Uważa się, że obserwowany obecnie wysoki poziom cen nawozów wywołany został przez trzy czynniki. Pierwszym są gwałtownie rosnące ceny energii (ropy naftowej i gazu ziemnego), które zwyżkują wraz z notowanym ożywieniem gospodarki światowej. Wzrosły więc koszty produkcji nawozów. Drugim czynnikiem są przerwane łańcuchy dostaw (w tym też zatory) w związku z ograniczeniami wywozowymi lub wyższymi taryfami wywozowymi – jak np. w Chinach. Problem ten powoduje zarówno niedobory na rynkach, jak i eksplodujące koszty transportu, a tym samym wyższe ceny nawozów dla konsumentów końcowych.

Trzecim czynnikiem są wysokie ceny zbóż i nasion oleistych, które zwiększyły popyt ze strony rolnictwa w wielu krajach, takich jak USA, Brazylia, Rosja i Chiny. A to – jak się można domyślać – również wpłynęło na wzrost cen nawozów.

Analitycy uważają, że obserwowana sytuacja z cenami nawozów utrzyma się jeszcze przez blisko rok. Dopiero wtedy łańcuchy transportowe powinny zacząć znów prawidłowo funkcjonować, a ceny nawozów spadać. Wpływ na to będzie miała też spodziewana… zwiększona podaż. Tak jak w każdej innej sytuacji, prędzej czy później bowiem wysokie ceny danego towaru powodują wzrost jego podaży.

Pytanie: co mają jednak w tej sytuacji robić rolnicy? Kupować czy czekać? Za chwilę skończą się żniwa i zaczną przygotowania do nowych zasiewów. Redakcja farmer.pl poprosiła pod koniec lipca czytelników o udział w sondzie nt.: Ceny nawozów mineralnych znacznie wzrosły. Co zamierzasz w tej sytuacji zrobić?

Okazuje się, że zdecydowana większość głosujących – 65 proc. – w tej sytuacji po prostu obniży wielkość planowanych nawozowych zakupów. To głównie ci rolnicy, którym pozwoli na to wolumen posiadanych zapasów. 17 proc. respondentów stwierdziło, że w ogóle zrezygnuje z zakupu nawozów i tym samym zmieni profil produkcji roślinnej na bardziej ekologiczny. 6 proc. rolników, którzy zdecydowali się wziąć udział w sondzie farmer.pl, zadeklarowało, że spróbuje zintensyfikować produkcję inaczej, m.in. poprzez wyższe nawożenie mineralne. Tylko 12 proc. głosujących przyznało, że utrzyma dotychczasowy poziom zakupów nawozów.

Jak wiadomo, nawożenie jest ważnym czynnikiem decydującym o uzyskaniu nie tylko wysokiego, lecz także wartościowego biologicznie plonu. Biorąc pod uwagę powyższe deklaracje rolników, wychodzi na to, że czeka nas rok ewidentnej zniżki w plonach i jakości zbiorów. A więc już niebawem, prędzej, niż to zakładano, odczujemy przedsmak tego, co nas czeka, jeśli nasz kraj zacznie realizować założenia strategii „Od pola do stołu”. Przypomnijmy – chodzi m.in. o wymóg ograniczenia do 2030 r. stosowania nawozów o co najmniej 20 proc. Chcą czy nie chcą, polscy rolnicy przechodzą właśnie na ekologiczną stronę mocy!  

Wiesław Gryn, powiat zamojski, woj. lubelskie; powierzchnia gospodarstwa: ok. 300 ha; produkcja roślinna: pszenica ozima, rzepak ozimy, kukurydza

Ceny nawozów mineralnych bardzo wzrosły. To fakt, ale są one do akceptacji, o ile utrzymają się obecne wysokie ceny skupu ziarna zbóż i nasion rzepaku. Jeśli za tonę pszenicy będą płacili po 900-1000 zł, to w porządku. Jest jednak obawa, że ceny się nie utrzymają, a to załamie opłacalność uprawy. Taki rozwój wypadków jest niestety bardzo realny.

Krajowi producenci nawozów powinni ograniczyć swoje apetyty finansowe. Kilka lat temu byłem na wystawie rolniczej w Niemczech i zobaczyłem, że nasze nawozy są tam oferowane po cenach niższych niż w Polsce. To pokazuje, jak ich producenci szanują polskich rolników i chcą zarobić na nich maksymalnie. Ciekawe, jak postąpią Rosjanie. Na razie ich szersze wejście z nawozami na nasz rynek wstrzymują cła, ale to są tak duzi gracze w branży, że można się spodziewać nieoczekiwanych posunięć z ich strony.

