• Cena za nasiona rzepaku rośnie nieproporcjonalnie do cen nawozów. 
  • Drogi azot - opłacalność produkcji rzepaku spada. 

Sytuacja na rynku jest wyjątkowo dynamiczna - strona rządowa teoretycznie walczy o obniżki, dystrybutorzy nadal mówią o niskiej dostępności nawozów, a producenci wciąż zasłaniają się ceną gazu…

W zeszłym tygodniu w uproszczonej kalkulacji policzyliśmy korelacje cen za pszenicę względem galopujących cen za nawozy mineralne. Dziś pod lupę weźmiemy rzepak.

Jak sytuacja przedstawia się w rzepaku?

Do celów wyliczeń koszt azotu wyniesie - podobnie jak w ostatniej analizie - 1550 zł/ha. Tu od razu wyjaśniamy - nie przyjmujemy ceny 3000 zł/t, która ostatnio pojawiła się lokalnie, ale cenę, za którą rolnicy mogli sprzedać rzepak w żniwa. Nie oszukujmy się - obecna cena jest dla skupujących - wszak ilu rolników mogło sobie pozwolić na zmagazynowanie rzepaku. Cena żniwna jest też bardziej miarodajna, gdyż to wedle właśnie tej wartości sprzedaży rolnicy mogą liczyć przychód, z którego następnie zakupywane są nawozy.

Coraz więcej czarnych nasion za azot

Na dawkę azotową musimy przeznaczyć, przy cenie 2500 zł/t, 0,6 t czarnych nasion. Analogicznie - rok temu, kiedy tona saletry kosztowała trzy raz mniej, a sam rzepak w żniwa kosztował około 1750 zł, na azot przeznaczaliśmy 0,25 t… Czyli rzepak sprzedawaliśmy w żniwa drożej, ale rzeczywista siła nabywcza rolnika na ten moment i tak znacznie spadła. Co więc z tego, że rzepak można już sprzedawać po nawet 3 000 zł? Ile gospodarstw wciąż dysponuje towarem? Prawie nikt. A nawet przy tej cenie musimy oddać ponad pół tony na azot. Czyli cena wybitnie skorelowana pod kolejne podwyżki - oleje, śruta rzepakowa, etc.

Analogicznie jak w przypadku pszenicy zastanówmy się,  ile kosztować musiałby rzepak, aby koszt azotu wyrażony w tonach rzepaku był taki jak rok temu? Bagatela… 6000 zł/t…  Rzecz jasna przychód z hektara wyniósłby wtedy hipotetycznie 18 tysięcy przy plonie 3t/ha, ale w przypadku tak dużego wzrostu innych środków do produkcji, jak w przypadku nawozów, taki przychód nie stanowiłby dużego dochodu.

Do czego prowadzą takie ceny?

Po pierwsze. Producenci i tak dogonią przychód rolnika i ceny dostosują do ceny płodów rolnych, tak więc wyższy zarobek byłby czysto iluzoryczny.

Po drugie. Jeśli cena rzepaku dostosowałaby się do ceny nawozów, to odczujemy to wszyscy - rolnicy, i konsumenci. Gospodarka zapewne nie udźwignęłaby takiej drożyzny. Produkty oparte na rzepaku musiałyby wzrosnąć także o kilkaset procent.

Po trzecie. Gospodarstwa hodowlane nie będą w stanie utrzymać pogłowia, jeśli ceny wołowiny, wieprzowiny, mleka itd. nie zostaną odpowiednio skorelowane z cenami pasz, które pochodzą z rzepaku, a których cena zapewne także pójdzie w górę.

Czy rzepak się opłaca?

Innym problemem jest właśnie fakt, że analiza swoje, a życie swoje. Na razie ceny rzepaku są zdecydowanie niedostosowane do cen nawozów i są za niskie. Nieprędko, być może nawet nigdy, rzepak nie będzie w takiej cenie, by była ona w pełni zoptymalizowana z tak wysokimi, powiedzmy sobie szczerze, chorymi cenami nawozów. Bo to nie rzepak czy pszenica mają obecnie złe ceny - to nawozy są w nieuczciwych cenach. W każdym razie - drożyzna dotyka na razie (w kontekście żywności) tylko rolników. Za chwilę dotknie konsumentów.

Spada siła nabywcza

Miejmy nadzieję, że trend nawozowy (zwyżkowy) zahamuje. Albo w drugą stronę - ceny naszych produktów będą wyższe. Tak, jak wspominaliśmy - powinien przede wszystkim zatrzymać się horrendalny wzrost cen nawozów mineralnych, bez których nie da się produkować, aby wyżywić społeczeństwo. Na ten moment nie zarabiamy lepiej, a w rzeczywistości - słabiej. Tracimy, tracimy i jeszcze raz tracimy na podwyżkach, które w dużej mierze wyglądają na sztucznie sterowane. Siła nabywcza rolnika spada z każdą podwyżką ceny azotu, która jest nieproporcjonalna do cen zbóż, rzepaku, ale też kukurydzy i innych głównych roślin w kraju. Oczywiście sytuacja nie jest tak zerojedynkowa. Chodzi jedynie o korelację wzrostów cen. Jeśli azot idzie trzy razy w górę, to stanowi on tylko jeden, choć duży, ale wciąż tylko jeden komponent składowy produkcji. Ale jeśli dorzucimy rosnące ceny paliwa, substancji czynnych, nasion czy ceny pozostałych nawozów nie tylko azotowych? Wówczas wszystkie aktualne ceny i przeliczniki na nic się zdają, bo ekonomikę gospodarstw trzeba będzie wymyślać i budować od nowa.