Tekst i zdjęcia: prof. Paweł Bereś, mgr Michał Grzbiela, IOR-PIB, Terenowa Stacja Doświadczalna w Rzeszowie

Omacnica prosowianka to szkodnik doskonale przystosowany do żerowania w roślinach grubołodygowych, którego główną rośliną żywicielską w Polsce jest kukurydza z areałem uprawy ponad 1,7 mln ha. Ponieważ znaczna część plantacji w kraju nie jest chroniona przed szkodnikiem kompleksowo, a niektóre wręcz można uznać za miejsca jego masowego namnażania się, nie ma się zatem co dziwić, że problem omacnicy pojawia się co roku od ponad 60 lat! Jest to gatunek migrujący, zatem żeby go skutecznie trzymać w „ryzach”, trzeba ograniczać go na jak największym obszarze, w tym współpracować z innymi producentami kukurydzy. Nie da się owada definitywnie wytępić, jak niektórzy myślą, tym bardziej że cechuje go wysoka płodność. Samice składają średnio 600-800 jaj, więc odbudowa populacji w sprzyjających warunkach pogodowych następuje błyskawicznie. Owad ten ma również w Polsce alternatywne rośliny do rozwoju, z których korzysta.

Zmienna liczebność w latach

Prawdą zatem jest, że omacnica prosowianka wymaga corocznego zwalczania połączonego z modyfikacją używanych metod. Zmienność jej liczebności w poszczególnych sezonach, jaka ma miejsce wskutek działań człowieka, ale i choćby wpływu czynników pogodowych, sprawia jednak, że w jedne lata trzeba użyć zwalczania interwencyjnego (biologicznego lub chemicznego), ale w inne lata może wystarczyć zwykła agrotechnika (głównie rozdrabnianie resztek po zbiorze) połączona z siewem odmian mniej podatnych. Każdy rok pod kątem szkodliwości może być inny.

Od 2009 r. omacnica prosowianka zasiedla cały kraj i choć największe szkody powoduje w pasie południowym i środkowym, to także i na północy są plantacje, gdzie uszkadza już ponad 30 proc. roślin. Owad jest w stanie „zabrać” z pola nawet ponad 2,5 t ziarna z ha. Są lata, że straty są dużo niższe, ale bywają też takie, w których nie ma co zbierać, bo rośliny są tak wyłamane. Zwykle wówczas „współpracują” ze sobą omacnica i fuzarioza łodyg.

Skryte życie szkodnika

Omacnica prosowianka prowadzi ukryty tryb życia. Motyle są aktywne nocą od czerwca do niekiedy końca sierpnia, ze szczytem lotów w lipcu. Pod osłoną nocy samice składają jaja, z których w zależności od temperatury (im wyższa, tym szybciej następuje rozwój) po 4-7, a czasem dopiero po 7-12 dniach wylęgają się gąsienice, które krótko żerują na zewnętrznych powierzchniach roślin. Starają się szybko ukryć w zakamarkach rośliny. Kto obserwował szkodnika, ten wie, że młode larwy, choć nie mają jeszcze silnego aparatu gębowego typu gryzącego, to dają radę wgryźć się choćby w oś wiechy i nerw główny liści. Dopiero nieco starsze są w stanie przedostać się do wnętrza łodyg.

Trudno czasem w to uwierzyć, ale gąsienice omacnicy prosowianki przebywają wewnątrz tkanek kukurydzy nawet 11 miesięcy! Trzeba pamiętać, że żerują od czerwca bądź lipca aż do zbioru plonu ziarna, ale zimują w nich do maja lub czerwca roku następnego.

Omacnica to szkodnik idealnie dostosowany do żerowania wewnątrz roślin, gdzie jest ukryty przed działaniami człowieka, ale i wieloma wrogami naturalnymi. To dlatego walka z nim jest taka trudna i dlatego wymaga tak wielkiej precyzji choćby w ustalaniu terminów zwalczania. To będzie coraz ważniejsze, bo jak wiadomo, nie ma na ten moment w programie chemicznej ochrony kukurydzy żadnego środka o działaniu systemicznym. Ochrona roślin w związku z realizacją założeń Europejskiego Zielonego Ładu będzie szła w kierunku preparatów krótko działających, o jak najmniejszym spektrum oddziaływania na inne organizmy, w tym zapewne będą to głównie środki kontaktowe o działaniu powierzchniowym na roślinie. Może część będzie działać wgłębnie, ale miejscowo, bez przemieszczania się z sokami roślinnymi. Biorąc pod uwagę choćby rozwój biopreparatów mikrobiologicznych, to także należy wskazać, że mają one działanie tylko powierzchniowe. Owad musi być zatem bezpośrednio narażony na kontakt z czynnikiem go zwalczającym.

