Mieczysław Miszczak, rolnik z powiatu łęczyckiego w woj. łódzkim, obsiał holenderskimi nasionami buraków 10 ha pola. Zebrał właśnie około 1,5 tysiąca ton bulw, ale nie wie co z nimi począć. Wszystkie są bowiem… krzywe – zagięte niczym rogale albo końskie podkowy. Takich warzyw nie chcą ani sieci handlowe, ani przetwórnie, ani nawet sprzedawcy na miejskich targowiskach.

- Nasiona kupiłem u lokalnego dystrybutora, kosztowały mnie około 15 tys. zł. To była holenderska odmiana o prostych, podłużnych korzeniach – mówi Mieczysław Miszczak, rolnik spod Łęczycy. - Wykopki były jednak dla mnie szokiem. Okazało się, że wszystkie korzenie są wygięte. Teraz mam magazyn pełen big-bagów, 1,5 tysiąca ton buraków, których nikt nie chce ode mnie kupić – mówi plantator.

- Połowę produkcji miałem zakontraktowane dla sieci marketów, reszta miała trafić do przetwórni – wyjaśnia rolnik. - Przedstawiciele obu odbiorców nie chcą jednak takiego towaru. W dyskontach obowiązuje standaryzacja produktów, która takie jak u mnie krzywe warzywa z obrotu wyklucza. Przemysł też takich nie chce, bo nie ma sposobu na ich odpowiednią maszynową obróbkę. Gdy zawiozłem trochę korzeni na rynek hurtowy w Łodzi, właściciele warzywniaków też się dziwili, dlaczego buraki takie zakrzywione i kupować nie chcieli.

- W efekcie, choć buraki są teoretycznie pełnowartościowe, nie mogę ich nigdzie sprzedać. Zainteresowani są tylko pośrednicy, którzy chcą kupować po cenie, która nie zrekompensuje mi kosztów produkcji – ubolewa Mieczysław Miszczak. - Paliwo do maszyn, nawożenie, opryski, podlewanie i zbiór kosztowało mnie tymczasem ponad 100 tys. zł. Do tego doliczyć trzeba jeszcze koszt materiału siewnego, energię elektryczną i pracę pomocników. Zastanawiam się teraz, czy buraki sprzedać za bezcen, czy wyrzucić.

- Nie zamierzam jednak tak tej sprawy zostawić, bo uważam, że to wina nasion – uważa rolnik. - Był jednak u mnie przedstawiciel firmy nasiennej, ale takiej opcji nie rozważał. Mówił, że może zawiniła jakaś wichura, czy nawałnica.

- Nie mogę komentować tej sprawy, ponieważ reklamacja od rolnika wpłynęła dopiero przed 2 dniami – mówi Przemysław Opioła, dyrektor zarządzający w firmie Rijk Zwaan Polska. - Rozpatrzymy ją zgodnie z obowiązującymi zasadami i trybem. I to zainteresowany rolnik powinien najpierw poznać nasze stanowisko w tej sprawie.

- Zaznaczam jednak, że reklamacja wpłynęła tylko od jednego klienta, który wcześniej nie kontaktował się z nami i nie zgłaszał żadnych problemów na tej plantacji. Rozumiemy jego rozgoryczenie, bo z pewnością nieudana uprawa warzyw pociąga za sobą duże straty. Przyczyn tego stanu rzeczy może być jednak wiele – dodaje Przemysław Opioła.