowiem można kilka, jak to się mówi w biznesie, wąskich gardeł (omawiamy je poniżej).

PŁASKONIE - UCIĄŻLIWE OSOBNIKI MĘSKIE

Pierwsza trudność, z którą trzeba się zmierzyć, pojawia się w czasie kwitnienia konopi. Instytut do uprawy proponuje swoje trzy odmiany: Białobrzeskie, Tygra, Henola. Wszystkie są jednopienne. Oznacza to, że pojawiają się osobniki typowo męskie (płaskonie) pogarszające plon. Ich liczba zależy przede wszystkim od tego, ile tych osobników dopuszczono do pylenia w poprzednim roku. Dlatego na plantacjach nasiennych obligatoryjnie i sukcesywnie należy je wyrywać i usuwać z plantacji, a następnie spalić lub zdołować. Obcięcie ich jest ryzykowne, bo mogą z międzywęźli wypuścić kolejne pędy kwiatostanowe. Rozpoznanie płaskoni na plantacji nie jest trudne, ponieważ pojawiają się one wcześniej niż typowe wiechy i odróżniają się wyraźnie pokrojem i kolorem, co ułatwia ich usuwanie. Pierwsze osobniki męskie pojawiają się w połowie lipca (odmiany Białobrzeskie, Tygra), a w Henoli pod koniec czerwca. Od pojawienia się płaskoni do początku ich pylenia upływa 4-6 dni. W tym czasie wykonuje się pierwszą selekcję, a następnie przeprowadza się ją co ok. 2-3 dni. Trwać to musi tak długo, jak będą pojawiać się płaskonie (czyli ok. 6 tygodni). Dlatego plantacje nasienne nie powinny liczyć więcej niż 5 ha (ze względu chociażby na ograniczenia w zakresie dostępności siły roboczej).

- Robię selekcję na 1 ha przez ok. 3-4 godziny (warunek: nie ma dużo płaskoni). Średnio na długości ok. 300 m (kontrolując podczas lustracji po 3 rządki roślin z każdej strony) można się ich spodziewać ok. 5-7 sztuk. Selekcję łatwiej wykonuje się w odmianie Henola, która jest niższa od pozostałych. W Henoli z racji, że jest to młoda odmiana i nie w pełni wyrównana, plantator zobligowany jest także do wyrywania osobników nietypowych - mówił podczas spotkania dr Baraniecki.

ZEBRAĆ BEZ STRAT

- Najwięcej jednak problemów stwarza zbiór, ale w porównaniu chociażby do sezonu 2018 w tym zakresie bardzo dużo się zmieniło - zgodnie stwierdzili dr Baraniecki i Czeszak. Ich zdaniem rolnicy coraz lepiej sobie z tym radzą. Jak to się mówi: potrzeba matką wynalazków. Powstało wiele rozwiązań technologicznych, które rolnicy z powodzeniem stosują w swoich gospodarstwach i dotyczy to zarówno zbioru jednoetapowego, jak i dwuetapowego. - My jako instytut także włączamy się w te przedsięwzięcia. Efektem jest chociażby powstanie udoskonalonej kosiarki, która jest w wyposażeniu instytutu - mówił Czeszak.

Dlaczego zbiór nasion nie należy do najłatwiejszych? Bo są to rośliny bardzo wysokie. Odmiana Białobrzeskie dochodzi nawet do 4 m wysokości. Po drugie dojrzewanie nasion postępuje powoli od dołu wiechy ku górze i trwa ok. 2-3 tygodni. Zanim dojrzeje góra, to dół już jest obsypany. Nasiona są także przysmakiem ptaków. Silny wiatr, deszcz mogą wymłócić wiechy i wówczas straty są duże. Dlatego bardzo pilnować trzeba tzw. okna zbioru, które trwa ok. 3-4 dni i najczęściej przypada w 1. lub 2. dekadzie września.

DELIKATNIE DOSUSZAĆ NASIONA

Nasiona po omłocie wymagają dosuszania do ok. 8-11 proc. wilgotności. - W czasie zbioru wiechy są jeszcze zielone, więc oddają wodę. Gdy nasiona są na przyczepie, czuć, że są wilgotne. Uczulamy zatem plantatorów, by po 2 godzinach trwania zbioru opróżnić zbiornik kombajnu i przetransportować je na suszarnie, bo nasiona szybko się zagrzewają. W przeciwnym razie ich siła kiełkowania będzie spadać - mówił dr Baraniecki.

Do dosuszania nasion najlepiej sprawdza się suszarnia podłogowa, w której można suszyć powietrzem o temp. 30-35°C. Jak zauważyli zgodnie rozmówcy, wyeliminowanie wśród plantatorów coraz większej liczby błędów na etapie zbioru i dosuszania poskutkowało tym, że jakość materiału siewnego dostarczanego do instytutu jest coraz lepsza.

TRUDNE ZAGOSPODAROWANIE SŁOMY

Konopie to rośliny bardzo wszechstronne i każdy ich fragment staje się materiałem handlowym (nawet korzenie). Uprawiając je na nasiona, trzeba mieć świadomość, że sektor ten dynamicznie się rozwija, przybywa powierzchni i niekoniecznie za tymi zmianami nadąża przetwórstwo plonu ubocznego - słomy. Nie wszystkim rolnikom udaje się ją sprzedać. W związku z tym problematyczne może okazać się zagospodarowanie dużej ilości resztek pożniwnych (nawet 3-6 t słomy/ha).

Wszystko przez włókno, które sprawia, że biomasę trudno rozdrobnić i przeznaczyć na cele nawozowe. Nie daje rady mulczer, ma poważne problemy także talerzówka. Część rolników zwyczajnie tę słomę zbiera i wywozi z pola. - Ten sektor przetwórstwa (wykorzystanie słomy) się rozwija. O tych problemach rozmawiamy także na szczeblu rządowym. Póki co mogę powiedzieć, że w tym zakresie jest dobry klimat - podsumował na koniec Czeszak.