Na ten temat rozmawiamy z Adamem Stępniem, dyrektorem generalnym Polskiego Stowarzyszenia Producentów Oleju. Organizacją branży przetwórstwa nasion oleistych, która skupia przedstawicieli wszystkich wiodących firm przemysłu tłuszczowego. Jej misją jest działanie na rzecz tworzenia warunków dla wzrostu konkurencyjności polskiego sektora olejarskiego. Nie zapominając przy tym o wsparciu producentów rolnych.

Farmer: Niedawno ukazała się ekspertyza pt. „Zwiększenie efektywności integrowanej ochrony rzepaku ozimego zgodnie z założeniami Europejskiego Zielonego Ładu”. Została ona opracowana przez zespół naukowców pod kierownictwem prof. Marka Mrówczyńskiego z Instytutu Ochrony Roślin – PIB w Poznaniu, a zleceniodawcą było Polskie Stowarzyszenie Producentów Oleju, które Pan reprezentuje. Czy publikacja ta jest odpowiedzią na wymogi, które przyniesie nam EZŁ w uprawie rzepaku?

Adam Stępień: Problem jest znacznie szerszy i bardziej złożony. Efektywność produkcji związanej z wymaganiami EZŁ jest kluczowym elementem do którego zmierzać ma dostosowanie praktyki rolniczej. Więcej na ten temat będziemy wiedzieć, jak ostateczne rozwiązania strategii „Od pola do stołu” i „Na rzecz bioróżnorodności”, których propozycje szczegółowo analizuje opracowanie IOR-PIB, zostaną przyjęte przez państwa członkowskie UE.

Celem horyzontalnym jest redukcyja emisji gazów cieplarnianych i ograniczenie wpływu działalności człowieka na środowisko naturalne. Nam zależy, aby utrzymanie produktywności szło w parze z utrzymaniem dotychczasowego areału, a więc też zainteresowaniem produkcją rolniczą.

Jeśli mówimy o rzepaku i ekspertyzie, którą zrealizował zespół prof. Mrówczyńskiego, mamy na myśli najważniejszą w Polsce, ale też i w całej Europie, roślinę oleistą jaką jest rzepak. Jego uprawa wymaga wielu nakładów pracy i finansów. Bo jeśli spadnie efektywność to nie będzie ona w 100 proc. przekładalna na ceny. Oczywiście obecnie ceny rzepaku są bardzo dobre, ale jak daleko możemy amortyzować potencjalny spadek zainteresowania ceną. Nie jest to bezgraniczne działanie, a na pewno nie jest to rozwiązanie systemowe Nie da się w ten sposób utrzymywać produktywności kosztem całego łańcucha dostaw i wzrostu kosztów produktu finalnego dla konsumenta. Nasza ekspertyza ma pomóc w opracowaniu rozwiązań, które będą przeciwdziałać potencjalnym negatywnym zjawiskom obserwowanym w ramach ambitnych celów klimatycznych UE. Nie jest ona zapewne odpowiedzią na wszystkie pytania i wątpliwości, ale poddaje pod rozwagę konkretne rekomendacje i wnioski, które są dobrą podstawą do dyskusji na przykład z resortem rolnictwa przy okazji prac nad Planem Strategicznym WPR.

Farmer: Czy certyfikowana integrowana produkcja rzepaku (IP), o której mowa w ekspertyzie może być rozwiązaniem na ambitne założenia EZŁ?

Adam Stępień: Ona nie jest jedyną odpowiedzią na problem. Ale pokazuje, że analogiczne procesy dostosowawcze będą musieli przejść wszyscy rolnicy. Jest to z założenia swoisty rodzaj optymalizacji wykorzystania środków produkcji. Teraz pytanie, jakim kosztem pojawiają się znamiona pierwszych mechanizmów, które mogłyby być zaimplementowane w ramach WPR. Jeśli częścią tych rozwiązań będzie IP to dobrze, bo każdy mając te wyzwania będzie pozytywnie do tego podchodził.

