• Niektóre firmy nie podjęły się po raz pierwszy od lat kontraktów na rzepak.
  • Losowość kontraktów większa niż w latach poprzednich?

Kontrakty z większym ryzykiem?

W poprzednich latach kontrakty cieszyły się w niektórych gospodarstwach dość dużym zainteresowaniem. Umowę na dostarczenie rzepaku, najczęściej kilkunastu - kilkudziesięciu procent spodziewanego plonu, podpisywały zazwyczaj gospodarstwa uprawiające większe areały rzepaku. Kontrakt ma jednak to do siebie, że w zasadzie jest to ruletka. Pokazał to dobitnie sezon 2020/2021, kiedy to ceny rzepaku w żniwa oscylowały długi czas w granicach 2400 - 2600 zł/t, podczas gdy wiosną wielu rolników podpisywało umowy z zakontraktowaną ceną na poziomie około 2000 zł/t. W momencie podpisywania warunków sprzedaży ceny te były atrakcyjne, ponieważ odnieśliśmy je do wartości rzepaku z poprzednich zbiorów (w 2020 roku rzepak w żniwa był wyceniany na 1700 - 1900 zł/t). Nikt nie przewidywał w jeszcze 2-3 miesiące przed zbiorami tak drastycznych ruchów cenowych. Kontrakt na odstawienie 20 ton rzepaku przy cenie 2000 zł/t mógł się więc wiązać ze stratą dla rolnika nawet 12 tys. zł względem ceny w żniwa.

Ten sezon jest wyjątkowy z wielu powodów, ale zapamiętamy go jako okres, kiedy dokonały się najbardziej dynamiczne zmiany w rynku od kilkunastu, a może i kilkudziesięciu lat. Widzimy co dzieje się na rynku rzepaku - ceny spadły od niemal 5 tys. zł w kwietniu, do poziomu nieco ponad 3 tys. zł obecnie. W drugą stronę - wzrosły ceny nawozów wieloskładnikowych potrzebnych do zasiewów jesiennych. Gdyby ktoś podpisał kontrakt w kwietniu to najpewniej wygrałby na tym w dość znaczący sposób. Kłopot w tym, że niewiele firm zdecydowało się na podpisywanie kontraktów. Przyczyna jest dość jasna - w cenie 4,5 - 5 tys. zł/t zapewne część gospodarstw zdecydowałaby się na podpisanie umowy. jednak przy takiej kwocie firmy zajmujące się obrotem płodów rolnych ryzykują zbyt wiele. Hipotetycznie - podpisanie kontraktów w cenie choćby 4 tys. zł w średniej wielkości firmie na ilość 2 tys. ton (np. 100 gospodarstw po 20 ton) i drastycznym spadku cen w żniwa do poziomu 3 tys. zł oznaczałby dla takiej firmy stratę 2 mln zł. Oczywiście, zapewne w wielu sytuacjach rozpoczęłyby się renegocjacje umów, jednak dla żadnej ze stron nie jest to sytuacja komfortowa i wymaga niejednokrotnie dodatkowych nakładów finansowych. Inna sprawa, że byłoby wiele sytuacji które mogłyby kończyć się na drodze sądowej i trwać latami.

Losowość coraz większa

Z drugiej strony sytuacja jest na tyle nieprzewidywalna, że nikt nie jest w stanie przewidzieć czy cena 3500 - 3800 zł/t na kontraktach, które zostały podpisane w ostatnim czasie będzie atrakcyjna w najbliższych tygodniach. Zarówno dla rolników (być może nawet krótkotrwałe przetrzymanie surowca będzie wiązało się z uzyskaniem lepszej ceny) jak i kupujących (jeśli ceny rzepaku pozostaną na niskim poziomie 3 tys zł). W dużym stopniu uzależnieni jesteśmy od sytuacji za naszą wschodnią granicą. Na dziś nie jesteśmy w stanie określić, ile naprawdę rzepaku i zbóż wyjedzie z Ukrainy i dostanie się w ten czy inny sposób do Polski i szerzej do UE.

Kontrakt na rzepak zawsze był swego rodzaju loterią. W tym sezonie losowość jest chyba jeszcze większa. Tym bardziej, że i ewentualne zyski oraz straty są liczone w wyższych kwotach. O ile w poprzednich latach zmiany cen następowały dynamicznie, ale małymi skokami, to w tym sezonie oprócz wysokiej dynamiki cen mamy także wręcz skokowe ich zmiany - nawet o kilkaset złotych na tonie naraz.