• Zasady przyznawania dopłat do nawozów są zbyt zagmatwane, a stawki nie odzwierciedlają realnych cen – zauważa Juliusz Młodecki.
  • Prezes KZPRiRB twierdzi, że rząd musi zapewnić rolnikom warunki do produkcji i bezpieczeństwo finansowe. 
  • Strategia Od pola do stołu powinna być, zdaniem Młodeckiego, zaniechana na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego.

– Według danych Ministerstwa Rolnictwa za nawozy trzeba dziś zapłacić dwukrotnie więcej, niż przed rokiem. Chciałbym znaleźć punkt, który sprzeda mi nawozy azotowe w cenie o 100 procent wyższej, niż przed rokiem. Rok temu było to 1200 zł, gdzie kupię azot po 2400 zł? – zapytał wczoraj na posiedzeniu sejmowej komisji rolnictwa prezes Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych, Juliusz Młodecki.

Prezes i rolnik zarazem krytycznie odniósł się również do rządowego rozporządzenia, przewidującego wypłatę rolnikom dopłat do zakupu nawozów.

– Nie jestem optymistą, jeśli chodzi o pomysł i zasady tych dopłat. To jest coś, co wzburzy wieś – stwierdził. – To jest zbyt pogmatwane jeśli chodzi o chodzi o zasady i kryteria, bo po pierwsze - do 50 ha, po drugie – faktury, po trzecie – od 15 września, no i stawka 250 lub 500 zł. Nikt nie będzie wiedział, czy i ile dostanie tej dopłaty. Poza propagandowym wymiarem ta dopłata żadnego praktycznego znaczenia nie będzie miała – stwierdził Młodecki.

Prezes KZPRiRB wytknął również, iż nietrafiony jest argument resortu rolnictwa, że spółki nawozowe są spółkami prawa handlowego i musiały się kierować w działaniu prawami ekonomii, a rząd nie miał prawa w ich decyzje ingerować.

– Ja rozumiem, że spółki muszą działać w warunkach rynkowych, tylko że od kilku miesięcy to nie są już normalne warunki rynkowe, bo embargo, bo odcięcie dostaw, itd. – zauważa Młodecki. – Właśnie słyszymy, jak Orlen chwali się zyskami za ubiegły rok, które biją historyczny rekord. Za chwilę tak samo pochwalą się pewnie spółki nawozowe, ale jak to się ma do zaopatrzenia polskich rolników w nawozy? – zapytał rolnik.

Młodecki zwrócił również uwagę na brak działań długofalowych ze strony rządu, w zakresie sytuacji nawozowej.

– Za chwilę staniemy przed problemem zaopatrzenia w nawozy na kolejny sezon. Jeśli sytuacja się utrzyma, jako pierwsze "po nóż" pójdą nawozy potasowe i fosforowe, w związku z brakami surowców, potem również azotowe. To pociągnie za sobą ubożenie gleb i pomniejszenie plonów – zauważył prezes Zrzeszenia.

W opinii Juliusza Młodeckiego, rząd winien pilnie zweryfikować realizowane w rolnictwie strategie i zająć się przede wszystkim zapewnieniem bezpieczeństwa żywnościowego.

– Trzeba mocno zastanowić się nad strategią "Od pola do stołu", bo zakładane w niej zmniejszenie zużycia nawozów możemy w obecnej sytuacji osiągnąć bardzo szybko, ale jakie będzie to miało skutki? – stwierdził. – Trzeba teraz myśleć o bezpieczeństwie żywnościowym kraju i bezpieczeństwie finansowym gospodarstw, a nie celach ekologicznych. Strategia "Od pola do stołu" powinna zostać odłożona do czasu, aż sytuacja się ustabilizuje. Rolnicy nie maja dziś żadnej gwarancji, że ceny płodów rolnych po żniwach zrekompensują im ponoszone dziś horrendalne koszty produkcji – dodaje.