W debacie wzięli udział rolnicy, Tadeusz Szymańczak, Piotr Ostaszewski i Sławomir Tupikowski, a także Adam Mikołajczak, dyrektor generalny eAgronom na Europę Środkowo-Wschodnią i Kraje Bałtyckie oraz Grzegorz Siebielec, kierownik Zakładu Gleboznawstwa, Erozji i Ochrony Gruntów IUNG-PIB w Puławach. Każdemu z nich prowadzący zadał to samo pytanie, co rozumie Pan przez pojęcie rolnictwa węglowego?

Rezygnacja z orki

- Rolnictwo węglowe to ważny element nie zatruwania środowiska, życia w zgodzie z przyrodą. Od prawie 10 lat nie mamy pługa w gospodarstwie. Pamiętajcie Państwo, pług jest destruktorem gleby. Gleba jest żywym organizmem mikroorganizmów tlenowych i beztlenowych. Przykrywanie masy organicznej i odwracanie gleby powoduje duszenie obydwu tych grup, a masa organiczna przykryta bez dostępu do tlenu gnije, wytwarzając związki toksyczne – mówi Tadeusz Szymańczak.

Podkreśla, że przejście na system uprawy bezorkowej jest jednym z elementów porozumienia paryskiego, mówiącego o sekwestracji dwutlenku węgla. Z punktu widzenia rolnika podstawą jest działanie ekonomiczne, czyli uzyskanie najlepszych efektów ekonomicznych przy najmniejszych nakładach.

Regeneracja gleby

Na wstępie Piotr Ostaszewski wyjaśnił, że obecnie mamy dwa kierunki rozumienia, czym jest rolnictwo węglowe. Jeden wynikający z porozumień paryskich, gdzie chodzi o wiązanie dwutlenku węgla, a drugi, jego zdaniem dużo ważniejszy, czyli rolnictwo regeneratywne, gdzie wiązanie węgla jest wypadkową różnych działań. Głównym celem jest natomiast regeneracja gleby i odbudowa warstwy humusowej.

- W dużym skrócie, albo mówimy o rolnictwie węglowym tylko z perspektywy wiązania dwutlenku węgla, albo mówimy o rolnictwie regeneratywnym, tym prawdziwym, które co roku odbudowuje warstwę humusową gleby. Roczny rekord jednego z moich kolegów to przyrost 14 centymetrów warstwy humusowej. To tak naprawdę sprowadza się do jednego – czy mamy długotrwały plan, czy chcemy działać krótkotrwale. W przypadku tego prawdziwego rolnictwa węglowego, regeneratywnego, ten plan jest długotrwały, to są procesy, które zachodzą stopniowo, na to potrzeba lat. My pługa nie używamy, ale też go nie przekreślamy. Jeśli trzeba przygotować nowe pole na łące to nie boimy się go użyć. Wiadomo, są maszyny, które pogarszają stan gleby, ale tak naprawdę nie powinno się też ciągnikiem jeździć, jeżeli chcielibyśmy to traktować aż tak na poważnie. Wszystko to są kompromisy – mówi rolnik.

Rozwój próchnicy

- Ja do niedawna nie wiedziałem, że ze stosowanych przeze mnie praktyk może być jakiś dodatkowy przypływ ekonomiczny. Robiłem to dla klimatu i dla samego siebie. Cały czas mojego gospodarowania obserwowałem na moich słabych glebach, mimo że było ładnie dla oka, rzepak wschodził nawet w szczelinach kostki brukowej, a na moim polu nie. Szukałem sposobu na to, żeby z tego wyjść i wprowadzone technologie prowadzą do tego, żeby próchnica jak najbardziej się rozwijała – mówi Sławomir Tupikowski.

Ograniczenie emisji

- Rolnictwo węglowe to jest proces długotrwały, którym nie można zająć się tylko na kilka lat. Musimy mieć w perspektywie długi czas, bo to nie dzieje się w ciągu jednej nocy. Poza tymi praktykami, które budują nam materię organiczną w glebie, wychwytują dwutlenek węgla, też pozbywamy się tych praktyk, które ten dwutlenek węgla emitują – mówi Adam Mikołajczak.

Zdrowa gleba

- Bardzo się cieszę, że rolnictwo węglowe jest przedmiotem dyskusji, a jego zasady są przedmiotem debaty praktyków. Zajmując się glebą od lat zdaję sobie sprawę, jak ważne będzie zdrowie gleby nie tylko dla zmian klimatu, ale również dla bezpiecznego i zrównoważonego rozwoju. Rolnictwo węglowe dla mnie jest to znacznie szersze pojęcie, wykraczające poza sam węgiel czy próchnicę w glebie – mówi Grzegorz Siebielec.

Wyjaśnia, że rolnictwo węglowe promuje praktyki, które dobrze oddziałują na zdrowie gleby, czyli choćby zwiększoną pojemność wodną. To również zabiegi, które chronią strukturę gleby, a także zespół praktyk, które utrzymują organizm glebowy w dobrej kondycji.