Branża chemiczna mówi dużo o zagrożeniach wynikających z polityki Unii Europejskiej. Czego dotyczą te obawy?

W przypadku unijnego pakietu klimatycznego mówimy o nowym celu redukcji emisji CO2 o 40 proc. w stosunku do 1988 roku. Te redukcje są głębokie i pewnie słuszne, choć wciąż nie milkną dyskusje, czy przyczyną zmian klimatycznych jest para wodna czy CO2.
Unia Europejska odpowiada za 8 - 9 proc. emisji CO2 świata. Jeśli nie zachęcimy innych partnerów - Stanów Zjednoczonych i Chin, które razem odpowiadają za blisko 50 proc. emisji gazów cieplarnianych, do nałożenia podobnych obciążeń redukcyjnych to co się stanie z unijnym przemysłem? Musimy wówczas przyjąć za realne zagrożenie przenoszenia produkcji przemysłowej poza granice UE. Polski przemysł chemiczny zrobił ogromny krok do przodu, by poprawić sprawność instalacji, ich ekonomikę, zmniejszyć energochłonność i emisyjność.
W ciągu 25 lat w Puławach ograniczono np. emisje gazów cieplarnianych o blisko 80 proc., zwiększając w tym czasie znacznie produkcję. Czy zatem powinniśmy akceptować eliminowanie instalacji o jednej z najwyższych sprawności w Europie tylko dlatego, że nie będzie w stanie obronić rynku swoich odbiorców wobec rosnących kosztów związanych z narzucanymi przez unijnego regulatora obowiązkami.
Pozostawiam kwestie cen gazu jako problem w dużej części rynkowy, z którym menedżerowie zarządzający muszą sobie poradzić.


W tym przypadku wystarczy przenieść produkcję np. na Ukrainę albo do Rosji. Czy emisje na granicy Polska - Rosja, Polska - Ukraina zatrzymają się?

Moja propozycja jest taka: stwórzmy porównywalne reguły gry dla wszystkich. Jeśli sami, jako UE zdecydujemy się na takie działania, to musimy liczyć się z tym, że przemysł będzie wypychany poza nasz kontynent.
Jeśli przez działania regulatora europejskiego przemysł będzie niekonkurencyjny to zastąpimy go mniej efektywnym, bardziej emisyjnym np. ze Wschodu. W efekcie emisje gazów cieplarnianych wzrosną. Czy o to chodziło? Zapewne nie.

Czy nasz głos w tej sprawie jest dobrze słyszany w Brukseli?

Myślę, że głos przemysłu w UE jest coraz bardziej słyszany. Bardzo silne działania lobbingowe prowadzi Grupa Azoty S.A m.in. w ramach prac w europejskich strukturach organizacji takich jak Fertilizers Europe (Europejskie Stowarzyszenie Producentów Nawozów) czy International Fertilizer Industry Association (Międzynarodowe Zrzeszenie Producentów Nawozów). Wsparciem są również wystąpienia przedstawicieli przemysłu chemicznego/nawozowego podczas międzynarodowych konferencji. Jakiś czas temu miałem okazję podczas 19 Kongresu IFMA (International Farm Management Association) prezentować wyzwania przed jakimi staje polski producent nawozów. Na uwagę zasługuje również lobbing niemieckiego przemysłu stalowego. Komisarz ds. energii Gunther Oettinger zaczyna coraz powszechniej opowiadać, że trzeba zastanowić się na tym, czy te cele nie są przesadnie ambitne. W pewnym momencie mówiło się nawet o procesie reindustrializacji Europy.
Jeśli jednostki emisji CO2 będą w takiej cenie jak obecnie, to przemysł może sobie poradzić. Ale przemysł nawozowy zużywa do tego dużo gazu. Jeśli ceny gazu są trzy - czterokrotnie niższe za granicą - to mamy z tym problem. Dlatego mówimy w kontekście wolnego handlu USA - Europa o stworzeniu porównywalnych reguł gry by nie wprowadzać dodatkowej dyskryminacji firm europejskich.

