Kilka miesięcy temu, dokładnie w październiku ubiegłego roku, opublikowany został artykuł na temat aktualnej strategii rolników dotyczącej zakupu nawozów. Temat był szeroko przez Was komentowany.

Przez ten czas wiele się zmieniło. Zagadnienia te są nadal tematem numer jeden nie tylko wśród rolników, ale chyba wszystkich osób związanych z branżą. Za kilka tygodni pierwsze rozsiewacze wyjadą w pola. Najpierw to będą nawozy niezawierające azotu (np. kizeryt, sól potasowa). Jeśli pogoda na to pozwoli, prawdopodobnie z dniem 1 marca (nic nie wskazuje, by  termin uległ zmianie), rolnicy będą mogli już aplikować azot. Niestety nie wszyscy gotowi są do sezonu. Nie wszyscy zaopatrzyli się w towar. Rolnicy zapowiadają, że skrupulatnie i oszczędnie podejdą do tematu. Co więcej rolnicy, którzy postawią na kupno nawozów na ostatnią chwilę, mogą być rozczarowani. Nie tylko dotyczy to sygnałów o nienajlepszej w niektórych regionach dostępności wybranych produktów. Przewidywany jest także problem z ich dystrybucją, ze względu na ograniczoną możliwość przewozu towaru do miejsca docelowego. 

Będę ograniczać dawki pod uprawy

Artur Żabierek gospodaruje wraz z rodzicami na areale 40 hektarów w
województwie wielkopolskim, gdzie uprawia zboża oraz kukurydzę na kiszonkę, utrzymuje także trwałe użytki zielone. Dodatkowo w gospodarstwie prowadzony jest chów ponad pięćdziesięciu sztuk bydła mlecznego.

- Na wieść o rosnących cenach nawozów w zeszłym roku zakupiłem około 5,5 tony nawozu NPK, dysponuję także dwuipółtonowym zapasem mocznika, na wiosnę dokupię go maksymalnie tonę. Nie zamierzam już zaopatrywać
się w nawozy wieloskładnikowe, bo zwyczajnie mnie na to nie stać. W tym roku w porównaniu do lat poprzednich zastosuję bardzo „okrojone” dawki nawozów mineralnych. Dla porównania: w latach poprzednich dysponowałem ok. dziesięcioma tonami nawozów NPK i około ośmioma tonami nawozów azotowych, a gospodarowałem na mniejszym areale niż obecnie. Dodam, że nawóz zakupiony przeze mnie w tym roku, gdy ceny poszybowały w górę, ma słabszy skład niż te, które wybierałem zwykle.

Zapłaciłem za niego 2500 zł/t i to przy ilościach całosamochodowych, a jego lepszy jakościowo odpowiednik w zeszłym roku kosztował około 1800 zł/t. Liczę się z niższymi plonami w 2022 r., ale na szczęście mam spory zapas paszy dla bydła. Dzięki bydłu dysponuję obornikiem oraz gnojówką, które skrupulatnie w tym roku wykorzystam. Zastanawiam się nad zakupem gnojowicy, choć ceny nawozów naturalnych także rosną. W mojej ocenie powiedzenie, że „od myszy po cesarza – każdy żyje z gospodarza” sprawdza się niestety na każdym kroku i nawet jeżeli ceny nawozów u producentów spadną, to i tak pośrednicy będą starali się je windować. Na tej sytuacji ucierpią głównie małe gospodarstwa, które produkują żywność wysokiej jakości.

Artur Żabierek
Artur Żabierek

Dużo zależy od ceny za płody rolne

Odmiennego zdania jest Krzysztof Bogacz gospodarujący w powiecie oleśnickim (woj. dolnośląskie) zajmujący się produkcją roślinną (pszenica, jęczmień, pszenżyto, rzepak, kukurydza) i zwierzęcą. 

