Ciepła i długa jesień, a także naloty mszyc, które są wektorami wirusa żółtaczki rzepy (Turnip yellow virus, czyli w skrócie TuYV), sprzyjają wystąpieniu tej choroby. Niestety, staje się ona coraz bardziej powszechna w naszych uprawach, ale też i popularne są odmiany cechujące się odpornością na nią. Jeszcze do niedawna choroba była groźna raczej na zachodzie Europy, bo np. w Wielkiej Brytanii występowała nawet na połowie powierzchni uprawy tego gatunku. Duże kłopoty sprawia też naszym zachodnim sąsiadom – Niemcom. Od kilku sezonów również i u nas, zwłaszcza w południowych regionach kraju, jest sporym wyzwaniem, z którym się muszą mierzyć rolnicy. Wcześniej skala zjawiska nie była tak widoczna, zwłaszcza kiedy nasi plantatorzy mogli stosować zaprawy z grupy neonikotynodów.

Z chwilą wycofania zapraw opartych na neonikotynoidach stosowanych do zaprawiania nasion rzepaku ozimego pojawiło się zagrożenie związane z obecnością wirusa żółtaczki rzepy (TuYV) – mówił prof. Marek Korbas z Instytutu Ochrony Roślin – PIB podczas konferencji „Farmera” „Narodowe Wyzwania w Rolnictwie” w listopadzie 2017 r.

Wymienił wtedy tę chorobę jako nowe zagrożenie w uprawie rzepaku. Minęło kilka lat i rzeczywiście jego przewidywania się sprawdziły. Teraz jednak rolnik ma możliwość wysiewu większej gamy odmian, które są odporne. Można nawet powiedzieć, że w wypadku wybranych firm ta cecha staje się wręcz obligatoryjna w odmianach mieszańcowych. A od niedawna w naszym kraju dostępna jest również w przypadku odmian populacyjnych.

Dodatkowo, co sprzyja jej występowaniu, zwiększyła się też presja pojawu mszyc, wektorów tej choroby, które dłużej żerują na plantacjach i tym samym zarażają większe obszary produkcji rzepaku. Mszyce atakują zwykle młode rośliny, wysysając soki z komórek sitowych lub miękiszowych, a jednoczenie też wpuszczają do rośliny ślinę, która może zaburzyć jej rozwój i powodować zakażenie wirusem.

Objawy wirusa żółtaczki rzepy

Można je pomylić z niedoborami fosforu, bo roślina na pierwszy rzut oka wygląda na „głodną” lub dotkniętą kiłą kapusty albo uszkodzoną przez szkodniki korzeniowe, jak np. śmietkę kapuścianą. Na obrzeżach liści pojawiają się bowiem fioletowo-czerwone przebarwienia. Zmiany przechodzą od brzegu blaszki liściowej do jej środka i zwykle występują w okresie jesiennym.

Ze względu na fakt trudnej interpretacji wystąpienia warto monitorować plantację i obserwować, jak będzie się zachowywać w dalszym przebiegu wegetacji. Na przykład objawy niedoboru składników pokarmowych pojawiają się, kiedy temperatura spada poniżej 10-120C, a jej wzrost pociąga szybkie ustąpienie przebarwień. Jeśli nic takiego nie wystąpi i opisane przebarwienia nie znikną, wówczas można domyślać się, że roślina została zaatakowana przez wirus. Podobny ogląd należy wykonać, aby wykluczyć inne przyczyny ewentualnych zmian, czyli sprawdzić korzeń rośliny. Można też przeprowadzić laboratoryjne testy diagnostyczne, aby nabrać stuprocentowej pewności.

Jak walczyć z wirusem?

Nie ma żadnych środków ochrony roślin, które zwalczają bezpośrednio wirusa, ale są takie, które działają na mszyce. Ich liczba nie jest zbyt wielka. Narzędziem jest profilaktyka, czyli częsty monitoring upraw jesienią, ale też zwalczanie chwastów, które rosną w pobliżu plantacji, bo mogą być rezerwuarem rozwoju mszyc. Jednak najskuteczniejszą metodą walki w kontekście wirusa jest wysiew odmian posiadających gen odporności na TuYV, których jest coraz więcej, a w wypadku niektórych hodowli, jak pisaliśmy wcześniej, są wręcz obligatoryjne. Na naszym rynku do tej pory cechę odporności na TuYV można było znaleźć tylko w ofercie odmian mieszańcowych, ale pojawia się też w populacyjnych. Przykładem jest odmiana Kepler.

Poprosiliśmy firmy hodowlano-nasienne i dystrybucyjne o wskazanie, jakie odmiany z ich oferty pod siewy roku 2022 mają właśnie cechę odporności na wirusa żółtaczki rzepy i które będą dostępne w sprzedaży. Zwykle są to właśnie odmiany polecane, ale niektóre firmy zaznaczyły wszystkie kreacje odmianowe w swoim portfolio, które mają tę cechę. Szczegóły podajemy w ramce.