Farmer: Obecnie trwają siewy rzepaku. Niestety pogoda je skutecznie utrudnia. Wiele plantacji będzie wysianych w tzw. terminach opóźnionych. Na co należy zwrócić szczególną uwagę podczas doboru odmian?

Artur Kozera: To prawda. W niektórych regionach będą opóźnione siewy, ponieważ wcześniej był tam problem z suszą. W tej chwili z kolei jesteśmy w tygodniu, który spowoduje, że wody trochę spadnie, więc szczególnie Wielkopolska będzie ruszała z siewem. To jest dobra decyzja. W przypadku odmian mieszańcowych nie ma ryzyka, ażeby przesuwać go na początek września. Do nawet 8 września nie będzie to miało negatywnego wpływu na poziom plonów. Mówiąc o opóźnionym terminie siewu, mam oczywiście na myśli odmiany mieszańcowe, które odznaczają się bardzo dobrym wigorem jesiennym i mają pozytywne cechy prozdrowotne, np. odporność na wirusa żółtaczki rzepy. Ale też i odmiany charakteryzujące się odpornością albo tolerancją na najczęściej występujące choroby grzybowe, czyli suchą zgniliznę kapustnych – gen Rlm7, czy później już w okresie wiosennym na coraz częściej pojawiającą się wertycyliozę i cylindrosporiozę.

Artur Kozera z Rapool Polska, fot. M. Wołosowicz
Artur Kozera z Rapool Polska, fot. M. Wołosowicz

Jakie błędy w praktyce najczęściej popełniają rolnicy podczas siewu rzepaku?

Do „grzechów” numer jeden można zaliczyć zbyt gęsty siew. Norma wysiewu dla odmian mieszańcowych rzepaku to maksymalnie 45 roślin na metrze kwadratowym. Natomiast wiele gospodarstw idzie w kierunku 50-55 roślin. Dlaczego? Chcą w ten sposób zabezpieczyć się przed wypadnięciami roślin, przed uszkodzeniami przed śmietką itd. Ale jest to błędne postępowanie, ponieważ zbytnie zagęszczenie, zwłaszcza mieszańców, powoduje że wpływa to negatywnie na końcowy efekt, czyli jego wydajność. Trzeba bowiem pamiętać, że odmiany hybrydowe rzepaku plonują przede wszystkim na rozgałęzieniach bocznych. Na nich „zlokalizowanych” jest ok. 70 proc. plonu, a tylko 30 proc. na pędzie głównym.

Wywołał Pan temat plonów. Te z opinii przekazywanych przez rolników okazały się w 2021 r. niższe niż wcześniej oczekiwano. Jakie Państwo mają w tym temacie informacje?

Owszem plony okazały się niższe, ale aby wytłumaczyć powody takiej sytuacji należy wrócić do przebiegu całego poprzedniego sezonu wegetacyjnego i elementów, które zdecydowały o nim. Podczas okresu siewów, w 2020 r., najpierw mieliśmy do czynienia z suszą, a później w drugiej połowie sierpnia w niektórych regionach mieliśmy nadmiar wody. I to nie sprzyjało rozwojowi roślin i wschodom. Jesień była natomiast typowa, z temperaturami umiarkowanymi - niezbyt wysokimi. W konsekwencji rzepak dobrze przygotował się do okresu spoczynku zimowego. Zima okazała się być wyjątkowo też typową zimą kontynentalną, gdzie wystąpiły znaczne spadki temperatur. Rośliny były zabezpieczone pokrywą śnieżną.

Kolejny element tej układanki to wiosna, która bardzo późno się rozpoczęła. Wegetacja ruszyła z początkiem marca. Nie było konieczności przyspieszania i wprowadzania dodatkowych regulacji prawnych przyspieszających stosowanie nawozów azotowych, tak jak miało to miejsce w poprzednim sezonie, więc z azotem rolnicy wjeżdżali na początku marca. Kolejne miesiące to niestety bardzo długa, chłodna i przeciągająca się wiosna, która trwała praktycznie do początku maja. To wszystko wpłynęło na to, że rzepak zaczął kwitnąć około dwóch tygodni później niż zazwyczaj, czyli w pierwszej dekadzie maja. Ale też kwitł bardzo krótko, bo tylko około trzech tygodni. Niestety wpisało się to w zasadę, że kwitnienie rzepaku im krótsze tym plon jest niższy.

