• Wywiad z Juliuszem Młodeckim, prezesem Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych.
  • Z tego artykułu dowiesz się najnowszych danych dotyczących przedłużenia moratorium dla pasz GMO.
  • Krajowe Zrzeszenie Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych postuluje wprowadzenie Narodowego Celu Wskaźnikowego.
  • Rolnicy chcą pobudzić rynek roślin wysokobiałkowych.

Porozmawiamy na ten temat z Juliuszem Młodecki, rolnikiem z Kujaw, prezesem Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych i zarazem przedstawicielem Polskiej Koalicji Biopaliw i Pasz Białkowych. Cały wywiad poniżej.

Farmer: Kolejny już raz wprowadzono tzw. moratorium na stosowanie pasz GMO. Ale tym razem było ono trochę inaczej przeprowadzone niż zwykle, ponieważ wstępnie było ono przedłużone nie o dwa lata, tylko na rok. Najpierw w rządowym projekcie zaproponowano, by taki zakaz zaczął już obowiązywać od 1 stycznia 2024 r. następnie przesunięto ten termin wejścia w życie zakazu stosowania pasz GMO do 1 stycznia 2025 r. Czy to jest dobra informacja?

Juliusz Młodecki: Przedłużenie moratorium na stosowanie pasz GMO w Polsce było potrzebne. Ale uważam, że nie może być ono bezrefleksyjne. Poruszając ten temat myślimy głównie o śrucie sojowej. Ona wpisała się na stałe jako komponent wysokobiałkowy dla pasz. Praktycznie dla wszystkich gatunków zwierząt. Tak powinno zostać. Ale ta śruta nie musi stanowić 100 proc. komponentu wysokobiałkowego. Dlatego uważam, że to kolejny raz przedłużone moratorium nie powinno być bezwarunkowe.

Od lat mówimy o polskim programie białkowym, o zwiększeniu rodzimego białka jako komponentu dla pasz wysokobiałkowych, i nic z tego powodu się nie dzieje. Ze strony przemysłu paszowego padają deklaracje, że owszem dobrze, gdyby ten udział został zwiększony, ale w praktyce nie ma takich działań. I to właśnie tę praktykę trzeba zmienić. Należy wdrożyć rozwiązania, które spowodują, że komponenty non GMO, będą wykorzystywane w produkcji pasz. Dlatego jako KZPRiRB, optujemy za wprowadzeniem Narodowego Celu Wskaźnikowego, który już funkcjonuje np. w wypadku biopaliw. W ten sposób firmy paszowe będą mogły się wykazać, że te komponenty krajowe stosują.

Farmer: Ale firmy paszowe podnoszą, że tego krajowego białka nie ma na rynku.

Juliusz Młodecki: Tutaj się nie zgodzę. Nieprawdziwą jest informacja, że tych komponentów nie ma na naszym rynku. Należy wyjść od tego, że komponenty białkowe trzeba podzielić na dwie grupy. Pierwsza to śruta rzepakowa, która przysłowiowo „leży na stole”, której przemysł paszowy od lat nie wykorzystuje. Co ciekawe w ubiegłym roku zostało z Polski wyeksportowane 660 tys. t śruty rzepakowej. Jej największym odbiorcą była Dania, która jest potentatem w produkcji żywca wieprzowego. Czyli można. Z kolei w tym roku, do czerwca wywieziono z Polski już 350 tys. t śruty rzepakowej, czyli surowiec jest, ale nie ma zainteresowania naszego przemysł paszowego. Pytanie dlaczego?

Farmer: No właśnie. To dobre pytanie. Może dlatego, że ona nie nadaję się dla wszystkich zwierząt.

Juliusz Młodecki: Krajowe Zrzeszenie Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych, razem z Polskim Stowarzyszeniem Producentów Oleju, w ostatnim czasie przeprowadziło cykle szkoleń, gdzie pokazaliśmy, że przy produkcji trzody, a bydła zwłaszcza, można wykorzystać bez strat dla efektów produkcyjnych, właśnie śrutę rzepakową. Oczywiście pozostaje kwestia drobiarstwa, która się bardzo zapiera przed stosowaniem rodzimego białka. Ale te badania do których mamy dostęp i środowisko drobiarskie też o tym wie, mówią że można dla pewnych grup zwierząt, w końcowym okresie tuczu, podawać śrutę rzepakową czy komponenty z roślin wysokobiałkowych, bez strat dla efektów produkcyjnych.