Cena gazu wynika z kontraktów zawieranych przez przedsiębiorstwa, co więc ma do tego Bruksela?

W USA cena gazy oscyluje wokół 3 dolarów za Btu, u nas - jest to 10-11 dolarów za Btu. Na to wpływu nie mamy. Ale mamy system REACH, dyrektywę o emisjach przemysłowych i pakiet klimatyczny. Tu w grę wchodzi regulator.

Kiedy umowa o wolnym handlu między USA a Europą ma szansę wejść w życie?

Odbyły się w ubiegłym roku 3 rundy negocjacyjne, w tym roku spodziewanych jest 5 rund. Organizatorzy tych rozmów mówią, że to porozumienie w części handlowej może wejść bardzo szybko, bo już w 2015 roku. To by mogło zmienić obraz handlowy świata. Dobra umowa to ogromna szansa dla obu stron.

I zmieniłoby obraz branży chemicznej...

Tak. Tylko pytanie, w jakim zakresie i w jakim kierunku? Stany Zjednoczone są dzisiaj jednym z największych importerów nawozów mineralnych, na poziomie około 6 mln ton rocznie. Tani gaz może, ale wcale nie musi zachęcać do produkcji nawozów. Amerykańskie koncerny chemiczne niekoniecznie palą się do inwestycji w produkcję nawozów, ponieważ jest to segment wysokonakładowy i niskomarżowy. Ale np. rosyjski Eurochem, może być zainteresowany inwestycjami na amerykańskim rynku. Ogólnie rzecz ujmując chemia Stanów Zjednoczonych poszukuje korzyści w bardziej przetworzonych produktach.

Gdzie będą inwestowały Azoty, czy na Chorwacji?

Każdy myśli o wydłużeniu albo poszerzeniu łańcucha wartości produktu. Celem jest znaleźć się bliżej konsumenta i rozwijanie możliwości produkcyjnych by mieć coraz szerszą ofertę dla odbiorców. Chcemy być producentem dużym, ważnym w Europie, więc musimy szukać klientów europejskich. Ale to są już kompetencje zarządu Grupy Azoty.

Grupa Azoty chce jeszcze przybrać na masie?

Tak. Ale też pozyskać więcej odbiorców. Firma jest tyle warta, ile warci są jej klienci.

Czy na celowniku jest też Anwil?

Prowadziliśmy kiedyś rozmowy, przeprowadziliśmy nawet due dilligence. Proces był bardzo zaawansowany, nie porozumieliśmy się wtedy z PKN Orlen. w 2010 r.

Czy Zakłady Azotowe Puławy kupią Zakłady Chemiczne Sarzynę?

Być może zwiększyło się prawdopodobieństwo tej transakcji. Ale z tym musimy jeszcze zaczekać. Proces trwa.

Dokąd zmierza polskie rolnictwo? Czy można już teraz mówić o nadprodukcji żywności?

Patrzę na eksport artykułów rolno - spożywczych z wielką satysfakcją.
W 2012 r. eksport ten był wart 17,5 mld euro a w 2013 r. prawdopodobnie osiągnięto 20 mld euro. Co więcej, rośnie dodatnie saldo handlowe i w 2013 roku może sięgać 5 mld euro. Myślę, że warto wspierać ten eksport, ponieważ może stać się naszą narodową specjalnością.
W ostatnim roku wzrósł również eksport pszenicy i żyta. Rośnie zapotrzebowanie sektora hodowlanego na zboża, pojawia się biodielsel. Potrzebujemy coraz więcej produktów z rolnictwa.

Czyli polskie rolnictwo wymaga coraz większego udziału wiedzy, musi być coraz bardziej intensywne?

Tak. Mamy znacznie słabsze gleby niż Niemcy i Czesi. Tym bardziej ma znacznie sztuka nawożenia. Tradycyjna wiedza w tym zakresie już nie wystarcza. Rolnik często nie jest w stanie sam temu podołać, dlatego potrzebne jest kształcenie i doradztwo.

Czy rzeczywiście nasi rolnicy są nastawieni do stosowania bardzo tradycyjnych metod?

