Duże koszty tradycyjnej uprawy roli związane z pracochłonnością oraz wyższym zużyciem paliwa spowodowały wzrost zainteresowania alternatywnymi sposobami uprawy bezpłużnej. Jednocześnie nie ma jakichkolwiek krajowych zaleceń nawozowych dla tych metod, dotyczących zarówno wielkości dawek nawozowych, jak i techniki ich stosowania.

Powszechnie stosowaną metodą wprowadzania stałych nawozów mineralnych jest siew rzutowy na całą powierzchnię pola. O ile w przypadku uprawy płużnej nawóz dostaje się na pewną głębokość, to w wypadku uprawy uproszczonej wprowadzany jest bardzo płytko, lub wręcz pozostaje na powierzchni gleby - uprawa zerowa. W konsekwencji lokalizowane są bardzo płytko. Dotyczy to szczególnie fosforu, który jest gorzej rozpuszczalny niż np. azot, słabo migruje w głąb profilu glebowego i łatwo ulega uwstecznieniu. Rozwiązaniem mogłoby być nawożenie zlokalizowane, polegające na umieszczeniu nawozu wgłębnie pod nasionami lub obok rzędu nasion, co ułatwia młodej roślinie szybkie dotarcie korzeniami do składników pokarmowych. Metoda ta pozwala również na ograniczenie zmywów powierzchniowych nawozów do wód oraz mniejsze uwstecznianie fosforu.

W USA i Kanadzie wykonano szereg prac dotyczących skuteczności nawożenia zlokalizowanego rzędowo-wgłębnego. Efekty badano przy różnych sposobach uprawy roli i dla różnego rodzaju nawozów: potasowych, fosforowych oraz wieloskładnikowych (NPK). Opublikowane wyniki wskazują na dużą skuteczność tej metody, przejawiającą się wyższym plonowaniem roślin, w stosunku do tradycyjnego nawożenia powierzchniowego. Autorzy prac zwracają też uwagę na większe wykorzystanie składników pokarmowych z nawozów, a tym samym na możliwość ograniczenia ich dawek. W przypadku fosforu, można ją zmniejszyć nawet o 2/3. Badań krajowych weryfikujących te wyniki wykonano mało. Wydaje się, że powinny być szerzej prowadzone ze względu na specyfikę polskich gleb (odczyn, kategoria agronomiczna, zasobność itd.), klimat oraz odmienność uprawianych gatunków i odmian.

Gdy badania naukowe nie nadążają za praktyką, rolnicy starają się znaleźć wyjaśnienia na własną rękę. Jednym z takich prekursorów stosowania nawożenia wgłębnego jest Wiesław Gryn spod Zamościa.

W znacznym stopniu skorzystał z wzorców amerykańskich - podczas wyjazdu do USA przyjrzał się pracy skonstruowanych do tego maszyn i po powrocie do domu zbudował taką sam. Jej budowę i zasadę działania prezentowaliśmy. Przypomnę tylko w skrócie, że przeznaczona jest do pasowej uprawy gleby pod uprawy szeroko rzędowe. Za jednym przejazdem dokonywane jest wzruszenie gleby w pasie siewnym, wgłębna aplikacja nawozów i siew np. kukurydzy.

FARMER: Co skłoniło Pana do wprowadzenia uproszczonej uprawy gleby i opracowania specyficznego systemu nawożenia?

Wiesław Gryn: To efekt wiedzy, doświadczenia i wieloletniej obserwacji roślin oraz ich otoczenia.

Zadam proste i z pozoru nie związane z nawożeniem pytanie. W którym miejscu najszybciej spróchnieje kołek od płotu? Tam, gdzie styka się z ziemią. Dlaczego? Ponieważ w tym miejscu panują najbardziej sprzyjające warunki do mineralizacji. Próchnienie drewna to przecież mineralizacja. Jaki z tego wniosek? Pozostająca po żniwach materia organiczna nie powinna być worywana, lecz płytko wymieszana z glebą. Przyroda sama daje odpowiedź na Pana pytanie.

FARMER: Natomiast wdrożenie nawożenia wgłębnego nie jest już tak oczywiste.

WG: Przeciwnie. To konsekwencja zastosowania uproszczeń w uprawie. Znowu spytam: Co się dzieje po kilku latach ich stosowania? Jaki jest rozkład składników mineralnych w glebie? Kumulują się w płytkiej warstwie powierzchniowej. Doprowadza to do sytuacji, w której system korzeniowy jest płytki, słabo kotwiczy rośliny, a w wypadku braku opadów, bardzo szybko zaczyna brakować wody. Należy zatem tak pokierować nawożeniem, aby doszło do głębokiej penetracji gleby przez system korzeniowy.

FARMER: Zastosował Pan w tym celu nietypowe rozwiązanie.

WG: Może i tak, ale sprawdza się doskonale. Nawozy mineralne wprowadzane są na dwie głębokości.

Pierwsza redlica nawozowa umieszcza azot, część dawki fosforu i wszystkie mikroelementy na głębokość 20 cm. Druga opuszczona jest na 35 cm. Tam trafia potas i reszta fosforu. Dodam, że wapnowanie również realizuję w ten sposób, przy czym nie stosuję go klasycznie raz na kilka lat, lecz co roku w ilości ok. 300 kg CaO/ha.

Wymuszam w ten sposób na korzeniach podążanie za składnikami odżywczymi głęboko w glebę. Na efekty nie narzekam. Jako przykład podam sytuację z lipca ubiegłego roku. Panujące wówczas temperatury spowodowały, że kukurydza na polach sąsiadów "gotowała się", zwijała liście, dążąc do ograniczenia transpiracji. Moja zachowywała się normalnie, bo czerpała wodę z głębokości ponad metra. Tam jej nie brakowało.

FARMER Mikroelementy do gleby, a nie drogą nalistną?

WG: Oczywiście. W jakim celu rośliny wykształciły korzenie? To najbardziej naturalny sposób odżywiania roślin. Poza tym, muszę dbać o glebę jako warsztat pracy. Nie mogę ograniczać się wyłącznie do makroskładników.

Trzeba wziąć pod uwagę niewidzialny świat organizmów glebowych. One mi miedzi, cynku czy manganu nie ukradną. Na moment wbudują w swoje ciało, aby za chwilę obumrzeć i oddać wszystko.

Ze schematu doglebowego podawania mikroelementów wyłamuje się tylko bor, który uzupełniam w rzepaku wiosną nalistnie.

FARMER: Jak zmiana systemu uprawy wpłynęła na glebę?

WG: Wyraźnie zmieniły się jej właściwości fizyczne.

Stała się pulchna, poprawiły się stosunki powietrzno- -wodne. Nie występuje podeszwa płużna. Badania próbek wykazują wzrosty zasobności w potas, fosfor. Odczyn w zależności od pola mieści się w przedziale 5,8-6,2. Same zalety.

FARMER: Jak wprowadzone zmiany wpłynęły na plonowanie?

WG: Są wyższe i zdecydowanie bardziej stabilne w latach. Każdego roku mogę liczyć na średnio: 4 t rzepaku, 8 t pszenicy ozimej i 10 t ziarna kukurydzy. Muszę jednak przyznać, że istotnym elementem wpływającym na plony jest dobra jakość posiadanych gleb.

FARMER: Dziękuję za rozmowę.