Groźba rolniczych protestów, które rozpocząć się mają w środę (9 maja) w regionie łódzkim, najwyraźniej odbiła się echem w stolicy. Ze „strażacką” misją gaszenia wybuchów rolniczego niezadowolenia szef resortu rolnictwa oddelegował wiceministra Jacka Boguckiego, który wczoraj odwiedził Łęczycę i Kościerzynę. Wiceminister stwierdził, że chciał spotkać się z rolnikami w terenie, by lepiej poznać ich problemy i skuteczniej im przeciwdziałać.

-O tych problemach mówimy ministrowi Boguckiego od dwóch miesięcy. Co najmniej pięć razy spotykaliśmy się w ministerstwie i wiele godzin spędziliśmy na omawianiu tak dramatycznej sytuacji rolników, jak i naszych propozycji, jak ratować polskie gospodarstwa – powiedział szef Stowarzyszenia Polskich Producentów Ziemniaków i Warzyw - Unia Warzywno-Ziemniaczana, Michał Kołodziejczak.-Wiele razy zapraszaliśmy do nas przedstawicieli ministerstwa, ale nigdy dotąd nie znaleźli czasu, by zobaczyć pełne chłodnie warzyw, których nie mamy komu sprzedać. Tymczasem wiceminister Bogucki zjawia się i zachowuje tak, jakby urodził się wczoraj, jakby o wszystkim słyszał pierwszy raz.

Wczorajsze spotkania przebiegły w bardzo burzliwej atmosferze. Rolnicy mówili o zalewaniu polskiego rynku importowanymi warzywami, o dyskryminowaniu polskich producentów przez zachodnie sieci handlowe, które zdominowały polski rynek, o niebotycznych marżach narzucanych przez handel i skandalicznie niskich cenach skupu, o niemożności zbytu swoich płodów rolnych tak w kraju, jak i za granicą. Oberwało się również rodzimym przetwórcom, które nagminnie mają sprowadzać warzywa i ziemniaki z zachodu Europy i spoza UE, a wprowadzać je do obrotu jako produkty polskie. W rezultacie tych patologii, polscy producenci warzyw wyrzucają dziś warzywa magazynowane w chłodniach, bo nie mają ich komu sprzedać. Plantatorzy skarżyli się również na wprowadzane opłaty za korzystanie z wody do podlewania upraw, które ich zdaniem są zbyt wygórowane i staną się „gwoździem do trumny” naszego warzywnictwa.

Jacek Bogucki zapowiedział zmiany w przepisach dotyczących znakowania żywności w sklepach, w tym zaostrzenie kar za fałszowanie informacji o produktach. Odpowiednie regulacje, według słów ministra, trafiły już do międzyresortowych konsultacji. Zdaniem ministra, jedną z przyczyn obecnej sytuacji producentów warzyw jest nieudolna realizacja programu wsparcia na tworzenie grup producentów. Przeznaczono na ten cel 8 mld zł z budżetu państwa, tymczasem program nie przyniósł żadnych efektów.

W Łęczycy obecny na spotkaniu poseł Marek Matuszewski (PiS) zapowiedział z kolei wdrażanie rządowego planu utworzenia polskiej sieci marketów.

-Tak jak jest portugalska Biedronka, tak jak jest niemiecki Lidl, stworzymy polską markę Nasz Market. Będzie to spółka skarbu państwa, która będzie sprzedawała polskie i tylko polskie towary. Na efekty tych działań trzeba będzie trochę zaczekać, ale to dobre rozwiązanie – zapewnił poseł.

Obietnice, choć dobrze przyjęte, na niewiele się jednak zdały. Rolnicy są już zbyt zniecierpliwieni i zdesperowani. Domagają się od rządu szybkich i zdecydowanych działań. Dadzą temu wyraz w środę, blokując pieszo i traktorami drogę krajową nr 12 między Błaszkami a Zduńską Wolę, oraz drogę krajową nr 91 w Topoli Królewskiej pod Łęczycą. Wolę poparcia tych protestów wyrazili też ponoć rolnicy z innych regionów kraju, w tym producenci trzody, oraz stowarzyszenia i organizacje występujące w obronie polskich przedsiębiorców i konsumentów. Czekamy na przyjazd premiera, bo z resortem rolnictwa porozumieć się nie sposób - oświadczyli rolnicy w Kościerzynie.