Obserwacje własne są najważniejsze

Monitoring zatem stanie się jeszcze ważniejszy niż jest, a akurat doskonale wiadomo, że w przypadku omacnicy jest na niezadawalającym poziomie, ponieważ brakuje danych z różnych regionów Polski. Monitoring szkodnika jest pracochłonny i kosztochłonny, dlatego samemu trzeba go prowadzić, bez czekania na rozwój systemów ogólnokrajowych, bo to może potrwać. Poza tym trudno sobie na ten moment wyobrazić sieć obserwacyjną omacnicy w każdym województwie, w co najmniej połowie choćby powiatów, w których kukurydza stanowi znaczny udział w strukturze zasiewów. Do tego powinniśmy dążyć, ale też trzeba być realistą, że bez pieniędzy taka sieć nie powstanie. Póki co warto korzystać z fragmentarycznych danych podawanych na Platformie Sygnalizacji Agrofagów, ale także i z danych, jakie podają niektóre ODR-y na swoich stronach, firmy hodowlane czy fitofarmaceutyczne, cenne są także dane blogerów i vlogerów zajmujących się kukurydzą, którzy prowadzą swoje własne monitoringi. Trzeba tylko o jednym pamiętać – dane zewnętrzne o locie szkodnika i terminach jego zwalczania nigdy nie mogą zastąpić własnych obserwacji. One są tylko pomocą.

Monitoring należy odnieść do sposobu walki ze szkodnikiem. Jeśli to walka biologiczna, z użyciem kruszynka, to jej celem są jaja szkodnika. Wiemy wówczas, że wykładanie biopreparatu musi przypadać w czasie, gdy te jaja pojawią się na roślinach, a jest to zwykle druga połowa czerwca lub początek lipca, choć w lata ciepłe i upalne termin pierwszej introdukcji może się przesunąć na koniec pierwszej połowy czerwca, co niekiedy obserwowano na południu kraju. Wykonuje się zwykle 2 wyłożenia kruszynka w odstępie 7-10 dni, natomiast w kukurydzy cukrowej czasami ich liczba może dojść do 4, bo to gatunek mocno podatny na szkodnika.

Gdy jednak prowadzi się zwalczanie wylęgających się gąsienic z jaj, czy to za pomocą biopreparatów na bazie Bacillus thuringiensis (rejestracja w kukurydzy cukrowej), czy odpowiednich preparatów chemicznych, to ich aplikacja ma miejsce zwykle w lipcu w czasie licznego i masowego wylęgu. Są lata, że pierwszy zabieg przypada w pierwszej dekadzie lipca (gdy jest bardzo ciepło od wiosny), ale zwykle jest to w okolicach połowy miesiąca. Drugi zabieg przypada zwykle pod koniec drugiej bądź w połowie trzeciej dekady lipca w zależności od roku, ale były takie lata (chłodne i deszczowe), że przypadał pod koniec lipca. Trzeba brać też pod uwagę różnice w terminach pojawu gatunku między ciepłym południem a chłodniejsza północą. Niekiedy różnice mogą sięgnąć 5-7 dni, więc własny monitoring to podstawa.

Izolator entomologiczny

To drobnooczkowa siatka, np. rozciągnięta na drewnianej konstrukcji, do wnętrza której jesienią bądź wczesną wiosną wkłada się fragmenty łodyg kukurydzy z zimującymi gąsienicami. Poleca się, aby mieć nie mniej niż 50 gąsienic (najlepiej 100 i więcej), to obserwacja jest dokładniejsza. Izolator zawsze należy trzymać na zewnątrz budynków w miejscu imitującym warunki, jakie są na polach, gdzie szkodnik naturalnie zimuje. Urządzenie to pozwala uchwycić, kiedy zaczyna się proces przepoczwarczania i wylotu ze słomy kukurydzianej motyli. Od końca maja lub początku czerwca obserwuje się, czy nie wylatują. Łapie się je i rozpoznaje płeć, co pozwala wstępnie przewidzieć, ile może być samic, a więc jak duże może być zagrożenie ze strony gąsienic. Na podstawie analizy z izolatora nie planuje się zabiegów ochronnych, ale wskazuje on, kiedy należy wejść z pułapkami bądź obserwacjami wizualnymi na pola.

Izolator entomologiczny
Izolator entomologiczny

Pułapki feromonowe

To urządzenia wabiące motyle omacnicy za pomocą zapachu, głównie feromonu płciowego samic. Większość pułapek zwabia tylko samce szkodnika, ale na rynku są już dostępne feromony przeznaczone dla obojga płci. Pułapki ustawia się zwykle od czerwca. Dwie wystarczą na 1 ha, a odległość między nimi musi być co najmniej 50 m. Poleca się je instalować na wysokości do 1,5 m w okolicy kukurydzy, np. koło zarośli, rowu, miedzy, ewentualnie w pasie brzeżnym uprawy.

