Wszyscy z niepokojem patrzymy na sytuację związaną z galopującymi cenami nawozów.  Coraz więcej rolników martwi się o załamanie opłacalności produkcji roślinnej. Rolnicy chcą interwencji i zainteresowania sprawą. Wszyscy wiedzą, że nawozy trzeba kupić, bo bez nich trudno myśleć o realnym plonie. 

Jednak sytuacja jest faktem, a jak to w gospodarstwach bywa decyzję należy podejmować na bieżąco. Już wiadomo, że wygrali Ci, którzy zakupili nawozy w czerwcu bądź w lipcu. Zazwyczaj kupowali pod oziminy, co najwyżej na pierwsze wiosenne zabiegi. Co jednak dalej? Niestety prognozy nie są optymistyczne. 

Zapytaliśmy kilku rolników o różnym profilu działalności, co zamierzają zrobić  w tej sytuacji. 

Ta bańka musi kiedyś pęknąć

Łukasz Pergoł, woj. warmińsko-mazurskie, członek Stowarzyszenia Partia Twiterowych Rolników

Łukasz Pergoł, rolnik z województwa warmińsko-mazurskiego,
Łukasz Pergoł, rolnik z województwa warmińsko-mazurskiego,
- Obserwując obecną sytuację na rynku nawozów wstrzymuję się z jakimkolwiek zakupem do wiosny. Nie mam zamiaru uczestniczyć w tej bańce spekulacyjnej, okradania rolników, z tego względu, że ceny podskoczyły i firmy handlujące je podwyższają. Bo to one na tym korzystają, kupili produkty wcześniej i teraz wykorzystują sytuację. Mam informację, że nawet w Niemczech jest tańszy nawóz niż w Polsce.
Jeśli cennik skacze z dnia na dzień, to takimi sprawami powinien zająć się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a także Najwyższa Izba Kontroli. Ja nie kupuję. Poczekam. Nie będę „mroził” pieniędzy. Zobaczymy, co przyniesie wiosna.

Trzeba czekać na rozwój sytuacji na rynku nawozów

Michał Sawicki, rolnik z województwa lubelskiego, produkcja roślinna

Michał Sawicki, rolnik z województwa lubelskiego,
Michał Sawicki, rolnik z województwa lubelskiego,
- Jeśli chodzi o nawozy azotowe to mam je zakupione na przyszły sezon w 75 proc. mego zapotrzebowania. Natomiast jeśli chodzi o nawozy fosforowe i potasowe to jesienią zużyłem posiadane na gospodarstwie zapasy i na wiosenny siew nie mam żadnych nawozów potasowych i fosforowych. W chwili obecnej czekam na rozwój sytuacji na rynku nawozów, chociaż nie ukrywam, że w płodozmianie będę starał się zwiększyć udział roślin wymagających mniejszego nawożenia. Jedną z takich roślin w moim gospodarstwie jest soja, która nie dość, że wymaga niskich nakładów to zostawia dobre stanowisko dla pszenicy ozimej. Duża część moich kolegów nie ma zakupionych żadnych nawozów na okres wiosenny i z niepokojem patrzą na to co dzieje się na rynku. Osobiście jestem zwolennikiem wolnego rynku, ale w chwili obecnej uważam, że te wysokie ceny nawozów wynikają po części z zainteresowania nimi kapitału spekulacyjnego. Same ceny nawozów są oczywiście zbyt wysokie i nie do końca zrozumiałe. Przecież zakłady azotowe nie kupują gazu potrzebnego do wytwarzania nawozów z dnia na dzień tylko mają podpisane kontrakty długoterminowe. Na wysokie ceny nawozów wpływ miała zapewne także pandemia oraz polityka klimatyczna UE, która nakłada wysokie opłaty za emisję CO2.

