Na rynku w podwarszawskich Broniszach pierwsze krajowe truskawki ze szklarni dostępne były 23 kwietnia w cenie 18-22 zł/kg. To nieco taniej niż w zeszłym roku, kiedy kilogram truskawek kosztował przeciętnie 23 zł, a najwyższa cena wynosiła 25 złotych za kilogram. Owoce importowane z Hiszpanii i Grecji, oferowano w tym czasie po 9-11 zł/kg.

Na rynku we Franowie pod Poznaniem polskie truskawki proponowano w omawianym okresie po 21-22 zł/kg, importowane po 14-15 zł/kg.

Już pod koniec miesiąca rozpoczną się zbiory truskawek w tunelach, na przełomie maja i czerwca - na polu. Jeśli znajdą się chętne ręce do zbiorów. Tymczasem pracowników brak. Producenci owoców martwią się o tegoroczne plony. Gdy z powodu koronawirusa pracownicy z Ukrainy nie przyjechali apelują o pomoc do Polaków. Pewnym jest - że w tym przypadku jednak stawki za pracę będą musiały pójść w górę. A to z pewnością będzie miało wpływ na ceny owoców w handlu.

Czy polscy konsumenci zaakceptują tegoroczne – wszystko na to wskazuje - wyższe ceny truskawek? Jak wynika z najnowszych badań GUS, w sytuacji już dostrzeganego kryzysu gospodarczego wywołanego epidemią koronawirusa Polacy powstrzymują się od zakupów, gdyż boją się o swoje dochody.

Według komunikatu Urzędu z 23 kwietnia o koniunkturze, w kwietniu odnotowano wyraźne pogorszenie nastrojów konsumentów indywidualnych. Wskaźnik bieżący osiągnął -36,4. W porównaniu do marca br. spadek wyniósł 37,3 pkt proc., natomiast w skali roku 43,6 pkt proc. - Konsumenci sygnalizują oczekiwane pogorszenie sytuacji finansowej gospodarstw domowych, które wynika z sytuacji gospodarczej (-64,5) i wzrostu bezrobocia (-77,7). Co jednak ważne, wśród konsumentów istnieje relatywnie duży odsetek takich, którzy nie wiążą z nadchodzącą recesją pogorszenia indywidualnej sytuacji dochodowej (-30,5). To daje nadzieję, że skłonność do konsumpcji spadnie relatywnie mniej, i scenariusz samospełniającej się przepowiedni nie ziści się. Nie da się jednak ukryć, że konsumenci sygnalizują zachowania typowe dla stanu niepewności, jak powstrzymanie się od ważnych zakupów. To potwierdzenie opublikowanych dzień wcześnie danych GUS o sprzedaży detalicznej (- 47,3 po +11,5 w marcu) - uważa dr Sonia Buchholtz, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

GUS rozszerzył kwietniowy kwestionariusz o okolicznościowy aneks, w którym pyta ankietowanych o ocenę wpływu bieżącej sytuacji epidemiologicznej na kondycję indywidualną i społeczeństwa. - Istnienie takiej współzależności potwierdza 95,4% konsumentów, z czego dla większości (58,1%) jest ono znaczne w skali. Chociaż wśród pracujących proporcje obawiających się utraty pracy względem pozostałych wynoszą pół na pół, 4 na 5 gospodarstw czuje obawy o stabilność swoich finansów (duże zagrożenie sygnalizuje 44,4% ankietowanych, przeciętne – 36,5%). Mamy więc spójny obraz, w którym ryzyko bezrobocia może nie dotknąć samego respondenta, ale jeśli zrealizuje się wśród innych członków gospodarstwa domowego, lub bliskich, odciśnie piętno na domowym budżecie. Podobny wpływ może mieć zachorowanie na COVID-19, czemu Polacy przypisują indywidualnie duże lub przeciętne zagrożenie (odpowiednio 50,7% i 38,7% odpowiedzi) - twierdzi Sonia Bucholtz.

- Wpływ zagrożenia epidemiologicznego na polską gospodarkę potwierdzają właściwie wszyscy ankietowani, z czego 88% przypisuje mu duże znaczenie. O tym, że takie przekonanie jest poprawne, pokazujemy w liczniku strat gospodarczych przygotowanym wspólnie przez Konfederację Lewiatan i Federację Przedsiębiorców Polskich. Dane na dziś mówią o ponad 81,7 mld złotych strat związanych z COVID-19 i towarzyszącymi restrykcjami od połowy marca - dodaje ekspertka.