Póki co staram się ograniczyć skutki wzrostu cen poprzez grupowe zakupy. W kilkanaście osób kupiliśmy 15 tirów nawozów wieloskładnikowych. Nawozy pójdą pod przyszłoroczne uprawy. Oszczędności na zakupie nie porażają, ale grosz do grosza i to zawsze coś. Na przyszłość po pierwsze na pewno ograniczę wysokość nawożenia mineralnego, a po drugie będę dążył do jeszcze bardziej precyzyjnego stosowania nawozów.

Stanisław Kacperczyk, woj. mazowieckie, prezes Polskiego Związku Producentów Roślin Zbożowych 

Sonda „Farmera” pokazała to, co według mnie było do przewidzenia. W obliczu relatywnie wysokich i wciąż rosnących cen nawozów i co więcej, bardzo ograniczonej ich podaży, rolnicy po prostu ograniczają zakup tego środka produkcji, a także jego stosowanie. To zjawisko obserwuję też wśród moich sąsiadów i u innych rolników, z którymi rozmawiam. Dodatkowo – jak widzę – rośnie poziom irytacji rolników w związku z tym, co się dzieje na rynku nawozów. Być może napięcie to w przyszłości nieco rozładują wyższe ceny za zboża, ale czy tak będzie na pewno – nikt nie wie. Nic dziwnego, że w tych okolicznościach rolnicy szukają oszczędności poprzez zmniejszenie ilości stosowanych nawozów mineralnych. W najgorszym położeniu są ci, którzy stosowali ich mało, a teraz w ogóle zaprzestaną stosowania, co w zderzeniu z sytuacją, gdy praktycznie nie mamy hodowli w gospodarstwach – i nie ma czym bilansować nawożenia mineralnego – będzie rodzić ogromne problemy. Niestety, to się odbije w przyszłości na plonach. W mojej ocenie jest to sytuacja niebezpieczna i nie służy rozwojowi rolnictwa.

Mam nadzieję, że rolnicy zmuszeni sytuacją wysokich cen nawozów bardziej racjonalnie podejdą teraz do ich stosowania, wykorzystując szerzej badanie gleby na zawartość składników i dostosowując dawkę nawozów do potrzeb gleby. Ja w swoim gospodarstwie praktycznie co roku wykonuję taką analizę gleby, a w tym roku podejdę do tego z jeszcze większą determinacją. Cały plan nawożenia oprę na stwierdzonej w ten sposób zawartości składników w glebie, oczywiście przy wcześniejszym, odpowiednim zadbaniu o pH. Nie będę robił nic na zapas w kontekście nawożenia.

Rafał Perlik, powiat: bydgoski, woj. kujawsko-pomorskie;
powierzchnia gospodarstwa: 120 ha; produkcja roślinna: zboża kłosowe, kukurydza na ziarno, rzepak ozimy, burak cukrowy

Ceny za nawozy galopują i niestety w tym sezonie prawdopodobnie obniżę dotychczasową wielkość zakupu. Póki co kupiłem tyle, aby wystarczyło mi pod zasiew ozimin. Nie nawożę w ciemno. Często robię badania glebowe. Wykonałem je także w tym roku. Na ich podstawie wiem, że moje gleby są zasobne w fosfor. Z pewnością na tym składniku będę chciał nieco zaoszczędzić, a wiadomo, że ten składnik jest relatywnie najdroższy, jeśli chodzi o podstawowe makroelementy. Zamiast drogich nawozów wieloskładnikowych pod oziminy szykuję sól potasową, trochę azotu i być może startową dawkę łatwo dostępnego fosforu. Nie łudzę się, że nawozy wyraźnie stanieją, zwłaszcza że ceny płodów rolnych (zboża, rzepak) kształtują się póki co przyzwoicie, stąd rolnicy i tak przystąpią do zakupów – nie mają przecież wyjścia. Na pewno rynek będę obserwował, bo muszę jeszcze kupić nawozy na sezon wiosenny pod burak cukrowy i kukurydzę. Pomimo planowanych mniejszych zakupów nie obawiam się obniżki plonowania roślin. U nas w dużej mierze decyduje o tym pogoda, a dokładniej ilość i rozkład opadów. Gospodaruję w regionie z cyklicznymi suszami i nawet w tym roku, w którym słyszy się o lokalnym nadmiarze opadów, nasze uprawy okresowo wyraźnie odczuły ich brak. Wysokość dawek nawozów, zwłaszcza stosowanych pogłównie, modyfikuję na bieżąco i często ustalam na podstawie potencjału plantacji, a to mogę stwierdzić dopiero na określonych etapach wegetacji.