Rolnictwo miejskie to dla wielu za nas hasło, które brzmi niczym oksymoron. Czy nie jest bowiem tak, że myśląc „rolnictwo” mamy przed oczami łany zbóż po horyzont, sielski krajobraz i krowy pasące się na łąkach? Jak zatem do tego pasuje przedrostek „miejski” z zapleczem urbanistycznych skojarzeń?

Rolnictwo miejskie brzmi pięknie, aż nazbyt pięknie

Propagatorzy rolnictwa miejskiego chcieliby zmienić ten tradycyjny obraz i przekonują, że nowy typ uprawy jest odpowiedzią na wyzwania XXI w. w zakresie produkcji żywności. Ruch nastawiony jest na produkcję żywności w miastach, blisko odbiorców, co minimalizowałoby koszty transportu, logistyki i przechowywania. W uprawie miejskiej wdrażane były by zasady produkcji ekologicznej, a więc wyeliminowane zostaną chemiczne środki ochrony roślin oraz nawozy sztuczne, natomiast kompostowane będą resztki roślinne i odpady biologiczne.

Głównym celem rolnictwa miejskiego jest stworzenie modelu, dającego plony najwyższej jakości przy zapewnieniu maksymalnej ochrony środowiska naturalnego oraz zapewnieniu lokalnej społeczności dostępu do gospodarstw miejskich. Miejskie rolnictwo, jak przekonują jego propagatorzy, oprócz tradycyjnych podstawowych działań związanych z produkcją, przetwarzaniem, marketingiem, dystrybucją i konsumpcją, dostarcza również wielu innych korzyści. Należą do nich:

  • możliwość rekreacji i wypoczynku wśród zieleni,
  • nowe ukształtowanie krajobrazu,
  • zwiększenie powierzchni biologicznie czynnej w miastach,
  • zwiększenie świadomości ekologicznej wśród mieszkańców,
  • nawiązanie bliższych więzi sąsiedzkich.

Rolnictwo tego typu w założeniu obejmuje nie tylko produkcję roślinną, lecz także hodowlę zwierząt, pszczelarstwo i ogrodnictwo.

Od Azteków do systemów hydroponicznych i aeroponicznych

Wydawać by się mogło, że rolnictwo nierozerwalnie związane jest z wsią. Okazuje się jednak, że gdyby sięgnąć w odległe czasy, to przed tysiącleciami uprawa rolna niejednokrotnie koncentrowała się wokół miast lub wręcz była przyczynkiem ich powstania. Archeologiczne odkrycia między innymi z Francji i Iranu (starożytny system kanalizacyjny Shushtar) systemów irygacyjnych i tarasów nawadniających ujawniają duże zamierzenia budowlane tworzone do utrzymania miejskiej produkcji rolno-sadowniczej. W całej historii rolnictwo zostało włączone do miasta w różnych formach, kształtowane było przez warunki środowiskowe, założenia projektowe, innowacje technologiczne i agronomiczne. Przykładem niech będą np. tzw. pływające ogrody Azteków w Tenochtitlan, które budowano w celach rolniczych; królewski ogród warzywny w Wersalu, który dostarczał świeżych owoców i warzyw na stół królewski, dzięki czemu nawet poza sezonem np. Ludwik XIV mógł kosztować np. truskawek lub sałaty; wizja słynnego Franka Lloyda Wrighta, który czasie kryzysu ekonomicznego lat 30. XX postanowił stworzyć koncepcję Broadacre City – metropolii łączącej miasto i wieś, mającej być receptą na problemy urbanistyczne; australijskie uprawy miejskie, z których plony wysyłane były w latach 40. i 50. na front; po zeszłoroczną instrukcję wydaną przez Amerykańskie Ministerstwo Rolnictwa dotyczącą wdrażania w USA rolnictwa miejskiego.

Ilustracja z 1860 roku przedstawiająca tzw. pływające ogrody w Ameryce Środkowej
Ilustracja z 1860 roku przedstawiająca tzw. pływające ogrody w Ameryce Środkowej

Miejscy farmerzy – problemy i innowacyjne rozwiązania

Podstawowym problemem na terenach zurbanizowanych jest brak wolnej przestrzeni publicznej, dlatego też najbardziej popularnym rozwiązaniem rolnictwa miejskiego są tzw. farmy dachowe, farmy wertykalne, niewielkie przestrzenie pośród budynków na nowo zaadoptowane i przystosowane pod uprawy lub dawne hale, fabryki i stocznie. Na całym świecie analizowany jest alternatywny systemy produkcji żywności w miastach, który skracałby łańcuch żywnościowy, uprawy pozostawiał w granicach miejskich, a mieszkańcom aglomeracji dawałby poczucie bezpieczeństwa żywnościowego i realny wpływ na jakość produktów rolnych. Korzyścią dodatkową z miejskich farm byłoby ograniczenie emisji m.in. dwutlenku węgla związane ze zmniejszeniem dystrybucji, a w dalszej perspektywie również obniżenie cen żywności. Dodatkowo ze względu na to, że farmy znajdują się w kontrolowanym środowisku, czyli zabezpieczone są przed szkodnikami, wiatrem i powodziami, to produkcja warzyw odbywa się przez cały rok przy minimalnym wykorzystaniu gruntu, wody i energii – przekonują propagatorzy tego typu rolnictwa. Dodatkowo eksperci zapewniają, że wciąż w miastach jest dużo niezagospodarowanej przestrzeni po opuszczonych budynków, którą można by przekształcić w farmy produkujące żywność dla mieszczuchów, tworząc dzięki temu miejsca pracy, dając zysk i świeże produkty.

Projekty farm miejskich

Trend rolnictwa miejskiego podchwycili architekci z całego świata, a projekty takich farm powstają od kilku lat w ich pracowniach i są z powodzeniem prezentowane np. podczas Międzynarodowych Biennale Architektury w Wenecji . Nie jest to zatem wariacja na temat tradycyjnego rolnictwa, ale wyraźny światowy trend od Nowego Jorku, przez Chiny, Egipt po Indie. Wiele osób zadaje jednak zasadne pytanie, czy rolnictwo miejskie może być wystarczająco produktywne? Nie dysponuje bowiem dużym areałem, maszynami i wykwalifikowanymi rolnikami, by zmaksymalizować wydajność. Bez wątpienia miejskie farmy nie zastąpią wielohektarowych, zautomatyzowanych i wysokoproduktywnych upraw na wsi, bowiem nie sprostały by popytowi rynki, ale też nie taki jest ich cel. Mogą jednakże stać się dodatkowym elementem wzmacniającym bezpieczeństwo żywnościowe i stanowić ekologiczną formę gospodarowania na terenach miejskich.

Fot. Shutterstock
Fot. Shutterstock