Nadmiar wilgoci, przejazdy ciężkim sprzętem, powstanie zastoisk wody czy kolein to szybka droga do pogorszenia wypracowanej przez lata struktury gleby. Problemy z tym związane mogą dać o sobie znać przez lata. Zapytaliśmy profesora Lesława Zimnego z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu o rady i wskazówki jak postępować z glebą o tak zniszczonej strukturze, po takich mokrych sezonach jak ten obecny.

- Faktem jest, że nadmiar wody na polu powoduje pogorszenie struktury gruzełkowatej, która jest najważniejszą cechą gleby. Ona kształtuje wszystkie jej właściwości: fizyczne, chemiczne i biologiczne. Dobra struktura gleby tworzy się przez lata. Dlatego jej odbudowa też musi potrwać. Na strukturotwórcze działanie mrozu tej zimy nie ma co liczyć. Pozostają takie działania jak: uprawa roślin strukturotwórczych (bobowatych), okrywowych i międzyplonów, mulczowanie gleby, nawożenie naturalne (obornik, gnojowica), nawożenie organiczne (kompost, słoma, nawozy zielone), nawożenie mineralne (wapnowanie, stosowanie nawozów fizjologicznie zasadowych), wykonywanie zabiegów uprawowych podczas optymalnej wilgotności uprawowej (nie za sucho i nie za mokro) i ograniczenie przejazdów po polu (agregatowanie narzędzi) – radzi Profesor Zimny.

-Równocześnie mamy okres zbioru okopowych, kukurydzy, słonecznika, gryki i soi. Na niektórych polach stoi woda, na innych jest tak mokro, że kombajny grzęzną w błocie. Problem jest złożony, na który miało wpływ mokre lato. Jak dotąd rolnicy borykali się raczej z niedoborem wody niż z jej nadmiarem. Podstawą gospodarki na ciężkich glebach jest sprawny system melioracyjny, który powinien być zarządzany przez Państwo w sposób planowany i celowy. Nawiasem mówiąc, gospodarka wodna i związane z nią zabezpieczenie przeciwpowodziowe w naszym kraju wymaga ogromnych inwestycji, a podejmowane działania są niewystarczające. Dlatego w miarę możliwości rolnicy powinni sami podejmować działania ograniczające skutki nadmiernych opadów. Często sprowadza się to do czyszczenia rowów na danym odcinku. Jeśli rów jest zarośnięty na odcinku kilkaset metrów, to woda nie spływa z pól. Aby melioracja działała sprawnie, pola muszą być zdrenowane. Na tą inwestycję decyduje się niewiele gospodarstw. Sytuacji nie ułatwia fakt, że znaczna część ziemi jest dzierżawiona z zasobów państwowych i wielu rolników/przedsiębiorstw rolnych ma niepewną przyszłość. Na terenach nadoodrzańskich już przed wojną Niemcy budowali systemy mające odprowadzać wodę z pól do Odry lub ją pompować na wypadek suszy. Bez kompleksowych prac melioracyjnych całość podejmowanych zabiegów agrotechnicznych mija się z celem – zaznacza dalej.

-Oprócz wyboru systemu uprawy (bezorkowy czy tradycyjny) istotniejszym jest prowadzenie takiej gospodarki, aby wzrastała zawartość próchnicy w glebie, która może magazynować znaczne ilości wody. W praktyce sprowadza się to do wprowadzania do gleby jak największej ilości materii organicznej, przy jednoczesnym kontrolowaniu jej odczynu czyli wapnowaniu – dodaje profesor.

-Najgorzej wydają się być zniszczone, pola „zajeżdżone”, zwłaszcza buraczyska. Je należy zrewitalizować, tj. doprowadzić do wysokiej sprawności. Oprócz odbudowy struktury gleby należy je możliwie jak najszybciej zgłęboszować, tj. spulchnić warstwy podorne do głębokości 0,5–0,7 m. Problem w tym, że tego nie da się zrobić tej jesieni – musimy poczekać, aż gleba będzie sucha, najlepiej do tego zabiegu podjeść po żniwach.