Podkreślę zdecydowanie, że my jako Zrzeszenie nie postulujemy całkowitego zakazu stosowania śruty GMO, ale chcemy aby nastąpił wzrost zużycia pasz białkowych produkowanych w Polsce na naszych polach.

Poza tym chcę też zaznaczyć, że śruta rzepakowa to jeden dział komponentów białkowych. Drugi to są rośliny bobowate, które dla nas rolników, również w kontekście nowej legislacji, strategii od pola do stołu i założeń nadchodzącego Europejskiego Zielonego Ładu, ale też drogich nawozów, są bardzo potrzebne w płodozmianie. Ale my rolnicy nie możemy ich uprawiać dla samej uprawy, musimy mieć na ten towar rynek, zbyt. Dlatego skoro przemysł paszowy nie wykazuje samodzielnie zainteresowania, potrzebny jest drobny nacisk w postaci NCW, który polegałby na tym, żeby mieszalnie pasz wykazały się stosowaniem jakiegoś poziomu komponentów non GMO w ramach całego zużycia komponentów wysokobiałkowych. Określenie non GMO dotyczy po prostu roślin białkowych produkowanych w Polsce i Europie.

Farmer: Ze strony firm paszowych, jednak w wypadku roślin wysokobiałkowych padają argumenty, że partie tego surowca nie są jednolite. A wprowadzenie Narodowego Celu Wskaźnikowego nie rozwiązuje problemu, bo wpłynęłoby znacząco na podwyżki cen pasz i tym samym żywności. Jak Pan to skomentuje?

Juliusz Młodecki: Ten argument jest absolutnie nieprawdziwy w odniesieniu do śruty rzepakowej, bo surowiec ten jest na rynku dostępny, jednolity i w dużych ilościach. Co do wyższych cen, to nie musi to być drastyczny wzrost cen żywności. Oczywiście zabieg ten wymaga pewnych analiz i porównań, ale skoro śrutę rzepakową mogą stosować kraje, które ją od nas importują i nie mają obaw o wzrost cen żywności, to w Polsce również. Poza tym znam przykłady z północnej Polski, gdzie w ramach grupy producenckiej, produkowane są duże ilości bobiku, który trafia za granicę, bo w Polsce nie znalazł odbiorcy, a to są już rośliny bobowate.

Farmer: O jakich liczbach Pan myśli mówiąc Narodowy Cel Wskaźnikowy?

Juliusz Młodecki: Moim zdaniem nie należy narzucać mieszalniom pasz, że powinny stosować w określoną procentową ilość np. śruty rzepakowej czy śrut roślin bobowatych. Niech produkują paszę z czego chcą i w jakich chcą proporcjach, ale żeby to był też komponent bez białka GMO.

Farmer: Ale czy nasza rodzima soja nie jest trudniejsza w obróbce?

Juliusz Młodecki: Zostawmy soję na boku. Nie postulujemy wprowadzenia całej linii produktów non GMO, bo to okazało się na przykładzie przemysłu mleczarskiego mrzonką. Nam zależy na tym, aby wykorzystywać nasze komponenty białkowe non GMO dla określenia NCW.

Pytała Pani o liczby. Biorąc pod uwagę zastrzeżenia przemysłu paszowego, należałoby wyjść od bardzo akceptowalnych liczb, czyli na początek 25 proc. A później docelowo 40-50 proc. komponentów non GMO.

Farmer: W którym roku miałoby to nastąpić?

Juliusz Młodecki: Nie możemy tego tematu odkładać „na wieczne nigdy”. Uważam, że dobrym rokiem byłby 2024. Bo przesuwając moratorium i nic nie robiąc ze zwiększeniem areału roślin wysokobiałkowych nie poprawimy sytuacji. Musimy działać. Jeszcze raz podkreślam, że my rolnicy nie postulujemy całkowitego zakazu stosowania pasz GMO. Ale chcemy wykorzystać, to co jesteśmy w stanie wyprodukować. Poza tym drobiarstwo to nie jest całe polskie rolnictwo. Owszem jest to bardzo ważny dział gospodarki rolnej i z tego się cieszymy, ale tam gdzie można stosować pasze non GMO, trzeba to robić.

Farmer: Dziękuję za rozmowę.