Według informacji specjalistycznego czasopisma „Fertilizer Daily”, spółka Czerkasy Azot, jeden z największych ukraińskich producentów nawozów, ma zostać zlikwidowana.

Firma w obwodzie czerkaskim, ok. 100 km na południowy wschód od Kijowa, zatrudnia 6 tys. osób i ma roczną zdolność produkcyjną około 3,0 mln ton nawozów azotowych, w tym saletry amonowej i mocznika.

Brakuje komponentów do produkcji nawozów

Podobno przestał działać zakład produkcyjny w porcie w Odessie o wydajności rocznej ok. 1,0 mln ton amoniaku i 600 tys. ton mocznika. Według magazynu specjalistycznego, przyczyną jest utrata dostępu do rosyjskich komponentów niezbędnych do wytwarzania nawozów, których w obecnych warunkach nie można znaleźć na Ukrainie. Ze względu na fatalną sytuację, raporty należy traktować z ostrożnością. Jasne jest jednak, że wojna poważnie zakłóci lub zakłóci łańcuchy dostaw we wszystkich sektorach gospodarki Ukrainy.

Pszenica zamiast kukurydzy

Tymczasem gospodarstwa na Ukrainie najwyraźniej próbują przeciwstawić się niezwykle trudnym warunkom spowodowanym wojną. Holenderscy rolnicy prowadzący działalność na Ukrainie poinformowali w zeszłym tygodniu, że przy opracowywaniu programu upraw zwracają szczególną uwagę na minimalizację kosztów takich środków produkcji, jak olej napędowy, nawozy i pestycydy. Są one bardzo trudne do uzyskania lub już niedostępne.

Jak szczegółowo wyjaśnili holenderscy rolnicy w swoich blogach i w holenderskich mediach specjalistycznych, rośliny wymagające dużej ilości nawozów mineralnych i pestycydów są w związku z tym usuwane z planu uprawy. Ograniczona zostanie produkcja kukurydzy i buraków cukrowych – na rzecz większej produkcji pszenicy i soi.

Tymczasem, pracownicy zostali powołani do służby wojskowej. W związku z tym istnieje obecnie ryzyko niedoboru siły roboczej. Ponadto do ochrony ludności zaangażowano pojazdy osobowe i ciężarowe. Ze sprzedażą towarów ze starych zbiorów wiążą się poważne problemy logistyczne jak na przykład blokada linii kolejowej do portu w Odessie.