Pierwszą dawkę azotu w oziminy najlepiej rozsiewać gdy poranne jeszcze przymrozki pozwalają na wjazd na pole ciężkiego sprzętu. Takich kilka dni mamy już za sobą. Jednak nowy program związany ze stosowaniem azotu nie pozwalał na przeprowadzenie takiego typu nawożenia. Część rolników wykorzystała jednak sprzyjającą do tego pogodę na rozsiewanie np. kizerytu, nawozów fosforowo-potasowych czy zaległego wapnowania, który w tym terminie zaleca się wykonać tylko w razie konieczności.

W obliczu dodatnich temperatur, pojawiły się młode korzenie przybyszowe u zbóż, a na rzepaku nowe przyrosty korzeni włośnikowych. Przed nami wiosenna raczej aura i synoptycy przynajmniej przez najbliższe tygodnie nie zapowiadają powrotu zimy. Stąd wydaje się być uzasadnionym, by myśleć już na poważnie o przeprowadzeniu nawożenia azotowego w przypadku ozimin.

Dotyczy to głównie rejonów południowych, gdzie wegetacja rusza szybciej, ale także i rejonów centralnych, gdzie z kolei często mamy problemy z deficytem opadów, tak niezbędnych dla efektywnego wykorzystania azotu.

Pamiętajmy, że nawóz, aby był dobrze wykorzystany przez rośliny, nie tylko musi zdążyć się rozpuścić, ale również zawarty w nim azot powinien przemieścić w głąb gleby. Aby to nastąpiło po aplikacji nawozu niezbędna jest odpowiednia ilość opadów, a prognozy na najbliższe tygodnie nie mówią o większych opadach. Całkiem możliwe, że w tym roku, w wielu regionach kraju będziemy mieć do czynienia raczej z wczesną i relatywnie suchą wiosną.

Niewielkie zapasy wody z jesieni i zimy szybko mogą się wyczerpać. Dlatego warto odpowiednio zaplanować termin aplikacji nawozów, aby optymalnie wykorzystać wodę znajdującą się w glebie w okresie pozimowym.

W obliczu takich następstw należało by się zastanowić czy termin 1 marca jest „odpowiedni” dla wszystkich regionów kraju. Czy dla południowych i centralnych województw tego terminu nie warto by było przyspieszyć o przynajmniej dekadę. Dałoby to możliwość wyboru dogodnego terminu aplikacji azotu, w zależności od przebieg pogody i możliwości wjechania na pole rozsiewaczy, a nie daty w kalendarzu.