Cieszymy się, że ministerstwo rolnictwa w ramach projektu Krajowego Planu Strategicznego (KPS) WPR na lata 2023-2027 przewidziało w ramach ekoschematu wsparcie dla Integrowanej Produkcji, ale pula środków i tym samym potencjalna efektywność działania jest nieadekwatna do skali polskiego rolnictwa. Bo obejmuje, wg tych wstępnych założeń, zaledwie ok. 21 tys. ha upraw. Przypominam, że samego rzepaku uprawiamy w Polsce ok. 1 mln ha, a IP to przecież nie tylko opcja dla rzepaku.

Farmer: Właśnie Unia Europejska opracowuje przepisy wykonawcze, które określają wymagania związane z Europejskim Zielonym Ładem. Do 15 września zgłaszane były konsultacje do drugiej wersji Krajowego Planu Strategicznego. Czy uwagi zawarte w ekspertyzie zostały tam uwzględnione?

Adam Stępień: Polskie Stowarzyszenie Producentów Oleju od wielu lat na poziomie produkcji współdziała z Krajowym Zrzeszeniem Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych. Tym razem nie było inaczej i uwagi do projektu planu zgłaszaliśmy i omawialiśmy wspólnie. Zarówno złożyliśmy je poprzez formularz na stronie ministerstwa rolnictwa, ae też i przedłożyliśmy szersze uzasadnienie stanowiska branżowego. Przekazaliśmy oficjalnie przy tej okazji także ekspertyzę IOR-PIB ministrowi rolnictwa – Grzegorzowi Pudzie z tą nadzieją, że jej treść, wnioski i rekomendacje zostaną realnie wzięte pod uwagę. W pierwszej wersji planu naszych uwag nie uwzględniono. Z jednym małym wyjątkiem, który został uwzględniony jednak w formule szczątkowej. Chodzi o mitygacje zagrożeń związanych z utrzymaniem produkcji rzepaku w kontekście strategii Od pola do stołu, dotyczącą ograniczenia środków ochrony roślin. Założenia te są prowadzone symultanicznie do postępujących od wielu lat ograniczeń listy substancji czynnych, które utrudniają efektywną ochronę upraw rzepaku.

Naszym jednym z koronnych postulatów w odniesieniu do projektu planu było uwzględnienie mechanizmu polegającego na przyznawaniu dopłaty dla producenta rolnego, który stosuje środki pochodzenia biologicznego. Owszem taki ekoschemat znalazł się w zestawieniu, ale koszyk finansowy jest właściwie żaden. Działanie obejmuje 2,2 mln euro. To jest nic, przy zakładanym wsparciu na poziomie 400 zł na ha. Tym schematem miałoby być objęte 5 tys. ha. To jest znikomy procent w morzu potrzeb.

Trzeba pamiętać, że sektor środków biologicznych się dopiero rozwija. „Nakręcenie” popytu, również poprzez mechanizmy pomocowe da realną szansę na rozwój branży. Na to liczymy. Ale poziom wsparcia musi być wyższy.

Kolejną kwestią jest stosowanie odmian, które są odporne na czynniki biotyczne. Oczywiście w rzepaku ozimym mamy dobrą podstawę w postaci Listy Odmian Zalecanych czy wyników Porejestrowego Doświadczalnictwa Odmianowego, które są przygotowywane przez Centralny Ośrodek Badania Odmian Roślin Uprawnych. Tam są już rekomendowane odmiany, które mają potwierdzoną np. tolerancję na kiłę kapusty czy suchą zgniliznę kapustnych (gen Rlm 7). Tutaj pojawiła się też nasza propozycja, aby ustanowić nowy, nie uwzględniony w tym projekcie ekoschemat, polegający na promocji takich odmian. Konkretnie chodzi o dopłatę na zakup kwalifikowanego materiału siewnego do pozycji, o potwierdzonych cechach odporności na patogeny i czynniki biotyczne.

