Azot jak oferty last minute

Takich problemów na rynku nawozowym nie było nigdy. Rolnicy zastanawiają się czy to faktyczny problem podyktowany brakami surowców czy też świadoma gra z plantatorami. Fakt jest jednak taki, że towaru jest bardzo mało.

Ceny saletry amonowej już jakiś czas temu przekroczyły 4000 zł/t. Zaksan 33,5% w cennikach w ostatnim tygodniu wyceniany był na kwoty 4400 - 4600 zł/t. Pomijając kwestię opłacalności zakupu w tym momencie - nawet chcąc zamówić nawóz niekoniecznie można to zrobić. Towar pojawia się w ofertach dystrybutorów na kilkanaście minut i znika. Jest to spowodowane bardzo małą ilością nawozu.

Firma otrzymuje pulę produktów, a ta wyprzedaje się w oka mgnieniu. Zamówienie nawozu jest zadaniem bardzo trudnym, porównywalnym chyba do zakupu węgla na stronach PGG.

O ile w latach poprzednich różnice w ofertach dystrybutorów np. w cenach saletry były niewielkie, rzędu 5 - 20 zł na tonie, to teraz ceny odnotowują ogromny "rozjazd". Pomiędzy jedną, a drugą firmą dystrybucyjną nawet 200 - 300 zł/t. Niemniej jeśli ktoś jest chętny i gotowy finansowo do zakupu nawozów azotowych, to bardziej niż cena, liczy się obecnie dostępność towaru.

W niektórych firmach dystrybucyjnych od około 2 tygodni można pozyskać informacje, że "nawozu na ten moment nie ma, nie zamawiamy, nie wiemy co będzie". Kolejny problem to gwarancja ceny. Znamy już tę sytuację z sezonu 2021/2022. Towar zamawiany w niższych cenach dojeżdżał z dużymi opóźnieniami, a niektóre firmy przerzucały różnicę w cenie na barki klienta. Często rolnik nie miał wyjścia i akceptował to rozwiązanie, ponieważ "azot" dojeżdżał na ostatnią chwilę i nie było już czasu na poszukiwanie nowego. Poza tym i tak był on już znacznie droższy.

Czy zamawiając azot teraz ktoś zagwarantuje ceny? Teoretycznie tak powinno być i uczciwe firmy powinny gwarantować wycenę z dnia zamówienia lub w przypadku bardzo wysokich korekt cenowych próbować ewentualnie rozwiązać problem wspólnie z klientem zamiast przerzucać na niego różnicę w cenie. Jak wyjdą z tego firmy, jeśli nawóz dojedzie dopiero za kilka miesięcy a towar znów znacznie podrożeje i różnica będzie dotyczyła nie 200 - 300 zł a np. 1000 zł?

NPK z problemami

Problem dotyczy nie tylko azotu. Wielu rolników nie otrzymało do gospodarstw wciąż nawozów wieloskładnikowych z przeznaczeniem pod rzepak. Z rynku dochodzą głosy, że nawozy zamówione na początku lipca wjeżdżają już do gospodarstw, ale tutaj również sytuacja jest nieciekawa.

W kilku miejscach otrzymaliśmy informacje, że zamówiona Polifoska 6 jest zamieniana na Polifoskę 8, gdyż ta pierwsza może nie dojechać na czas. Wiele zamówień nawozów NPK składanych w tym tygodniu nie dotrze do gospodarstw wcześniej niż pod koniec września. Czyli na ostatnią chwilę przed siewem ozimin. 

Na rynku nawozów nie przewidzimy nic

Co będzie dalej? Czy nawozy wrócą do normalnych cen, a ich rzeczywista wartość zostanie urealniona? Tego nie powie nikt. Czy towaru faktycznie może zabraknąć w pewnym momencie na rynku całkowicie? Zapewne nie, choć nie można wykluczać takiej ewentualności. Jaką strategię przyjąć w takiej sytuacji? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bo i nie wiemy co przyniesie czas na ryku nawozowym. 

Niektóre gospodarstwa, przewidując niestety jeszcze gorszą sytuację na rynku surowców, zakupiła choć część zapotrzebowania wiosennego na nawozy, bazę startową na "pierwszy strzał". W chwili obecnej jedyny pewny towar to ten, który mamy w gospodarstwie i czeka na wiosnę.