Następny element, który przyczynił się do poziomu plonowania, to przebieg warunków pogodowych w czerwcu, kiedy mieliśmy do czynienia z suszą, ale też falami bardzo wysokich temperatur, które też nie sprzyjały rzepakowi. Zwłaszcza odmianom, które miały dosyć wysoką biomasę. Wszystkie powyższe czynniki, cały przebieg sezonu wegetacyjnego, przełożył się na to, że plony są niższe niż w 2020 r. Oczywiście w zależności od regionu mogły być one różne, bo były pola, gdzie uzyskiwano większe plony i porównywalne, ale końcowy wniosek jest taki, że jednak plony były niższe. O ile? Według wielu opinii od 8 do 11 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Mimo to pozytywnym trendem tegorocznym są wysokie ceny, co może też świadczyć, że nie tylko w Polsce mieliśmy problemy ze zbiorami, ale też w Europa borykała się z takimi kłopotami. Patrząc globalnie na rynek światowy, zapasy rzepaku są najniższe od kilku lat, co ma przełożenie na kolejny sezon i zasiewy pod zbiory 2022 r.

Spodziewany jest jeszcze większy areał uprawy niż mieliśmy teraz, bo wielu rolników zachęconych właśnie ceną, decyduje się na wysiew rzepaku po raz pierwszy.

Jeśli chodzi o powierzchnię zasiewów rzepaku, to w tym roku możemy się posiłkować w tej sprawie wynikami zarówno spisu rolnego, ale też i danymi Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Są one raczej zbieżne i mówią o areale sięgającym 970-980 tys. ha. Dysponujemy też danymi CropRadar opracowanych przez firmę Kleffmann, z których wynika, że rzepakiem obsianych było pod zbiory roku 2021 1,05 mln ha. Moim zdaniem należy przyjąć, że rzepaku mogło być posiane w minionym sezonie od 0,98 do 1 mln ha. Szacuję to na podstawie wcześniej wymienionych źródeł, ale też i danych zebranych od rolników i hodowców. Ponieważ okazuje się, że w Polsce mamy dosyć duży udział tzw. własnego materiału siewnego, zwłaszcza w wypadku odmian populacyjnych. Ale też należy wspomnieć, że wielu rolników wysiewa pokolenie F2 odmian mieszańcowych.

Dlaczego tak się dzieje? Przecież to tylko pozorne szukanie oszczędności. Bardzo niepokojące zjawisko, zwłaszcza w wypadku rzepaku.

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale myślę, że jest to spowodowane ograniczeniami związanymi z dostępem do popularnych zapraw z grupy neonikotynoidów. W roku ubiegłym po raz ostatni mogliśmy korzystać z nich w ramach tzw. czasowego zezwolenia. Teraz pod tegoroczne zasiewy nie będzie to możliwe. Były one znacznie tańsze od tych, które nie należą do tej grupy chemicznej, co mogło przyczynić się do potrzeby samodzielnego ich wykorzystania – może samodzielne zaprawianie materiału siewnego. Nie wiem. Tylko spekuluję. Ale pewne jest, że w Polsce mieliśmy 180 – 200 tys. ha rzepaku posianych z własnej produkcji. Nie tylko odmian populacyjnych, ale też i pokolenia F2. Taki proceder jest sporym problemem, bo wysiewając takie nasiona trzeba liczyć się z dużym rozszczepem cech. Nasza firma prowadziła na ten temat doświadczenia w czterech lokalizacjach w Polsce i faktycznie rozszczep cech odmian był bardzo znaczący. Mieliśmy wysiane pokolenie F1, F2 i w niektórych przypadkach plony pokolenia F2 były niższe o 15 proc. A trzeba zaznaczyć, że nie było w minionym sezonie wymarznięć. Ale to już temat na kolejną rozmowę.

Chętnie temat rozwiniemy. Tymczasem dziękuję za rozmowę.