Dopłaty do zaolejenia szansą na opłacalność

Obecne realia coraz częściej budzą pytania o opłacalność uprawy rzepaku. Przykładem pogarszającej się sytuacji może być choćby zmiana relacji ceny rzepaku do ceny saletry amonowej od 2020 r., która świadczy o tym, jak pogorszyła się siła nabywcza rzepaku.

Mówiąc o opłacalności uprawy rzepaku zwykle zwracamy uwagę na wysokość plonu. Nadzieją dla producentów mogłoby jednak stać się upowszechnienie dopłat za zaolejenie nasion - gdy trwały ostatnie dyskusje na ten temat, mówiło się o 1–1,5% do ceny wyjściowej za każdy 1% zaolejenia.

Prof. Witold Szczepaniak zwrócił uwagę na ciekawy paradoks: azot to makroskładnik o najsilniejszym działaniu plonotwórczym, ale jednocześnie pogarsza zaolejenie nasion. Istotne jest zatem znalezienie "złotego środka" między wysokością plonu a jego jakością.

- Im wyższe byłyby dopłaty do zaolejenia, tym bardziej warto by było ograniczyć poziom nawożenia, ale pamiętajmy, że bez nawożenia - zwłaszcza azotowego - nie zrealizujemy potencjału plonowania - mówił prof. Szczepaniak.

Jednocześnie ekspert zaznaczył, że do efektywnego pobierania i przetwarzania azotu roślinom niezbędne jest zaopatrzenie w pozostałe makro- i mikroskładniki. Kompleksowe podejście do odżywiania rzepaku wpłynie jednocześnie na poprawę zaolejenia nasion.

Prowadzenie rzepaku z opóźnionego siewu

Firma Rapool prowadzi rozbudowane doświadczenia, dotyczące reakcji rzepaku na termin siewu, analizując plonowanie na plantacjach z terminu optymalnego (w Wielkopolsce ok. 25 sierpnia), opóźnionego (do 10 września) i ultra-opóźnionego (druga połowa września).

Zdaniem Artura Kozery z firmy Rapool nie ma potrzeby, by modyfikować strategię nawożenia na plantacjach rzepaku, założonych do 10 września. Istotna jest tu jednak zasobność, żyzność i odczyn stanowiska.

- Nie chodzi o to, by z założenia opóźniać siew rzepaku. Zdarza się jednak, że w terminie optymalnym nie mamy odpowiednich warunków do siewu, albo po siewie w terminie optymalnym nastąpi zlewny deszcz - wówczas nie jest niczym strasznym, by przystąpić do siewu do 10 września - dodał Artur Kozera.

W poszukiwaniu alternatywnych rozwiązań

W obliczu wysokich cen środków produkcji rolnicy poszukują oszczędności na innych płaszczyznach, m.in. w zakresie uprawy roli i coraz częściej decydują się na mniej energochłonną uprawę pasową. Zdaniem prof. Witolda Szczepaniaka bardzo istotną zaletą systemu strip-till jest możliwość zlokalizowanego aplikowania nawozów na większej głębokości. Ekspert podkreślił, że jednym ze składników, który powinien zostać umieszczony głęboko w glebie, jest fosfor, który stymuluje rozwój systemu korzeniowego.

- W tym roku plony rzepaku były zadowalające mimo nie najlepszych warunków pogodowych - między innymi dlatego, że rośliny były bardzo dobrze ukorzenione. System korzeniowy nie jest nam najbardziej potrzebny jesienią, ale w maju i czerwcu, kiedy brakuje wody w wyższych warstwach gleby. W uprawie pasowej nie mówimy o innym podejściu do ilości nawożenia, ale sposób aplikacji nawozów może mieć duże znaczenie dla przyszłych plonów - mówił prof. Szczepaniak.

Pojawia się również wiele pomysłów na alternatywy dla drogich nawozów - producenci rolni poszukują źródeł składników pokarmowych np. w mieszankach międzyplonowych czy roślinach towarzyszących. Artur Kozera opowiedział o doświadczeniach firmy Rapool, dotyczących wysiewu rzepaku z mieszanką BrassicaPro, w której skład wchodzą w m.in. rośliny motylkowate.

- Głównym zadaniem mieszanki jest poprawa struktury gleby i pobudzenie jej życia biologicznego, ale dzięki udziałowi roślin bobowatych możliwe jest magazynowanie składników pokarmowych, głównie azotu. Taka mieszanka jest w stanie zgromadzić do zimy 30 kg azotu, z którego część będzie wiosną już dostępna dla rzepaku, a pozostała część dla roślin następczych - mówił Artur Kozera.

Czy oszczędzać na mikroelementach?

Zdaniem prof. Witolda Szczepaniaka dokarmiania mikroelementami nie możemy traktować jako zbędnego wydatku, gdyż te składniki są dopełnieniem całej strategii nawożenia.

- To, że mikroelementy są pobierane przez rośliny w mniejszych ilościach, nie znaczy, że nie są potrzebne. Bez mikroelementów możemy w skrajnych sytuacjach stracić kilkadziesiąt procent plonu, bo o plonie decyduje składnik, który jest w minimum- zaznaczył nasz rozmówca.

Ekspert zaznaczył, że z uwagi na niską zasobność gleb polskich w bor, właśnie ten mikroelement powinien być traktowany priorytetowo. Podkreślił także znaczenie radziej przywoływanego pierwiastka, jakim jest żelazo. Zapotrzebowanie roślin na ten składnik jest wysokie, wysoka jest też jego zawartość w glebie, ale bywają scenariusze, w którym musimy poszukiwać go w nawozach - przede wszystkim wtedy, gdy pH gleby kształtuje się na poziomie 7,0 i wyższym.