Gdy w dwudziestoleciu międzywojennym prekursor „Farmera” wszedł na rynek czasopism, w rolnictwie nadal odczuwalne było duże zróżnicowanie w poziomie agrotechniki między dawnymi zaborami, a przede wszystkim druzgocący wpływ I wojny światowej na wszystkie sektory gospodarki. Tło dla życia i pracy na wsi zawsze stanowiły przemiany polityczne i społeczne, czego przykładem mogą być reformy rolne, parcelacja, kolektywizacja, tworzenie, a później likwidacje PGR-ów, upadek systemu komunistycznego czy wreszcie wstąpienie Polski do Unii Europejskiej w 2004 r. Myśląc o zmianach, jakie zachodziły w rolnictwie w ciągu ostatnich dziewięciu dekad, wiele osób wspomni symboliczną scenę z książki i filmu „Konopielka”, gdy zastąpienie przez głównego bohatera sierpa kosą wywołało powszechne zgorszenie. Kiedyś rolnictwo i rolników uważano za symbol zacofania; dziś to jedna z najbardziej innowacyjnych dziedzin, a każdy rok przynosi coraz to nowsze rozwiązania agrotechniczne, za którymi rolnicy doskonale nadążają.

Od sochy do strip-till, czyli uprawa roli i technika

Wiek XX to czas istnej rewolucji, polegającej na zamianie żywej siły pociągowej na mechaniczną. Jeszcze w latach 30. w niektórych województwach połowa gospodarstw była bezkonna. Ponieważ od posiadania konia jako siły pociągowej uzależniony był „park maszynowy”, gospodarstwa małorolne dysponowały zwykle prymitywnym zestawem narzędzi i maszyn, ograniczonym do kos, motyk i cepów, czasem też ręcznych sieczkarni i wialni. W skład wyposażenia bogatszych gospodarstw, posiadających konia, wchodził kierat napędzający sieczkarnię, młocarnię bądź wialnię. W dwudziestoleciu międzywojennym praktycznie całkowicie wyszły z użycia wykorzystywane do uprawy roli sochy, zastąpione powszechnie przez pługi. Według źródeł żmudny proces przygotowania roli pod zasiew ozimin rozpoczynał się od płytkiej orki po żniwach. Pole następnie dwukrotnie bronowano w poprzek, ponownie orano i znów bronowano – przed siewem i po nim. W okresie II Rzeczypospolitej ziarno wysiewano ręcznie z worka, płachty lub koszyka. Po II wojnie światowej upowszechniły się siewniki konne.

Mimo iż pierwsze ciągniki rolnicze produkowano znacznie wcześniej, na polskich polach zaczęły powoli zdobywać popularność pod koniec lat 50. Prawdziwa „traktoryzacja” gospodarstw następowała jednak w latach 70. i 80. W parze z upowszechnianiem ciągników szły innowacje w zakresie budowy maszyn, do użycia weszły pierwsze siewniki ciągnikowe, kosiarki czy zgrabiarki. Z czasem, w celu ograniczenia liczby przejazdów po polu, pojawiła się tendencja do agregatowania narzędzi, co pozwala zaoszczędzić czas i zużyte paliwo. W ostatnich latach obserwujemy rosnącą popularność bezorkowych systemów uprawy roli, np. przeżywającej „boom” uprawy pasowej. Współczesny rolnik chce na polu spędzać znacznie mniej czasu niż jego pradziadowie, ale osiągać lepsze efekty. Coraz częściej mówi się jednak o tym, że w przyszłości produkcja żywności przeniesie się z pól uprawnych do laboratoriów. Czy rolnicy będą gotowi porzucić swoją ukochaną rolę? Czas pokaże.

Chemizacja kontra rolnictwo ekologiczne

Zanim na przełomie XIX i XX w. zaczęto produkować pierwsze sztuczne nawozy, podstawą nawożenia był obornik. Wybuch I wojny światowej zatrzymał postęp w zakresie nawożenia mineralnego. W efekcie w czasie, gdy pierwszy numer „Przysposobienia Rolniczego” trafił do czytelników, zużycie nawozów sztucznych wynosiło 4,5 kg/ha. Ten impas utrzymywał się do lat 50., gdy zarówno produkcja, jak i zużycie nawozów syntetycznych zaczęły wzrastać. Popularności nawozów sztucznych wśród rolników w PRL sprzyjało opracowanie w tamtym okresie łatwiejszych do stosowania i bardziej kompleksowych nawozów wieloskładnikowych. Recesja transformacyjna na początku lat 90. odbiła się jednak boleśnie na producentach nawozów i rolnikach; ponowny gwałtowny wzrost zużycia nawozów syntetycznych odnotowano dopiero po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. W ostatnich latach odkryciem w zakresie nawożenia stał się roztwór saletrzano-mocznikowy (RSM).

Rewolucyjny dla środków ochrony roślin okazał się rok 1946, w którym do powszechnego użycia wszedł owadobójczy DDT. W latach 50. i 60. w Polsce to właśnie insektycydy stanowiły 93 proc. zużywanych przed rolników środków. W porównaniu do stosowanych przed I wojną światową pestycydów na bazie na przykład arszeniku DDT wydawał się dość bezpieczny, jednak liczne doniesienia na temat szkodliwości środka przyczyniły się do jego wycofania w latach 70. W następnej dekadzie radykalnej zmianie uległa struktura rodzajowa zużycia środków ochrony roślin. Rolnicy „zbuntowali się” przeciwko mechanicznemu usuwaniu chwastów i na pierwsze miejsce pod względem zużycia wysunęły się herbicydy. Do dziś to właśnie środki chwastobójcze stanowią około połowy wszystkich zużywanych w Polsce pestycydów. Na drugim miejscu plasują się fungicydy, a insektycydy „spadły” na miejsce trzecie. (...)

Więcej na ten temat przeczytacie w Farmerze 5/2021.