Debatę prowadził prof. dr hab. Arkadiusz Sadowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, a jego rozmówcami byli rolnicy, Arkadiusz Kubacki i Ryszard Napierała, a także dr hab. Jerzy Kozyra z IUNG-PIB w Puławach, Violetta Szuba-Adamska z Przedsiębiorstwa Nasiennego Rolnas Sp. z o.o. oraz Jarosław Marcinkowski z WODR w Poznaniu.

Arkadiusz Sadowski: Pan Arkadiusz Kubacki. Jak Pan zareagował na zmiany sytuacji rynkowej, na pandemię, na wojnę? Jakie działania Pan podjął, jakie inwestycje zrealizował? Jakie ma Pan oczekiwania wobec doradztwa rolniczego?

- Zacznijmy od inwestycji w gospodarstwie, które przyczyniły się do ograniczenia kosztów. Przede wszystkim rozwiązania rolnictwa precyzyjnego. Przy dzisiejszych cenach nawozów najważniejszy jest rozsiewacz z wagą i GPS-em. Kolejnym krokiem jest opryskiwacz minimalizujący straty i koszty. Wiele osób uważa, że rozsiewacz i opryskiwacz to najważniejsze maszyny w gospodarstwie. Jeśli chodzi problemy, zareagowałem w ubiegłym roku montując instalację fotowoltaiczną. Skupiam się na ograniczeniu kosztów, również paliwa, dzięki większej precyzji pracy. Jeśli chodzi o to, czego oczekuję, rynek tak szybko się rozwija, że każda wiedza osób z doświadczeniem jest pomocna przy wyborze rozwiązań do własnego gospodarstwa i to jest takie oczekiwanie, żeby tą wiedzą na temat najnowszych technologii dzielić się z rolnikami – mówi Arkadiusz Kubacki.

Arkadiusz Sadowski: To samo pytanie mam do Pana Ryszarda Napierały. Jak Pan zareagował na zmiany sytuacji rynkowej, na pandemię, na wojnę? Jakie działania Pan podjął, jakie inwestycje zrealizował? Jakie ma Pan oczekiwania wobec doradztwa rolniczego?

- Prowadzę gospodarstwo z synami. Ja dziś jestem tutaj, a synowie suszą kukurydzę i powoli dobijamy do końca sezonu. Dziś rolnik nie tylko orze i sieje, ale też musi odnosić sukcesy na rynku i rozumieć jego działanie. W latach 90-tych, gdy pojawili się zachodni inwestorzy w polskim przemyśle cukrowniczym, śmiali się z osiąganych u nas 7 ton cukru z hektara. Polscy rolnicy patrzyli na to sceptycznie, ale dziś nie ma u nas problemu z osiąganiem takich wydajności jak na zachodzie. Przede wszystkim trzeba tu podziękować za genetykę i za technologię ochrony roślin. Jeśli chodzi o moje oczekiwania wobec instytucji państwowych, bardzo ważne jest, żeby rolnika nie karać od razu za błędy, tylko zapytać, dlaczego tak się stało, doradzić rozwiązanie. Naprawdę wiele można załatwić, jeśli chce się rozmawiać, a nie od razu karać czy cofać dopłaty – mówi Ryszard Napierała.

Arkadiusz Sadowski: Pan Jerzy Kozyra. Jakie są praktyki ograniczające wpływ rolnictwa na środowisko? Które z nich są dziś opłacalne dla rolników? Czy wśród rozwiązań, nad którymi pracuje Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa są takie, które łączą interes społeczny z interesem rolników?

- Ryzykiem, które nie zostało jeszcze rozwiązane, jest ryzyko zmian klimatycznych. Nie bierzemy zazwyczaj pod uwagę, że za 30-40 lat w lipcu czy sierpniu będzie o 2-3°C cieplej. W tych warunkach nie będzie możliwa znana nam dziś ochrona roślin, a siew będzie się odbywał w przesuszoną glebę. Musimy się tak dostosować do zachodzących zmian, żeby na nich nie tracić. Dwutlenek węgla musi wracać do gleby i w tym kierunku obecnie idziemy. Musimy szukać dodatkowych źródeł wody, odwracać procesy związane z odwadnianiem i mądrze nawadniać w miarę potrzeb, dokładnie pod roślinę. Rolnicy muszą dbać, żeby magazynować w glebie dwutlenek węgla i to będzie procentować wzrostem wydajności. Trzeba eliminować pług, żeby gleba miała lepsze warunki – mówi Jerzy Kozyra.

Arkadiusz Sadowski: Pani Violetta Szuba-Adamska. Postęp biologiczny jest najbardziej ekologicznym postępem, a dla rolników najłatwiejszym do wdrożenia, bo sprowadza się do zakupu nowej odmiany. Czy postęp biologiczny reaguje na zmiany klimatyczne i rynkowe?

- Jeśli chodzi o postęp biologiczny, widzę, że świadomość rolników jest coraz większa. Dopytują, chcą wiedzieć więcej, szukają nowych gatunków i odmian, kombinują, jak można zrobić taniej, ale bez spadku zysku. Wzrosło na pewno zainteresowanie facelią, która poradzi sobie na słabszych glebach, przy niższych dawkach nawozów, ale ma dobre ceny skupu i pozwala zarobić mniejszym kosztem – mówi Violetta Szuba-Adamska.

Arkadiusz Sadowski: Pan Jarosław Marcinkowski. Ostatnio działalność ośrodków doradztwa rolniczego to głównie implementacja rozwiązań dyktowanych przez Unię Europejską, a nie podbijających rynek innowacji. Na ile doradztwo jest przygotowane do wprowadzania tych nowoczesnych rozwiązań?

- Za mojego życia zawodowego wiele się w rolnictwie i doradztwie zmieniło. Doradztwo zawsze wychodziło naprzeciw postępowi w rolnictwie. Wielkopolski Ośrodek Doradztwa Rolniczego miał szczęście jeśli chodzi i ludzi związanych z informatyką dla rolnictwa. Dzięki naszej aplikacji rolnicy mogą korzystać z danych meteo z naszych stacji w powiatach i z informacji dostarczanych użytkownikom przez naszych doradców. Mamy też program wspierający integrowaną ochronę roślin, optymalizację dawek. Realizujemy też ciekawy projekt, jakim jest program, pozwalający ograniczyć ryzyko zatruwania zapylaczy, łączący plantatorów rzepaku z właścicielami mobilnych pasiek, którzy przywożą ule na pole, dzięki czemu obie strony odnoszą korzyści. Doradztwo rolnicze w Polsce tworzą publiczne jednostki doradztwa rolniczego, doradztwo prywatne, instytucje badawcze, uczelnie czy doradztwo firm zaopatrujących rolnictwo. Ośrodki doradztwa rolniczego podlegają bezpośrednio pod ministerstwo rolnictwa, dzięki czemu mogą realizować przedsięwzięcia w skali całego kraju. Liczymy na to, że wszystkie te instytucje, publiczne i prywatne, będą ze sobą współpracować na zasadzie wzajemnego zrozumienia i dobrej woli, ale niestety w praktyce jakoś to nie wychodzi – mówi Jarosław Marcinkowski.