Jak podano w komunikacie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, realizacja memorandum przyczyni się do częściowego odblokowania ukraińskiego eksportu i zwiększenia bezpieczeństwa żywnościowego w krajach rozwijających się, które są zagrożone klęską głodu. W konsekwencji powinno to zmniejszyć presję migracyjną do Europy.

Rolnicy i osoby związane z branżą od razu pomysł ten postawiły pod znakiem zapytania. Pytają dlaczego w ogóle pojawiła się taka inicjatywa i czy ma ona uzasadnienie ekonomiczne? Podkreślają np. że w momencie zakończenia wojny, eksport zbóż i roślin oleistych wróci ponownie w rejon Morza Czarnego i wówczas taki rurociąg straci na znaczeniu, a pieniądze do jego budowy zostaną wyrzucone w błoto. Inni dodają, że od wybuchu wojny do Polski wjechało tylko 215 tys. ton oleju słonecznikowego, a 750 tys. ton do Unii Europejskiej, czyli nasz kraj nie jest głównym kanałem eksportu dla Ukrainy.

Zdanie branży olejarskiej o projekcie rurociągu na olej z Ukrainy

Zaskakuje inicjatywa dotycząca bezpośrednio towaru, który co do zasady nie był dotychczas, w taki sposób transportowany i to na tak duże odległości. Przynajmniej nam jako branży krajowej nie są znane tego typu przykłady – mówi w rozmowie z farmer.pl Adam Stępień, dyrektor generalny Polskiego Stowarzyszenie Producentów Oleju.

Jak dodaje, zasadniczą kwestią jest weryfikacja faktycznych możliwości i rozwiązań technicznych tego projektu. Widzi on szereg wyzwań już na etapie przygotowania tego rodzaju inwestycji oraz samych kosztów takiego przedsięwzięcia.

- Trudno wskazać jakiś większy cel tej inicjatywy, w szczególności że Polska jak dotychczas nie była zasadniczym kierunkiem importu olejów roślinnych z Ukrainy. Owszem Ukraina jest znaczącym światowym producentem oleju słonecznikowego. Ale w roku 2021 my zaimportowaliśmy ok. 200 tys. t oleju słonecznikowego i to był spadek o prawie 30 proc. w stosunku do roku wcześniejszego. Na rynek europejski trafia łącznie ok. 1,5 mln t oleju słonecznikowego, więc rozumiem że inicjatywa skierowania rury do portu gdańskiego to jest swoistego rodzaju bajpas do eksportu do krajów trzecich, gdzie trafiała reszta z eksportowanego z tego kraju wolumenu oleju – komentuje Stępień.

Do tego, jak dodaje dochodzi też kwestia czasu, w jakim ma powstać rzeczony rurociąg. - Jeżeli ktoś zakłada, że taką infrastrukturę da się zbudować w miesiąc, dwa czy nawet rok, to myślę że te wyliczenia zostaną przez ekspertów, którzy mają podjąć się tej analityki, szybko zweryfikowane. Zakładając, że ta inwestycja potrwa dłużej, pytanie o zasadność być może w kontekście nieznanego jednak wyniku wojny ani czasu jej trwania. To wygląda jakby ktoś zakładał, że Ukraina straci na zawsze opcję transportu morskiego towarów rolnych – dodał Adam Stępień.

Jak podkreślił, w jego odczuciu branża olejarska nie jest adresatem tego działania. - Chyba jest nawet odwrotnie. Chodzi o to, żeby pominąć rynek polski, co też zastanawia celowością tego typu inwestycji jeśli chodzi o gospodarkę krajową – mówi.

O pomyśle dyrektor PSPO dowiedział się w dniu jego ogłoszenia, czyli 30 sierpnia z porządku obrad ostatniego posiedzenia Rady Ministrów. - Dobrze byłoby, aby rząd skierował swoją uwagę na ochronę rynku rzepaku w kontekście szkodliwych dla rolników decyzji jakie są podejmowane przy okazji ustawy biopaliwowej, bo to jest zasadnicze element interesujący obecnie cały łańcuch wytwarzający oleje roślinne w Polsce – powiedział na koniec.

Co na to strona rządząca?

Do sprawy odniósł się w rozmowie z portalem farmer.pl Rafał Mładanowicz, pełnomocnik ministra rolnictwa ds. rozwoju współpracy z Ukrainą. Pokreślił, że jest to dopiero projekt, który będzie podlegał analizie, a sam pomysł jego realizacji padł ze strony ukraińskiej (dostawcy wsadu do rurociągu, czyli przede wszystkim oleju słonecznikowego).

- Rurociągów na świecie mamy mnóstwo i kwestia, co w nich płynie lub ma płynąć. Nawet jeśli wojna się skończy, to Ukraina wróci do poziomów uprawy słonecznika ponad 14 mln t rocznie, ale już nic nie będzie takie jak dawniej i nic nie wróci na normalne tory, jak podkreślają przeciwnicy tego pomysłu. W momencie jeśli taka inwestycja zostanie oceniona przez grupę międzynarodową, która w przeciągu maksymalnie trzech miesięcy przygotuje opracowanie i warianty systemu możliwości transportu, to wówczas będą decyzje czy rurociąg powstanie. To jest dopiero początek i decyzja o budowie jeszcze nie została podjęta – powiedział Mładanowicz.

Co odpowiedział nasz rozmówca na pytanie dotyczące wykorzystania tego rurociągu tylko i wyłącznie na potrzeby Ukrainy?

- Terminal olejowy może powstać na terenie, gdzie będzie w przyszłości funkcjonował agroterminal pod kątem zbożowym. Będzie można tam dowozić oleje z naszej produkcji krajowej, które będą mogły poprzez infrastrukturę być ładowane na statki. To nie tylko i wyłącznie biznes strony ukraińskiej – dodał.

Przypomniał on, że obecnie Parlament Europejski i Rada mają przyjąć nową Dyrektywę zmieniającą dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/2001, rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/1999 i dyrektywę 98/70/WE Parlamentu Europejskiego i Rady w odniesieniu do promowania energii ze źródeł odnawialnych oraz uchylająca dyrektywę Rady (UE) 2015/652 zgodnie z ogłoszonym przez Komisję Europejską pakiecie legislacyjnym dotyczącym klimatu i energii Fit for 55. I dodał, że Komisja Europejska, Parlament Europejski i Rada nadal brną we wspieranie syntetycznych biopaliw.