-Jeśli chodzi o nawozy azotowe to na ten moment mamy w gospodarstwie zamówione 24 tony saletry, która zastosowana będzie pod zboża ozime oraz rzepak. Jest to około 90% zapotrzebowania naszego gospodarstwa na ten nawóz, ale taka ilość niemal w pełni zabezpiecza nasze oziminy jeśli chodzi o ich nawożenie. Saletra zamówiona była w cenie 2890 netto na początku grudnia, ale cena ta została wynegocjowana na termin wrześniowy. Jak się później okazało - dobrze, ze z zakupem nie czekaliśmy dłużej, ponieważ po Bożym Narodzeniu nastąpiły kolejne podwyżki. Patrząc z perspektywy czasu szkoda tylko, ze nawozu nie zamawialiśmy w okresie żniw - kto mógł jednak wtedy przewidzieć ze 2 tysiące za tonę to tylko początek podwyżek. W naszym gospodarstwie będziemy jeszcze potrzebowali saletry na użytki zielone - tu będą mniejsze ilości i zakupimy resztę z początkiem wiosny.
W części mamy również zakupiony nawóz pod kukurydzę - fosfor oraz potas. Jak dotąd nie zdecydowaliśmy się na zakup mocznika, ale pomimo wysokich cen jego zakup będzie konieczny. Spoglądamy z niepokojem na sytuację na rynku nawozów – tak naprawdę, przy takich cenach nawozów, najważniejsza będzie teraz cena w żniwa. Jeśli stawki za zboże i rzepak spadną, to dołożymy do produkcji bardzo dużo. Nie ma natomiast mowy o znacznym krojeniu azotu – ziemi nie oszukamy.

Znacznie spada opłacalność uprawy ziemniaka oraz buraka cukrowego

Ewa i Michał Kwiatkowscy prowadzą w powiecie wąbrzeskim w województwie kujawsko-pomorskim gospodarstwo specjalizujące się w produkcji roślinnej na areale 92ha. Uprawiają ziemniaki, buraki cukrowe, pszenicę i rzepak.

Kupując w sierpniu 2021 nawozy pod rzepak obserwowali znaczny wzrost cen z tygodnia na tydzień. Zaznaczają, że nie był to dobry moment zakupy - płody rolne z sezonu 2020/21 nie były jeszcze sprzedane, a ceny nawozów utrzymywały się na wysokim poziomie. Zazwyczaj nawozy potrzebne wiosną kupowali w listopadzie, jednak tym razem, po kilku tygodniach obserwacji systematycznego wzrostu cen postanowili zaryzykować i dokonać zakupu we wrześniu. Nie wiedzieli jeszcze czy to dobra decyzja- równie dobrze ceny mogły wkrótce spaść, a to oznaczałoby stratę.

W połowie września podjęli ryzykowną decyzję, dzięki której udało im się zabezpieczyć potrzeby nawozowe na cały sezon w blisko 100%. Zapas azotu oceniają na 80%, ale do czasu kiedy będzie potrzebna pozostała część- pogłówne dawki stosowane w ziemniakach i burakach- liczą na spadki cen. Biorą też pod uwagę zmniejszenie dawki na stanowiskach, które będą się charakteryzowały najlepszą zasobnością dzięki wysianym międzyplonom. Państwo Kwiatkowscy kupili saletrę po 1440zł/t netto, mocznik po 1980zł netto/t, kizeryt po 1320zł netto/t, nawóz wieloskładnikowy (PK 16:32) po 1760.

Zaznaczają, że w obecnej sytuacji mimo wysokich cen złym pomysłem byłoby zmniejszanie startowej dawki azotu, gdyż bezpośrednio wpływa ona na wielkość plonu. Gdyby nie mieli zapasu nawozów, kupiliby w najbliższym czasie fosfor i potas, w przodku których raczej nie spodziewają się spadków cen oraz azot na pierwszą dawkę. Podkreślają, że warto przeliczać ceny nawozów na czysty składnik, dzięki czemu stają się one bardziej miarodajne i można wybrać faktycznie tańszy nawóz. Zdaniem Państwa Kwiatkowskich bardzo ważne jest badanie zasobności gleby, stosowanie międzyplonów i pozostawianie na polu resztek pożniwnych, a w konsekwencji dostosowanie nawożenia do faktycznych potrzeb. Obecnie, pomimo tego, że potrzeby nawozowe gospodarstwa są w znacznym stopniu zabezpieczone na ten sezon, Państwo Kwiatkowscy z niepokojem patrzą na wzrost cen środków produkcji, ponieważ specjalizują się w uprawie ziemniaka, w przypadku którego nie można mówić o proporcjonalnym wzroście cen skupu surowca, jak ma to miejsce w przypadku rzepaku czy pszenicy. Posobna sytuacja dotyczy uprawy buraka cukrowego.

