Zima jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa, przed nami zapowiedziana kolejna fala mrozów, ale rolnicy już mocno myślą o zaplanowanych na ruszenie wegetacji zabiegach nawozowych. Od bieżących bowiem decyzji w dużej mierze zależą dalsze losy ozimin.

Jedno jest pewne, słabe zboża ozime, głównie te z opóźnionego terminu, których w tym sezonie mamy wyjątkowo dużo, potrzebują uderzeniowej i jak najszybciej podanej dawki azotu. Takie postępowanie wspomoże kontynuację procesu krzewienia i wyprodukowanie relatywnie jak największej liczby pędów kłosonośnych.

Szybkiej interwencji nawozowej potrzebuje także rzepak, który w wielu miejscach mógł zostać uszkodzony przez mróz. O ile nie znamy jeszcze stanu przezimowania ozimin, o tyle pewnym jest, że silne styczniowe mrozy, zwłaszcza w rejonach, gdzie w tym okresie nie było dostatecznie grubej pokrywy śnieżnej, przyczyniły się do tego, że oziminy utracą znaczną część wyprodukowanej na jesieni powierzchni asymilacyjnej. Oznacza to, że dłużej będą się regenerować i będą potrzebować na przedwiośniu szczególnej troski.

Z doświadczenia jednak wiemy, że trudno jest przewidzieć jakie warunki pogodowe będą panować na przestrzeni przedwiośnia i bardzo trudno jest podjąć decyzję kiedy to jest najlepszy moment na podanie oziminom pierwszych dawek nawozowych.

Do przeanalizowania mamy kilka kwestii. Pierwsza to obwarowania prawne. Przed 1 marca z rozsiewaczem nie mogą wyjechać rolnicy gospodarujący na OSN-ach (Obszarach Szczególnie Narażonych) lub realizujących określone programy rolnośrodowiskowe. Zgodnie z art. 20 ust. 1 pkt 1 ustawy o nawozach i nawożeniu, zabrania się także stosowania nawozów na glebach zalanych wodą, przykrytych śniegiem lub zamarzniętych do głębokości 30 cm. 

Należy także pamiętać, że podanie zbyt wcześnie azotu niesie za sobą pewne ryzyko, głównie związane z przemrożeniem roślin na skutek gwałtownego powrotu zimy, co na przedwiośniu jak wiadomo jest całkiem możliwe. W tym sezonie (ze względu na szybkość działania) polecana na start jest przede wszystkim forma azotanowa, ale to właśnie ona najbardziej rozhartowuje rośliny czyniąc je bardzo wrażliwymi na działanie mrozu. Zbyt wczesne jej podanie bywa zatem ryzykowne. 

Kolejną kwestią jest stan gleby. Teoretycznie, można by było się pokusić i podać dużo wcześniej roślinom magnez i siarkę np. w formie kizerytu lub rozsiać nawozy fosforowo-potasowe, które jak wiemy nie pobudzą zbyt szybko uśpionych ozimin. Zanim jednak wyruszymy z rozsiewaczem w pole musimy pamiętać, że każde pole odznacza się innymi stosunkami powietrzno-wodnymi oraz inaczej obsycha. Zważywszy na warunki jesienno-zimowe, należy się spodziewać, że wilgoci w glebie jest sporo, a gromadzić się ona będzie po roztopach głównie zagłębieniach terenu (zwłaszcza tam gdzie długo utrzymywały się zastoiska wody). Najlepiej do pierwszych zabiegów wykorzystać wczesne godziny ranne, kiedy gleba pozostaje jeszcze zmarznięta

Dla każdego z producentów rolnych jest to oczywistym, ale przypominamy, by przed decyzją o wyjechaniu na pola rozsiewaczem, za każdym razem oszacować stan gleby, czy oby na pewno już ona się nadaję do "przyjęcia" ciężkiego sprzętu. Nie podejmujmy pochopnych decyzji, bo czasem kończy się to "nieoczekiwanymi" wypadkami -wpadkami, takimi np. jak na powyższym zdjęciu.