Lesław Lech to młody rolnik, który wraz z żoną i rodzicami prowadzi 300-hektarowe gospodarstwo w gminie Sobótka. Gospodaruje na glebach III-IV klasy bonitacyjnej. Uprawia pszenicę paszową, rzepak ozimy, kukurydzę na ziarno i buraki cukrowe. Trzeba tu zaznaczyć, że od 2 lat rolnik wdraża na swoich polach technologię pasową upraw. W tym roku nabył na własność agregat marki „Czajkowski”.
Gospodarz szukał rośliny do uprawy na przełamanie płodozmianu. Jego wybór padł właśnie na konopie przemysłowe. Lesław Lech podpisał umowę z Instytutem Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich w Poznaniu na dostawę materiału nasiennego i na 3 ha swoich pól wysiał odmianę konopi białobrzeskich. Jest to najstarsza i najwyższa, bo sięgająca nawet 5 metrów wysokości odmiana rodzimych konopi włóknistych. Gdy odwiedziliśmy jego gospodarstwo na początku września, rolnik był zadowolony z efektów i spodziewał się plonu na poziomie 1t nasion z hektara. Zbiory planował w drugiej połowie września.

Patent na kosiarkę

– Zbiory zacząłem 20 września i były to chyba najtrudniejsze żniwa w mojej dotychczasowej rolniczej karierze – przyznaje Lesław Lech.-Rośliny wyrosły na 4,5m wysokości i miały wielkie, ciężkie wiechy nasion. Wiedziałem, że przy użyciu zwykłego kombajnu ich nie zbiorę, więc zawczasu nabyłem zwykłą kosiarkę listwową, doczepianą do ciągnika. Okazało się jednak, że to wcale nie będzie takie proste, jak sądziłem. Wystarczyło, że jedna roślina wkręciła się w mechanizm i o mały włos nie spaliłem kosiarki. Włókno momentalnie zamieniło się w diabelnie mocny sznurek, który zupełnie zblokował urządzenie. W końcu nieprzypadkowo właśnie z tych roślin plecione są najmocniejsze liny okrętowe.
- Wymyślaliśmy różne konstrukcje zabezpieczeń, by rośliny „naprowadzać” na noże i zapobiegać wkręcaniu włókien, ale na nic się one nie zdały – relacjonuje młody plantator. – Szybko musiałem poszukać starej, konnej kosiarki z dwoma siodełkami, by zaadaptować ją do zbioru konopi z użyciem ciągnika. I w tym przypadku próby się powiodły.

– To wszystko jednak opóźniło zbiory – ubolewa nasz rozmówca. – A skoro tylko ruszyliśmy ze żniwami, nadciągnął orkan Ksawery i zniszczył niemal ponad 1,5 z 3 hektarów plantacji. Uprawa była ubezpieczona, powinniśmy dostać odszkodowanie. Rzeczoznawca dotąd się jednak nie pojawił, a ja przecież musiałem zbierać z pola co się dało. Na szczęście pogoda poprawiła się na tyle, że to co zostało udało się wysuszyć naturalnie, słońcem i wiatrem. Rośliny najpierw dosychały leżąc w pokosach, a potem stały w wiechach na polu. Kończę właśnie młócenie, specjalnie w tym celu musiałem kupić i wyremontować starą młocarnię. Ziarno nie jest jeszcze oczyszczone i zważone, ale plon będzie dobry.

Wnioski po żniwach

Mimo kłopotliwych doświadczeń rolnik wcale jednak nie zamierza zaniechać uprawy konopi.
– Wczoraj wymłóciliśmy 27 worków nasion po 50kg. Oprócz tego zebrałem jakieś 15t słomy konopnej – zdradza nam gospodarz. – Za kilogram nasion, w zależności od jakości, można uzyskać cenę 7-10 zł. Za 1t słomy konopnej można uzyskać 200 zł. Biorąc pod uwagę fakt, że rośliny nie wymagały zupełnie żadnych zabiegów chemicznych, to jest to bardzo opłacalna uprawa. Szkody wywołane przez huragan czy problemy ze zbiorem nie zmieniają obiektywnej oceny. Ja dopiero uczę się uprawy tej rośliny, wziąłem cenną lekcję, która przyda mi się w przyszłości.

– W przyszłym roku mógłbym obsiać konopiami większy areał, ale z pewnością byłaby to już inna, niższa odmiana przemysłowa – twierdzi Lesław Lech.-Próbuję porozumieć się z elektrownią i z firmami, które zajmują się przetwórstwem konopi. Jedna z przetwórni kontraktuje konopie z minimum 25ha, ale odmówiła mi ze względu na zbyt dużą odległość od zakładu. Druga chce 20ha w jednym kawałku i wciąż się waha. Interesuje ich zarówno słoma, jak i nasiona.

– Zdecydowałbym się na uprawę konopi na biomasę, albo dla przemysłu. Wówczas zbierane są całe rośliny i można to zrobić kombajnem – przyznaje gospodarz z Rogowa Sobóckiego. – Na uprawę nasienną już się nie dam namówić, bo to zbyt czasochłonne. Przy 300ha nie stać mnie zwyczajnie, by tracić tyle czasu na kilka hektarów. Przy pogodzie takiej, jaką mamy w tym roku, żniwa kosztowałyby mnie zbyt wiele nerwów. Uważam jednak, że w przypadku małych gospodarstw taka uprawa nasienna może być dobrym biznesem i sposobem na podreperowanie rodzinnego budżetu.
– Roślina ta świetnie sprawdza się jako płodozmian, poprawia strukturę i jakość gleby, a poza tym jest wymarzona do uprawy pasowej – dodaje nasz rozmówca. – Wystarczy niewielka dawka azotu aplikowana podczas siewu i konopie rosną same.