Farmer: EZŁ mówi o zmniejszeniu stosowania środków ochrony roślin. Ale w Unii Europejskiej średnie zużycie to 3,5 kg/ha, a w Polsce jest to tylko 2,5 kg. W rzepaku stosuje się 1,74 kg substancji czynnej na ha. Czy w ostatecznym rozrachunku redukcja nie będzie konieczna?

Adam Stępień: Czekamy z niecierpliwością na to ostateczne rozstrzygnięcie. 50 proc. to jest hasło, które musi się odnosić do tych krajów, które stosują najwięcej środków. Absolutnie Polska nie znajduje się w czołówce. Argumenty związane z uprawą rzepaku, które mówią, że jest to roślina intensywna, nacechowana dużą ilością chemii, nie mają tutaj potwierdzenia.

Mam nadzieję, że redukcja nie dotknie polskiego rolnika w taki sam sposób jak tego holenderskiego czy francuskiego, gdzie zużywa się więcej substancji na ha. Bo jeśli mówimy o degradacji środowiska naturalnego poprzez intensywne rolnictwo to nie są to procesy, które są widoczne w Polsce.
Rzepak ma wiele do zaoferowania z perspektywy wyzwań Europejskiego Zielonego Ładu. Oczekujemy urealnienia dyskusji. Ten proces wycofywania poszczególnych substancji aktywnych ma swoje podłoże polityczne. Obserwujemy szczegółowe decyzje dotyczące norm NDP (najwyższy dopuszczalny poziom pozostałości) w odniesieniu do konkretnych substancji, które są też inicjowane poprzez stosowne zalecenia czy rezolucje Parlamentu Europejskiego.

Celem powinno być ograniczenie substancji chemicznych, ale wszystko musi mieć realne ramy. Brak efektywnych zapraw, które miały pozytywny wpływ na ograniczenie ilości kolejnych zabiegów ochrony, przyczyniają się do tego, że spełnienie potencjalnych ograniczeń będzie trudniejsze. Intensywność np. pojawu śmietki, będzie niestety się nasilać w ramach zmiany klimatu.

Również efektywność uprawy rzepaku, determinowana przez ceny powoduje, że powierzchnia 1 mln ha jest efektem, który należy utrzymać. Musi to znaleźć swoje odzwierciedlenie w mechanizmach ochronnych i rozwiązaniach. Te, które proponujemy są realne do uruchomienia praktycznie od zaraz. Jest „zaczyn” w postaci konkretnych środków i odmian. Warto zanim te ostateczne rozstrzygnięcia nastąpią wzmocnić narzędzia, aby móc rolników zabezpieczyć.

Farmer: Jakie główne wnioski płynął z ekspertyzy przygotowanej na zlecenie PSPO?

Adam Stępień: Wniosków jest szereg, bo strategie są szerokie, ukierunkowane na zbliżenie rolnictwa do zasad zrównoważonej gospodarki rolnej. My twierdzimy, że WPR nakłada istotne i efektywne narzędzia ochrony środowiska, ale można je wzmocnić odpowiednimi mechanizmami finansowania.

Wnioski te oceniają potencjał strategii „Od pola do stołu” i „Na rzecz bioróżnorodności” w kontekście zagrożeń, które są dobrym punktem wyjścia do rekomendacji działań ograniczających. W Polsce rzepak ozimy jest uszkadzany przez ok. 100 agrofagów, co uniemożliwia uprawę tego gatunku w systemie ekologicznym. To jest ważny aspekt. Nie da się na tę skalę ekologizować uprawy rzepaku. Bo jak pokazują wyniki produkcyjne takich gospodarstwa wydajność wynosi tylko 1,5 t/ha, a łącznie takich upraw jest w Polsce zaledwie 500 ha. Nasza ekspertyza jest swoistą instrukcją obsługi dla utrzymania upraw rzepaku w tej skali i efektywności.

Farmer: Dziękuję za rozmowę.