Choroba żółtej karłowatości jęczmienia (BYDV) jest szczególnie groźna w uprawach jęczmienia ozimego, ale coraz częściej dotyka także pozostałe gatunki zbóż. Do infekcji najczęściej dochodzi już jesienią. Objawy jednak tej choroby są widoczne dopiero wiosną, kiedy to na interwencję jest już za późno. Symptomy porażenia rośliny są niespecyficzne i łatwe do pomylenia np. z objawami niedoborów składników pokarmowych, słabszą kondycją roślin czy efektem fizjologicznym powstałym na skutek suszy czy niskiego pH. Liście zawirusowanego jęczmienia przebarwiają się na żółto, a pszenicy na purpurowo. Rośliny natomiast nadmiernie się krzewią, by następnie intensywnie redukować źdźbła kłosonośne. Notować można także słabsze wypełnienie kłosów ziarnem o gorszej jakości. Straty plonu z tego powodu mogą być na niechronionych plantacjach bardzo duże i sięgać nawet kilkudziesięciu procent.

Małe szkodniki, duże straty

W przenoszeniu żółtej karłowatości jęczmienia (BYDV) największą rolę odgrywa mszyca czeremchowo-zbożowa. Znaczenie mają także jeszcze dwa gatunki: mszyca zbożowa oraz mszyca różano-trawowa. Warto wiedzieć, że nie wszystkie osobniki są nosicielami wirusów. Tego jednak nie jesteście w stanie stwierdzić bez odpowiednich badań laboratoryjnych. Od czego zależy, czy szkodniki te są zdolne do infekcji? I tu pojawia się ciekawostka – na to, jak mocno będą zawirusowane zboża, w dużej mierze wpływa temperatura panująca w maju oraz czerwcu. Gdy miesiące te są cieplejsze niż zazwyczaj, wpływa to na biologię mszyc. Dotyczy to głównie dwudomnej mszycy czeremchowo-zbożowej. Zmiany w biologii szkodnika polegają na tym, że w takich okolicznościach owady te dostają „sygnał” decydujący o specyficznym zachowaniu się szkodników, które zamiast migrować na czeremchę migrują na gatunki trawiaste, samosiewy zbóż, rośliny zbożowe wysiewane w międzyplonach ścierniskowych czy na kukurydzę. Na chwastach i uprawach mszyce kontynuują rozwój, tworząc kolejne pokolenia. Bardzo często to właśnie w tym okresie z zakażonych roślin mszyce pobierają groźne wirusy, by ostatecznie przenieść je na młode rośliny zbożowe. Jeśli szkodniki masowo będą zasiedlać zboża, a dodatkowo jesień będzie długa oraz ciepła, to prawdopodobieństwo akumulacji w roślinie tych groźnych wirusów będzie większe. Zazwyczaj temperatura -6°C zabija szkodniki. Jednak podczas ostatniej zimy, która była wyjątkowo ciepła, obserwowano na uprawach zbożowych żywe mszyce praktycznie przez cały ten okres.

Po żniwach mszyce mogą się swobodnie rozwijać na samosiewach zbóż lub roślinach zbożowych wysiewanych w międzyplonach
Po żniwach mszyce mogą się swobodnie rozwijać na samosiewach zbóż lub roślinach zbożowych wysiewanych w międzyplonach

Nie ma mszyc, nie ma wirusów

Zatem walka z chorobami wirusowymi polega głównie na zwalczaniu mszyc. Innej metody nie ma. Można to robić na wiele sposobów i nie tylko za sprawą insektycydów używanych w czasie wegetacji uprawy zbożowej.

Dużą rolę mogą odegrać zabiegi wykonywane po żniwach, polegające na eliminacji samosiewów zbóż oraz chwastów jednoliściennych. Kolejny ważny punkt to usuwanie na sąsiadujących z uprawami nieużytkach czy miedzach roślin trawiastych. Niszcząc rośliny żywicielskie (mechanicznie lub chemicznie), niszczy się pomost, dzięki któremu zostaje przerwany swobodny rozwój tych szkodników. Z zabiegów agrotechnicznych na terenach często zasiedlanych przez mszyce można decydować się na opóźnianie siewu zbóż lub ich siew w obniżonej normie wysiewu (zbyt gęsty sprzyja rozprzestrzenianiu się szkodników).

Pierwsze mszyce sygnałem do zabiegu

Coraz częściej jednak niezbędny jest zabieg chemiczny. Mszyce w młodych zasiewach zbóż należy zwalczać w momencie zanotowania pierwszych nalotów. Ma to na celu zniszczenie jak największej liczby uskrzydlonych założycielek nowych rodów. To one bowiem najczęściej są nosicielami wirusów. Jesienną ochronę zbóż należy prowadzić w fazie od 1. liścia do fazy krzewienia (BBCH 11-23). Próg szkodliwości to pojawienie się pierwszych osobników na roślinach. W prowadzeniu obserwacji przydatne mogą stać się żółte naczynia wypełnione wodą, w których wyłapywane będą pierwsze mszyce. Należy także pamiętać, że naloty mogą być rozciągnięte w czasie. Dlatego bardzo ważne jest sukcesywne monitorowanie plantacji jesienią, by wyszacować optymalny termin zabiegu. Warto wiedzieć, że czasami w celu skutecznej ochrony zbóż potrzebne będą nawet dwa zabiegi insektycydowe.

Trudna ochrona, niedoprecyzowane etykiety

Do zwalczania mszyc w zbożach aktualnie do dyspozycji są: pyretroidy oraz mieszaniny neonikotynoidów i pyretroidów zawierających acetamipryd i lambda-cyhalotrynę. Sięgnąć możemy także po flonikamid z grupy karboksyamidów (tabela). Decydując się na zabieg, trzeba szczegółowo przeczytać etykiety/instrukcje stosowania. Część preparatów pyretroidowych bowiem ma adnotacje, że w przypadku zwalczania mszyc można je stosować tylko w okresie wiosennym. Najczęściej w etykietach preparatów zawierających takie substancje czynne, jak lambda-cyhalotrynę i zeta-cypermetrynę takich uszczegółowień nie ma, co pozwala na ich jesienne stosowanie. Warto tu przypomnieć, że w porównaniu do roku ubiegłego z listy wypadł chloropiryfos, który można było stosować do 16 kwietnia 2020 r. Wraz z tym faktem wycofane z rynku zostały wszystkie insektycydy oparte na tej substancji czynnej.