Jak wygląda opłacalność uprawy rzepaku na następne lata?

Adam Stępień: Uprawa rzepaku jest jedną z najbardziej opłacalnych gałęzi produkcji rolnej w Polsce. I wszystko wskazuje na to, że perspektywy utrzymania tego trendu pozostaną aktualne przez najbliższe kilkanaście lat. Wynika to głównie z faktu, że istotny rozwój znaczenia krajowych upraw rzepaku nastąpił dzięki zapotrzebowaniu zgłaszanemu przez sektor biopaliw. Ustanowione europejskimi dyrektywami cele w zakresie energii odnawialnej i konieczność osiągnięcia przez Polskę i inne kraje UE co najmniej 10 proc. jej udziału w transporcie uwolniły w polskim rolnictwie pozytywną reakcję dzięki popytowi na olej rzepakowy zgłaszany przez sektor biodiesla. Ok. 2/3 tłoczonego w Polsce oleju trafia do baków naszych aut.

Obecnie jesteśmy w czołówce krajów UE produkujących estry metylowe, co nie byłoby możliwe bez wzrostu znaczenia uprawy rzepaku w krajowej strukturze zasiewów. Jej powierzchnia to średnio ok. 900 tys. ha. W tym kontekście nie podzielam bardziej pesymistycznych ocen prezesa Juliusza Młodeckiego odnośnie tegorocznych zbiorów, ale szacuje się, że spokojnie mogłaby ona wynosić w Polsce 1,1-1,2 mln ha z korzyścią nie tylko dla produktywności gleb (rzepak ma pozytywny wpływ na kondycję użytków rolnych), ale przede wszystkim portfeli naszych rolników. Corocznie zbierano w ostatnich latach ok. 2,5-2,8 mln t nasion, a mogłoby być znacznie więcej, bo po prostu jest dla niego chłonny rynek. W kontekście opłacalności poszczególnych upraw rzepak od wielu już lat nie ma sobie równych, co doskonale widać choćby na tle cen pszenicy. Co prawda już od 2015 r. wykorzystanie biopaliw z surowców rolnych, takich jak rzepak, jest w UE limitowane do maks. 7 proc., wciąż jednak pozostaje nam wolna przestrzeń rynkowa, jeśli weźmiemy pod uwagę obecne zastosowanie biopaliw w kraju wynoszące ok. 5,5 proc.

Czy to nie jest tak, że wprost przeciwnie - będzie się odchodziło od biopaliw?

Adam Stępień: W świetle ustaleń dla nowej dyrektywy biopaliwowej UE w perspektywie 2030 r. popyt na rzepak w Polsce będzie wynosił co najmniej 3,5 mln t rocznie. Odstąpiono od dalszego ograniczania biopaliw, co zakładała jeszcze 2 lata temu Komisja Europejska w pierwszym projekcie nowej dyrektywy, przynajmniej jeśli chodzi o zrównoważone uprawy pochodzenia europejskiego. To więcej niż dobra wiadomość dla polskiego rolnictwa. Polska jest jednym z ważniejszych producentów surowców rolniczych i ten potencjał może być naszą ogromną szansą gospodarczą przy okazji działań skupionych na dywersyfikacji źródeł energii na źródła odnawialne.

Okazuje się więc, że ambitne cele środowiskowe UE wcale nie muszą być hamulcem dla krajowej gospodarki, co jednoznacznie pokazuje właśnie nasz łańcuch wytwórczy biokomponentów. W jego skład wchodzą nie tylko estrownie, lecz także poprzedzające je tłocznie oleju rzepakowego. Nie należy także zapominać o producentach bioetanolu efektywnie zagospodarowujących ponad 700 tys. t zbóż, głównie kukurydzy. To również widać na polskich polach.

W lipcu nowy minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski udzielił czasowego zezwolenia kryzysowego - na okres do 120 dni - na zastosowanie zapraw nasiennych z grupy neonikotynoidów do zaprawiania nasion rzepaku. To inicjatywa KZPRiRB, dzięki której rolnicy będą mieli szansę na ochronę roślin rzepaku od początkowej fazy rozwoju. Szkodniki w ostatnich latach stały się olbrzymim problemem.

Juliusz Młodecki: Derogacja dotyczy takich zapraw, jak: Modesto 480 FS, Cruiser OSR 322 FS i Cruiser 70 WS. Dla rolników to bardzo ciężki rok, szczególnie ze względu na niezwykle niesprzyjające warunki pogodowe. Nie wykorzystujemy w pełni potencjału w zakresie produkcji rzepaku w Polsce, którego uprawa dostarcza nie tylko oleju na cele spożywcze i biopaliwowe, lecz także cennej paszy białkowej w postaci śruty zawierającej 34 proc. białka. Bez stabilnej produkcji rzepaku nie da się w Polsce zrealizować ambitnego planu większego uniezależnienia się od importu soi. Jedną z głównych przyczyn stagnacji i trudności w ustabilizowaniu zbiorów na poziomie ponad 3 mln t, bo taki jest już teraz krajowy potencjał rynkowy rzepaku, jest brak skutecznej jego ochrony przed szkodnikami w okresie jesiennym. Tegoroczne warunki pogodowe mogą sprzyjać zwiększonej presji szkodników, które uszkadzając rośliny, zmniejszają ich mrozoodporność, tym samym narażając rolników na straty. Decyzja ministra Jana Krzysztofa Ardanowskiego dotycząca czasowego zezwolenia na stosowanie zapraw neonikotynoidowych stwarza szansę na poprawę sytuacji i zwiększenie efektywności, także tej ekonomicznej uprawy rzepaku w Polsce.

Pod koniec czerwca br. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) opublikował przygotowaną na zlecenie Komisji Europejskiej ocenę zasadności wydania przez 7 innych krajów Unii Europejskiej (Bułgaria, Estonia, Finlandia, Litwa, Łotwa, Rumunia i Węgry) czasowych zezwoleń kryzysowych dotyczących zapraw z grupy neonikotynoidów. W zdecydowanej większości EFSA stwierdziła, że zezwolenia te były w pełni uzasadnione. Zgoda na stosowanie zapraw przez polskich producentów rzepaku nie jest więc odosobnionym przypadkiem w Europie i nie powinna budzić zastrzeżeń organizacji ekologicznych. Wręcz przeciwnie, skuteczność zapraw powoduje, że liczba zabiegów ochronnych i ilość stosowanych środków ochrony rzepaku spadnie, również z korzyścią dla opłacalności jego uprawy.

Dziękujemy za rozmowę.

Fragment wywiadu, który ukazał się w sierpniowym wydaniu miesięcznika "Farmer"