Z krajów Europejskich oraz Ameryki Północnej, docierają informacje o znacznie mniejszych prognozowanych zbiorach kukurydzy, niż zakładano wcześniej. Tak jak w Polsce, i tu główną rolę odgrywa susza o wysokiej skali. Zbiory kukurydzy ziarnowej w kraju zbliżają się, choć na razie po opadach deszczu każdy oczekuje, by ziarno obniżyło swoją wilgotność.

Wstępnie zakładane plony kukurydzy

Jak szacowane są tegoroczne zbiory? Poprosiliśmy o wypowiedź prof.  Tadeusza Michalskiego – prezesa Polskiego Związku Producentów Kukurydzy. W jego ocenie w środkowo-zachodnim rejonie kraju, plony kukurydzy będą na niskim poziomie, rzędu 3-5 t/ha suchego ziarna, a plony na poziomie 6 t/ha, można uznawać w tym przypadku za dobre. We wschodniej części kraju, gdzie owszem były okresy suszy, kukurydza wygląda dużo lepiej i plony będą niewiele niższe, niż w roku 2021. 

-Jest to roślina, która potrafi przetrwać stresy, w tym również wybrnąć z okresowych suszy. Niedobory opadów występowały w tym roku dotkliwie,  jednak z drugiej strony, z pewnością kukurydza da ten zadowalający plon, czyli przynajmniej 8-9 t/ha - wyjaśniał prof. Michalski.

I jak dodawał, opłacalność kukurydzy w porównaniu do pszenicy, mimo wszystko jest większa.

-Nakłady poniesione na kukurydzę, są podobne, bądź nawet mniejsze, w stosunku do intensywnej uprawy pszenicy. Ponadto w kukurydzy, mamy najczęściej te 2 tony plonu więcej, czyli ilość, którą rolnik może przeznaczyć na suszenie, oczywiście by nie stracić w porównaniu do pszenicy – komentował.

Aktualne ceny kukurydzy

Jak już pisaliśmy, ceny kukurydzy mokrej oscylują w granicach 750-850 zł (netto), natomiast kukurydzy suchej – w granicach od 1300-1450 zł (netto).

Nieoficjalnie uzyskaliśmy również informacje, spływające od rolników oraz ze skupów. Przed obawą wysokich kosztów suszenia kukurydzy, wielu rolników deklaruje chęć sprzedaży kukurydzy mokrej. Jak przyznają firmy skupowe, na razie nie jest wiadome jak wypadną koszty suszenia, ale w przypadku wysokiej podaży kukurydzy mokrej, jej ceny prawdopodobnie spadną. W przypadku kukurydzy suchej, jeśli istnieje możliwość jej przetrzymania i suszenia, warto to rozważyć.

Co istotne, również na rynku paszowym, w tym roku widmo suszy odgrywa znaczną rolę. Jak przekazała portalowi Farmer.pl Izba Zbożowo-Paszowa, wytwórnie pasz oczekują na tegoroczną kukurydzę. Jednak przeglądając fora ogłoszeniowe, widoczna jest większa ilość ofert sprzedaży, niż chętnych do nabycia kukurydzy. Ceny kukurydzy na pniu, z przeznaczeniem na kiszonkę, rozpoczynają się od 5 tys. zł za ha, a kończą nawet na 14 tys. zł za 1 ha.

Kukurydza mokra, a sucha – różnice cenowe wysokie

Jak przyznaje prof. dr hab. Tadeusz Michalski, tegoroczna sytuacja dla producentów kukurydzy wymaga wielu kalkulacji.

- Ze względu na niepewne dostawy nośników energii, przede wszystkim gazu na które przestawiono znaczną część suszarni, a dodatkowo wahania cen energii, sytuacja na rynku kukurydzy nie jest łatwa. Jeśli faktycznie rolnicy zdecydują się na sprzedaż kukurydzy mokrej, to aby się nie zepsuła muszą to zrobić w ciągu maksymalnie dwóch dni. Jedyne co mógłbym teraz doradzić, to najpierw zapewnić sobie odbiór z pewną ceną, a potem zbierać kukurydzę, albo też pomyśleć o przeznaczeniu jej na zakiszenie – mówił.

Co podkreślał prof. Michalski, to zbyt wysokie różnice cenowe pomiędzy kukurydzą sucha, a mokrą.

-Podawane aktualnie ceny na kukurydzę mokrą, powiedział bym, że nie zachwycają, a wręcz są za niskie. Jeśli obecnie około 1400 zł wynosi cena za kukurydzę suchą, to aby zwrócić opłacalność tej uprawy (zarówno dla producenta, jak i skupu), mokra powinna kosztować przynajmniej 900 zł. Kwota 800 zł to już jest niska cena, nawet przy stosunkowo wysokich kosztach suszenia. Myślę, że skupy asekurując się niewiadomą kwotą kosztów za energię, podają mniejszą cenę. Gdyby nośniki energii były pewne, wyglądałoby to zapewne inaczej. Zbiory ziarna, mimo nie najwyższych plonów powinny być dość wysokie – rzędu 6 mln ton, ale podmiotów skupujących jest na tyle dużo, że są w stanie odebrać nawet tę dużą ilość ziarna, natomiast pytanie czy zechcą – podsumował prof. Michalski.