Początkowo mogą też być ustawiane w pasie brzeżnym uprawy, zanim kukurydza nie będzie zbyt wysoka. Sprawdza się je co 7 dni, a gdy odłowią się pierwsze motyle, to lepiej robić to 2-3 razy w tygodniu. Pułapki z chwilą wykonania zabiegów można już zdjąć. Feromony wymienia się cyklicznie na świeże, zgodnie z poleceniem producenta.

Pułapki mogą mieć różny kształt. Zwykle jest to plastikowa pułapka w kształcie domku (trójkątna) z podłogą lepową, do której owady się przylepiają. Może być też pułapka w kształcie kubełka (tzw. kominowa) z pojemnikiem zbiorczym, w którym umieszcza się pasek owadobójczy. Może być też pułapka więcierzowa w postaci drobnooczkowej siatki, łapiąca żywe osobniki, ale są też na rynku pułapki automatyczne z kamerami. Pułapki feromonowe są mniej efektywne niż świetlne, niemniej o wiele prostsze w obsłudze i tańsze. Jako że odławiają samce i nie pokazują lotu samic i jego intensywności, to poleca się dodatkowo wykonywać obserwacje roślin na obecność złóż jaj, aby była dodatkowa weryfikacja.

Pułapka świetlna (samołówka)

Samołówki to precyzyjne urządzenia pozwalające odławiać samce i samice omacnicy, które przywabia nocą źródło światła. Tego typu urządzenia są powszechnie stosowane w profesjonalnym monitoringu szkodnika. Uruchamia się je od zmroku i powinny świecić do 1.00-2.00 w nocy. Najwięcej motyli lata koło północy w ciepłe noce. Najważniejszym elementem takiej pułapki jest źródło światła. Owady zwykle reagują na światło o długości fali w zakresie od 300-400 nm (bliskie światłu UV) do 600-650 nm (barwa pomarańczowa). Zwykle w pułapkach mobilnych zasilanych akumulatorem używa się świetlówek o mocy do 15 W, natomiast osoby mające dostęp do prądu sieciowego mogą sobie pozwolić na lampy mocniejsze. Jedna pułapka wystarcza na całe pole, a ta dużej mocy nawet na całą miejscowość. Umieszcza się ją koło kukurydzy lub w pasie brzeżnym, ale tak, aby światło rozchodziło się na wszystkie strony świata. Pułapkę ustawia się od czerwca i działa do momentu wykonania zabiegu. Zaleca się, aby przynajmniej 2 razy w tygodniu ją uruchamiać, a rankiem sprawdzać, ile motyli i jakiej płci się odłowiło. W lipcu dobrze jest zwiększyć liczbę odłowów, aby uchwycić szczyt nalotu samic składających jaja. Motyle najlepiej uśmiercać w takiej pułapce za pomocą octanu etylu, który parując, unieruchamia je w pojemniku zbiorczym pułapki.

Obserwacja roślin na obecność jaj i gąsienic

Obserwacja polega na przeglądaniu minimum 50 kolejnych roślin w czterech miejscach plantacji na obszarze 1 ha. Wystarczające jest analizowanie pasów brzeżnych na głębokość do 20 m, gdyż to tutaj zwykle motyle zaczynają składać jaja i dopiero potem migrują w głąb łanu. Obserwacje prowadzi się od pierwszej połowy czerwca na południu Polski do trzeciej dekady lipca, zwykle 1-2 razy w tygodniu. Z chwilą wykrycia pierwszego złoża jaj, gdy wcześniej nie analizowano lotu motyli, należy jak najszybciej wyłożyć biopreparat z kruszynkiem. Gdy natomiast stwierdzi się szczyt składania jaj, to wystarczy oszacować, patrząc na temperaturę, termin masowego lub licznego wylęgu i wówczas wykonać zabieg opryskiwania roślin. W lata bardzo ciepłe wylęg może nastąpić już po 4-7 dniach, a w chłodniejsze może się przeciągnąć nawet do 12 dni. Trzeba też wziąć pod uwagę przy analizie, czy został przekroczony próg ekonomicznej szkodliwości wynoszący średnio 6-8 złóż jaj/100 roślin.

Ocena szkodliwości

W okresie woskowej dojrzałości ziarna warto wejść w łan i w czterech miejscach uprawy na obszarze 1 ha przeanalizować po 100 roślin, licząc wszystkie z uszkodzeniami spowodowanymi przez omacnicę. Z każdym kolejnym hektarem zwiększa się liczbę o 100 sztuk. Taką obserwację można ewentualnie przenieść na okres przedzbiorczy. Jest ona ważna, gdyż pokazuje, jak w danym roku kształtowała się szkodliwość gatunku, ale zarazem stwierdzenie średnio 15 proc. roślin uszkodzonych w uprawie na ziarno lub 30-40 proc. w uprawie na kiszonkę jest progiem ekonomicznej szkodliwości, który uzasadnia zwalczanie szkodnika w roku następnym.