Z niepokojem patrzymy w przyszłość

Robert Cirocki, woj. pomorskie

Robert Cirocki, woj. pomorskie
Robert Cirocki, woj. pomorskie
- Doszliśmy w rolnictwie do takiego momentu, w którym cena nawozu azotowego jest bliska kwocie zarobków netto przeciętnego Polaka pracującego na etacie. Podobnie sytuacja wygląda odnośnie cen nawozów wieloskładnikowych. Osobiście wyszedłem z założenia, że nawożenie mineralne będę starał się obniżyć minimalnie mimo wzrastających cen. Dlatego też patrząc na to co dzieje się na rynku kupiłem zapas nawozu azotowego po dość atrakcyjnej cenie na zboża ozime oraz nawozów wieloskładnikowych pod ziemniaki i warzywa, aby nie robić tego wiosną. Obecny czas dla rolników, zwłaszcza gospodarujących na niewielkim areale jest niełatwy. W dniu dzisiejszym ceny nawozów poszybowały tak mocno w górę, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest przeczekanie obecnej sytuacji i oczekiwanie na spadek ich cen bądź wzrost cen płodów rolnych.

Nie ma wyjścia, trzeba szukać alternatywnych źródeł nawożenia

Paweł Kleszczyński, woj. mazowieckie, produkcja roślinna

Paweł Kleszczyński, woj. mazowieckie, produkcja roślinna
Paweł Kleszczyński, woj. mazowieckie, produkcja roślinna

-Obserwując obecną sytuację na rynku nawozów sztucznych uważam, że trzeba przeczekać z zakupami do wiosny. Jednocześnie ta sytuacja powinna uświadomić rolnikom, aby lepiej korzystali z alternatywnych źródeł nawożenia. Należy lepiej zagospodarować obornik, czy też gnojowicę lub gnojówkę i nie traktować gleby wyłącznie jako miejsca do ich utylizacji.

Dodatkowo należy zadbać o materię organiczną w postaci słomy i międzypoplonów, stosować płodozmian, aby nie wyjaławiać jednostronnie gleby. Ważne będzie również przebadanie gleby pod względem zasobności w składniki pokarmowe i nie nawożenia "na oko"."

Trudna sytuacja u producentów warzyw

Mateusz Szczepaniak, rolnik z województwa łódzkiego, produkcja warzywnicza

Bardzo nieciekawa sytuacja przedstawia się w gospodarstwach zajmujących się produkcją warzywniczą.

Mateusz Szczepaniak, rolnik z województwa łódzkiego, produkcja warzywnicza
Mateusz Szczepaniak, rolnik z województwa łódzkiego, produkcja warzywnicza
- Zazwyczaj kupowałem nawozy w lipcu, koniec czerwca gdyż wówczas cena była najkorzystniejsza – mówi Mateusz Szczepaniak z powiatu łęczyckiego trudniący się produkcją warzywniczą. -Niestety nie w tym roku ponieważ, na tym etapie nie miałem zwyczajnie na to. Ten sezon nie był dla mnie korzystny. Zimy początek wegetacji nie sprzyjał warzywnikom, późno weszliśmy w sezon. Następnie kilka gwałtownych burz z gradobiciem oraz nawalnym deszczem zniweczyły moje wcześniejsze starania. Część upraw została całkowicie zniszczona a wyprodukowany przeze mnie towar nie jest najlepszej jakości, gdyż nadmierne opady sprzyjały gwałtownemu rozwoju wszelakich chorób grzybowych.
Niestety ceny za warzywa są niskie, nie ma wzrostów takich jakie notujemy np. w przypadku pszenicy czy rzepaku. Swobodnego ich zbytu też nie ma, a nakłady nie tylko w przypadku nawozów drastycznie poszły w górę. Galopują ceny za folie, agrowłókninę, skrzyniopalety, opakowania, nie wspomnę już o sezonowej dostępności rąk do pracy, bo z tym tez jest bardzo poważny problem. Z zakupem oczywiście się wstrzymuje. Myślę, że będę oszczędzał na fosforze, gdyż tegoroczne badania glebowe wykazały, że zasobność moich gleb pod tym kątem nie jest niska. Uprawiam dużo warzyw korzeniowych, więc z kolei potrzebuje niezłą pulę potasu. Ale na azocie – jak tu oszczędzić – nie wiem – nigdy nie dawałem ponad to co było potrzebne.

A Wy rolnicy co zamierzacie zrobić w związku z tą sytuacją?