Z danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wynika, że w 2014 roku z Polski do Chin wysłane zostało 504 kg świeżych jabłek (kod CN 08081080) za kwotę 3261 zł. W następnym roku wyeksportowane zostało 1196 kg jabłek o wartości 3694 zł. Już w 2016 roku eksport wzrósł do 262 ton 500 kg, zaś wartość tego była na poziomie 899 682 zł. Z kolei w 2017 roku – jak dotąd najlepszym roku – do Chin wyeksportowaliśmy 808 ton 972 kg świeżych jabłek o wartości 2 612 269 zł. Wyniku z tego roku w następnych latach, ani nie udało się utrzymać, ani poprawić w górę. W 2018 roku sprzedaliśmy do Państwa Środka 560 ton 556 kg o wartości 1 326 576 zł, a w 2019 roku było to 217 ton 50 kg o wartości 614 790 zł. W 2020 roku i 2021 roku nie wyeksportowaliśmy nawet kilograma jabłek. Na pocieszenie można powiedzieć, że przed 2014 rokiem (w latach 2011-2013) eksport świeżych jabłek do Chin był na poziomie zero.

Krótki przełom

Producenci jabłek przed 2016 rokiem zgłaszali polskim władzom by pomogły otworzyć Chiny na polskie jabłka. Każdy kto zna chiński rynek, wie, że Chiny stawiają już na wejściu wyśrubowane wymogi, co do bezpieczeństwa i jakości. Wysiłek został podjęty. Ukoronowaniem tego stała się wizyta chińskiego prezydenta w Polsce Xi Jinpinga w czerwcu 2016 roku, gdzie do historii przeszło zdjęcie chińskiego prezydenta z polskim jabłkiem w dłoni. Po tej wizycie Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa (PIORIN) jeszcze w 2016 roku przygotowała dla producentów jabłek cały pakiet informacji oraz porad eksportowych dotyczących chińskiego rynku. Jest on w dużej mierze aktualny również dziś.

W polskiej branży jabłkowej pojawiła się nadzieja, że przed nimi otwiera się ogromny rynek. Nastąpił szturm producentów o wpisanie na listę zatwierdzonych sadów, przechowalni oraz pakowalni dla eksportu polskich jabłek do Chin. Ostatecznie znalazło się na niej 598 podmiotów. Na targi SIAL w Szanghaju w 2017 roku chcieli jechać wszyscy. Efekty tychże zabiegów oraz działań najlepiej były widoczne już rok później, w 2017 roku, gdy za Wielki Mur trafiło blisko 809 ton świeżych jabłek. Takie same nadzieje wiązane były z kolejnymi latami. W zasadzie miało być już tylko dobrze lub bardzo dobrze. W mediach mówiono o sukcesie i o wielkim marszu w podboju chińskiego rynku.

Tymczasem 2018 rok był już zimnym prysznicem, a jeszcze następny rok lodowatą kąpielą, która całkowicie zatrzymała polską ekspansję jabłkową. Media od narracji sukcesu przeszły do pisania o porażce, zarzutach o nie rozumieniu rynku, liczeniu na łatwiznę itd. Co się więc stało, że się nie udało?

Przyczyny tego stanu

Nie ma jednej przyczyny będącej podstawą niepowodzenia. Jest to suma wielu składowych, ale nie oderwanych od siebie, lecz ściśle ze sobą powiązanych. Jest ich naprawdę wiele, a niektóre są zaskakujące. Wybrane zostały najważniejsze. Za niepowodzenie na chińskim rynku odpowiada: brak planu promocji oraz jednolitej strategii marketingowej, brak jednolitej siły rynkowej, brak odpowiedniego budżetu dla działań promocyjno-marketingowych, brak polskiej koordynacji w Chinach (czyli brak polskiego przedstawicielstwa branży), nie branie udziału we właściwych targach i wystawach handlowych oraz brak determinacji i cierpliwości. Targi SIAL w Szanghaju czy Anufood China, cieszące się popularnością w całej polskiej branży rolnej oraz rolno-spożywczej, są ważne, ale nie najważniejsze dla producentów jabłek. Ważniejsze są chińskie, międzynarodowe targi branżowe, na które jeździ polska konkurencja, a nie ma tam polskich firm. W praktyce trzeba być i na SIAL i na Anufood oraz na chińskich targach branżowych.

To, że brakuje odpowiedniej strategii marketingowej, świadczy choćby dokument „Strategia promocji dla branży owoców i warzyw” firmowany przez Fundusz Promocji Owoców i Warzyw.

Dokument został opracowany i opublikowany w 2017 roku. Od tamtego czasu jest automatycznie powielany bez żadnej aktualizacji co do opisu rynku. Drobne zmiany są w analizie SWOT. Można wręcz powiedzieć, że biznes owocowo-warzywny, w tym jabłkowy, zatrzymał się na 2017 roku (na tym roku kończą się dane, na które się powołuje się analiza). Innymi słowy, Strategia na 2022 rok jest kopią dokumentu z 2017 roku (zresztą wcześniej powielaną w latach 2018-2021). W obecnym dokumencie nie ma nic nowego. Przykład z aktualnej Strategii, fragment z rozdziału „Handel zagraniczny” (zapis oryginalny):

„Największą pozycję w polskim eksporcie stanowią jabłka. W latach 2004-2017 wzrósł on ponad dwukrotnie, do 0,99 mln ton, natomiast wpływy z eksportu wzrosły ponad trzykrotnie do 337 mln EUR. Ponad połowa eksportu jabłek trafia do krajów UE. Nowe kierunki eksportu to m.in. Wietnam, Chiny, Indie, Indonezja, Bliski Wschód (ZEA, Arabia Saudyjska, Jordania), północna Afryka (gł. Algieria, Egipt).”

Niewątpliwie uwaga dotycząca Chin, jako nowego kierunku eksportowego, jest obecnie prawdziwa i jak najbardziej aktualna, bo po chwilowym zrywie wróciliśmy do punktu wyjścia. Należy podkreślić, że i w 2017 roku jak w 2021 roku chiński rynek był i jest tak samo trudny i wymagający. Przez te cztery lata poziom konkurowania na chińskim rynku nie osłabił się, a wręcz zaostrzył. Chiny są mocne w jabłkach, podobnie jak Polska. Oba kraje wszak to światowa czołówka. Dlaczego więc tej siły rynkowej nasze firmy nie potrafią użyć wobec chińskiego rynku?

W sumie krótkookresowy eksport świeżych jabłek przez nasze przedsiębiorstwa do Państwa Środka można poczytywać jako słabość i kryzys eksportowy. Jak mówią Chińczycy każdy kryzys jest szansą. Obecną rezygnację z działań można przekuć na sukces w przyszłości. Wymaga to jednak zmiany mentalnego podejścia i rozstrzygnięcia, czy chiński rynek jest naprawdę ważny. Wszak połowy dokonał kto zaczął, z tym, że druga połowa – wytrwanie w decyzji jej wdrożenie – jest trudniejsza. Wizja realnych i dość dużych marz eksportowych jest warta podjęcia wysiłku, zwłaszcza że siłą naszej produkcji jest różnorodność gatunkowa.