Wybierają tylko sprawdzone produkty. Na polskim rynku rolnym zachodziły w ostatnich latach bardzo istotne zmiany, a jedną z nich jest zróżnicowanie tego rozwoju. Gospodarstwa rolne w północnej i zachodniej części Polski są coraz większe, coraz lepiej zarządzane, posługują się coraz lepszym sprzętem, a gospodarujący nimi są coraz lepiej wykształceni i chętnie korzystają z podpowiedzi nauki. W części południowo-wschodniej dominuje tradycyjne spojrzenie na gospodarowanie. Choć trzeba przyznać, że i tu są wyjątki. Ten podział ma swoje uwarunkowania historyczne - wynikające głównie z różnic ukształtowanych w okresie zaborów - oraz geograficzne i agrometeorologiczne.
Na Opolszczyźnie zużywa się 3 razy więcej nawozów niż na Podkarpaciu i zróżnicowanie w plonowaniu jest ogromne.
W niektórych obszarach można nieźle zarobić i nawet naukowcy są zaskoczeni wiedzą liderów rolnej przedsiębiorczości. Aby osiągać dobre wyniki trzeba stale podnosić swoją wiedzę. Jesteśmy zainteresowani tym, aby w naszym obszarze ją rolnikom dostarczać.

Jaki ma w tym interes spółka?

Nawóz to dla rolnika duży koszt. Rolnicy powinni więc wykorzystywać je rozumnie i coraz lepiej aplikować, a wtedy osiągną lepsze efekty.
My chcemy dostarczać dodatkowych korzyści rolnikowi także przez dostarczanie wiedzy.

Stąd pomysł na uruchomić studia „Obrót nawozami i środkami chrony roślin w systemie zrównoważonego rolnictwa" ?

Tak. W naszym projekcie doradztwo jest wpisane w model biznesowy a nie obok niego. W pierwszej edycji studiów uczestniczyło od nas pięciu pracowników oraz pracownicy naszych dystrybutorów - przedstawiciele rolni i agrotechnicy Oni kształcą się po to, by bardziej kompetentnie obsługiwać swoich klientów rolnych i tą drogą zyskiwać przewagę konkurencyjną.
My też wywieramy na nich presję. Wymagamy od nich, by szukali nowych formuł nawozowych, jakich potrzebują rolnicy. W ten sposób szukamy nawozów pod specjalne gleby, specjalne uprawy czy pod dużych odbiorców.

Jaki specjalny nawóz można przygotować dla dużego odbiorcy? Czego szuka taki przedsiębiorca rolny?

Może chcieć w nawozach mikroelementy, np. RSM chce uzupełnić o magnez, czy inne mikroelementy. Chcemy sprostać takim wyzwaniom.
Np. w centrum logistycznym w Dobrym Mieście jest już możliwość blendowania płynnych nawozów pod indywidualne życzenia dużych odbiorców.

Warmia i Mazury to rejon dużych odbiorców, stąd pomysł na uruchomienie tego centrum logistycznego?

Na początek. Będziemy rozwijali podobne centra w innych częściach Polski.

Czy RSM to ważny segment sprzedaży?

Tak, coraz bardziej ważny. Oferujemy RSM, RSMS i Pulaska - nawozy z dodatkiem siarki. Będziemy rozwijali tę formułę płynną ponieważ jest bardziej opłacalna dla rolników. Jak wspominałem, inwestują w to głównie duże gospodarstwa. W Polsce rozpoczyna rozwijać się rolnictwo precyzyjne, gdzie np. maszyna potrafi mapować gleby i informować, gdzie trzeba więcej a gdzie mniej aplikować nawozu. To przynosi wymierne efekty.

Centrum Kompetencji Puławy działa już trzeci rok. Jakie są efekty?