Ewa i Michał Kwiatkowscy
Ewa i Michał Kwiatkowscy

Zwlekanie z zakupem nie było dobrą decyzją

Rafał Popielec prowadzi gospodarstwo rolne o powierzchni blisko 50 hektarów na Zamojszczyźnie. Posiada grunty orne dobrej jakości, klasy 2, 3a i 3b. Uprawia pszenicę ozimą, jęczmień ozimy i jary, rzepak ozimy, kukurydzę, tytoń oraz maliny. Ma także 25 sztuk bydła opasowego.

-Ceny nawozów w ubiegłym roku zaskoczyły nas, tak jak chyba większość rolników w Polsce. Długo zwlekaliśmy z zakupami mając nadzieję na obniżkę ceny. Niestety wraz z upływem czasu ową nadzieję traciliśmy. Zrozumieliśmy, że zwlekanie z zakupami było błędem. Przewidując silny wzrost cen po nowym roku, w połowie grudnia postanowiliśmy zakupić nawozy w lokalnym punkcie. Saletrosan w cenie 2611 zł netto, Zaksan 2648 zł netto, Polifoska 6 2666 zł netto. Ze względu na wysokie ceny nawozów postanowiliśmy zmniejszyć dotychczas stosowane dawki azotu, lecz postaramy się zachować przyzwoity poziom plonowania i maksymalnie wykorzystać posiadany nawóz. Przed ruszeniem wegetacji pobierzemy próby glebowe na zawartość azotu w glebie. Badania pokazują, że w przypadku pszenicy ozimej największe działanie plonotwórcze mają dawki azotu na poziomie 120-130 kg. Takie też zamierzamy zastosować. W przypadku rzepaku ozimego również planujemy zastosowanie mniejszych niż przeważnie dawek – na poziomie 150 kg azotu. Dodatkowo w pierwszej dawce zapewnimy naszym roślinom odpowiednią ilość siarki, gdyż każdy jej niedobór silnie odbija się na wykorzystaniu azotu oraz jakości nasion. Większość nawozów mamy zgromadzone. Rozważamy jeszcze zakup soli potasowej, aby skorzystać ze zjawiska synergizmu między azotem i potasem. Jeżeli ceny znacząco spadną, a przebieg pogody będzie optymalny dokupimy nawóz na trzecią, jakościową dawkę w zbożach. Jeżeli cena nie zmieni się zastosujemy tylko dwie dawki. Brakuje nam też siarczanu potasu koniecznego w uprawie tytoniu. Niestety na chwilę obecną jest nieosiągalny, a ostatnie grudniowe ceny opiewały na blisko 5000 zł/t.

Kupiłem większość nawozów przed podwyżkami

Krzysztof Krzak również z powiatu oleśnickiego  (woj. dolnośląskie) zajmuje się samą  produkcją roślinną - pszenica, rzepak, kukurydza i ziemniak jadalny.

-W moim gospodarstwie już od wielu lat, nawóz azotowy oraz NPK jest kupowany między czerwcem a wrześniem. Nigdy nie była to zła decyzja, jak widać w tym roku miała ona gigantyczne znaczenie w finalnym bilansie ekonomicznym gospodarstwa. Widząc co dzieje się na rynku nawozów, przyśpieszyłem decyzję o pozostałych zakupach (siarka, potas, fosfor)
Azot w postaci RSM 32% kupiłem za 1230 zł netto, natomiast Polifoskę 6 za 1740 zł netto. W tym sezonie nawożenie nie będzie się różnić od lat poprzednich, będzie dostosowane do wyników prób glebowych, oraz do potencjalnego plonu. Mimo wszystko z ogromnym niepokojem patrzę na obecną sytuację na rynku nawozowym. Dla wielu "kolegów po fachu" jest to bardzo ciężki czas. Myślę że nikt, nawet zaopatrzony na ten sezon w nawozy, nie może być spokojny. Zbliża się termin aplikacji, nawozy wylądują na polach, stoimy zatem przed kolejnymi zakupami. Oby sytuacja szybko wróciła do normalności.