W 2011 r. Puławy zaproponowały integrację środowisk: nauki, przemysłu chemicznego i przedsiębiorców rolnych tworząc Centrum Kompetencji Puławy. Obecnie Konsorcjum liczy 9 członków.
Powołana została również Rada Naukowa Centrum w skład, której weszli, znakomici profesorowie, z kluczowych instytutów i uczelni w kraju zajmujący się tematyką rolną.
Miernikiem efektywności działań Centrum może być też liczba realizowanych projektów. Staramy się sprawdzać przydatność naszych nowych produktów nawozowych w ramach prowadzonych projektów badawczych takich jak: Mega Projekt, Phosphorus czy Azomais (projekt ten uzyskał dofinansowanie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju). Centrum Kompetencji przygotowuje również inne projekty badawcze np. projekt mający na celu poprawę efektywności gospodarowania azotem z nawozów mineralnych czy projekt mający na celu opracowanie systemu nawożenia mikroelementami roślin uprawnych dla gospodarstw wysokoprodukcyjnych.
Do działań Centrum należy także organizacja corocznych konferencji o nazwie „Nauka - Biznes - Rolnictwo", na których spotykają się przedstawiciele nauki, przemysłu oraz przedsiębiorców rolnych. W roku 2013 odbyła się trzecia konferencja z tego cyklu, która po raz kolejny zgromadziła ponad 200 uczestników.

Wspólnie ze Szkołą Główną Gospodarstwa Wiejskiego uruchomiliśmy studia podyplomowe według wspólnie przygotowanego programu dla doradców rolnych. Obecnie uruchamiamy II edycję tych studiów. Posiadamy dwukrotnie więcej zgłoszeń niż miejsc, którymi dysponujemy. Tak duże zainteresowanie ofertą to powód do zadowolenia, bo to potwierdza, że jest zapotrzebowanie na takie kształcenie.


Czy wykorzystanie upraw rolnych na cele przemysłowe będzie rosło?

Ustawa o OZE jest tu rzeczą fundamentalną, bo zdecyduje, w co warto inwestować. Podejrzewam, że areał rzepaku może być jeszcze większy w Polsce. Dużo zależy od nawożenia.
Zmienia się nie tylko obraz rolnictwa ale też chemii. Przykładem jest wykorzystanie mocznika. Kiedyś był głównie nawozem, teraz ma zastosowanie do celów technicznych, do redukcji tlenków azotu. A rynek reduktantów rozwija się bardzo szybko i wykorzystanie mocznika na cele ograniczania emisji będzie dynamicznie wzrastać.
Ucieka się od dużych nawozów np. saletra amonowa, saletrzak, w kierunku nawozów specjalistycznych. Będzie się coraz więcej wykorzystywało nawozy pod specjalistyczne uprawy.

Czyli chcecie bardziej konkurować jakością niż ceną nawozów?

Ceną zawsze można konkurować ale tylko do pewnego poziomu. Wyznacza ją próg efektywności produkcji firmy. Powiedzmy, że nie wytrzymujemy konkurencji i rezygnujemy z produkcji w Polsce. Czy wtedy polski producent rolny będzie mógł liczyć na ciągłość dostaw, czy rolnicy dostaną nawozy wtedy, gdy będą one potrzebne?Jest rzeczą oczywistą, że na nasze miejsce pojawią się produkty z importu. Jak długo polski producent rolny będzie miał poczucie bezpieczeństwa zakupu tańszych, zakładam równie dobrych dla polskich gleb nawozów, dla produkcji rolnej. Czy zagraniczni producenci nawozów będą zainteresowani rozwijaniem potencjału polskich producentów rolnych? Wydaje się, że krótkookresowe korzyści przysłaniają nam szansę na długookresowy sukces, jakim może być np. stały wzrost eksportu polskich produktów rolno-spożywczych.

Widać to po handlu zbożem, gdzie rynkiem rządzą gracze globalni i rolnicy są uzależnieni od ich polityki. Cena skupu pszenicy skacze z miesiąca na miesiąc z 500 zł do 900 zł - to skutek gry ceną dużych, światowych koncernów.
Gdyby rynek nawozów przejęli międzynarodowi gracze, to mogłoby być podobnie. Można sobie wyobrazić, że nawóz mógłby być elementem gry politycznej i tak dochodzimy do tematu bezpieczeństwa żywnościowego Polski.