Jednym z wymogów wejścia w życie założeń Europejskiego Zielonego Ładu, jest ograniczenie stosowanie syntetycznych środków ochrony roślin, a wspieranie tych biologicznych. Dlatego podczas spotkania zapytaliśmy prezesa Syngenta, jak koncern, zamierza rozwijać ten segment.

Rozwój rynku środków biologicznych

Jak nam odpowiedział, organiczną pracę na rzecz rozwoju tych produktów i budowy rynku, zarówno biopestycydów, czy biostymulatorów, wykonały w tym względzie przede wszystkim firmy mniejsze i średnie, bardzo często prywatne, o całkiem innym charakterze niż koncerny międzynarodowe. A teraz właśnie pod wpływem m.in. Strategii od pola do stołu czy zmieniających się uwarunkowań klimatycznych, dołączyły do tego firmy globalne, poprzez szukanie swoich rozwiązań, ale też i kupując licencję od innych podmiotów.

- My chcemy dodać do tego, co już na rynku istnieje, dwa elementy. Z jednej strony to globalny zasięg, możliwość skalowania sprzedaży tych dobrych rozwiązań, tak żeby można było to w przystępnych cenach produkować. Z drugie, chcemy dodać maszynerię badań i rozwoju, którą mamy, której te mniejsze firmy nie miały historycznie. „Wchodzimy” w ten segment bardzo mocno. Szereg rozwiązań jest już na rynkach, dużo jest blisko urynkowienia, i traktujemy to bardzo poważanie – mówił podczas konferencji Marek Łuczak.

Ale zwrócił szczególną uwagę na bardzo ważny czynnik, który rozwój tego rynku może ograniczać. Zwłaszcza w wypadku biopestycydów. Na konieczność opracowania dla nich innej ścieżki rejestracyjnej, niż w wypadku środków syntetycznych.

- Ta dzisiejsza ścieżka jest „troszeczkę za słaba” na wyzwania przyszłości i na redukcję konwencjonalnych pestycydów. Trzeba pracować nad nową generacją, ale ta praca nie będzie możliwa jeśli będziemy tkwili w obecnych regulacjach, tak jak dla środków ochrony roślin. Bo 99 proc. „kandydatów” będzie odpadać, a rozwój docelowego produktu będzie trwał 10 lat. A to trochę za długa perspektywa – zaznaczał prezes Syngenta.

Precyzyjne rolnictwo

Na spotkaniu był też poruszany temat związany z precyzyjnym wykonywaniem zabiegów, co umożliwia m.in. digitalizacja rolnictwa. Ale ona jest dedykowana zwłaszcza dla dużych gospodarstw, a co z tymi mniejszymi? Zdaniem Łuczaka paradoksalnie EZŁ może być dla nich szansą na rozwój.

- Digitalizacja, nowe media, nowe kanały komunikacyjne pozwalają na to, że rolnik w najbardziej odległym zakątku Polski, będący na polu z opryskiwaczem przed nasypaniem czy nalaniem środka ochrony roślin może szybko sprawdzić jak on dokładnie powinien sporządzić ciecz roboczą, może spojrzeć na mapę pola, może sprawdzić parametry oprysku czy zabiegu ochrony roślin, co dawniej nie było dla niego dostępne – wyjaśniał. Podał też przykłady rozwiązań z portfolio firmy jak np. aplikacje Syngenta Spray Assist czy myField.

Czy pestycydy podrożeją?

Nie da się jednak mówić o przyszłości aplikacji środków ochrony roślin i ram prawnych, pomijając obecną, trudną sytuację na rynku środków produkcji. W ostatnim czasie ceny nawozów bardzo mocno wzrosły i od niedawna obserwuje się również ten sam kierunek, ale oczywiście na mniejszą skalę, w segmencie pestycydów. Wpływ na to niewątpliwie ma kryzys energetyczny w Chinach.

Na temat dostępności i cen środków ochrony, wypowiedział się dla nas Marek Łuczak. Jego zdaniem tradycyjnie środki ochrony roślin były wrzucane do jednego koszyka z nasionami, maszynami, nawozami. Uważało się, że one wszystkie drożeją na przestrzeni lat w sposób liniowy. - To jest mit. Bo w ciągu ostatnich dwudziestu lat, co się wiąże z wygaśnięciem patentu na większość dostępnych rozwiązań i obecnością rozwiązań generycznych, ceny środków ochrony roślin w układzie średnim statystycznym maleją – zauważył Marek Łuczak.

Nakreślił sytuację w Chinach, które są jednym z największych producentów substancji czynnych i komponentów do pestycydów.

- Chiny prowadzą pewną politykę nie od wczoraj. Nasza produkcja też w dużym stopniu polega na dostawach z Chin. Zamykanie najbardziej szkodliwych środowiskowo i najbardziej uciążliwych dla procesów i pracowników fabryk chemicznych, trwa od wielu lat – zauważył. Państwo Środka z różnych powodów, chce poprawić swój wizerunek, ale też i sytuację środowiskową. Niestety w ostatnim czasie nałożyły się na to parametry energetyczne. Okazało się, że pewne cele założone przez rząd, przez określone prowincje, nie są spełniane. Stąd pojawiła się decyzja centralna o zamknięciu lub ograniczeniu produkcji, bo to właśnie przemysł chemiczny jest bardzo energochłonny.

- Rzecz dotyczy prądu, pary, która w procesach chemicznych jest ważnym nośnikiem energetycznym. Nie wspominając już o żółtym fosforze, który jest składnikiem produkcji glifosatu. Ale też nie pomijając ostatnio zalanych kopalni węgla, które do kryzysu energetycznego również się przyczyniają. Więc w Chinach jest sytuacja kryzysowa na którą nałoży się pewnie chiński nowy rok i Igrzyska Olimpijskie – wyjaśnił Łuczak. Pozornie nie związane z rolnictwem i bezpieczeństwem żywnościowym sprawy, które ze względów środowiskowych odbijają się na zmniejszeniu produkcji i tym samym dostępności środków ochrony roślin.

- W związku z tym cały przemysł, nie tylko nasz, „poszedł” na zwolnione obroty, i w tej chwili trwa debata i próby wpływania przez różne organizacje, m.in. przez moją firmą, ale też np. przez rząd brazylijski, żeby tę sytuację odblokować – dodał.

Uzupełnił, że Brazylia nie bez powodu została tutaj wymieniona jako przykład, bo właśnie zaczyna się tam wiosna, prace polowe, a kraj ten nie jest zaopatrzony w środki produkcji.

- Na poziomie rządów Brazylia pertraktuje w tej chwili z Chinami, aby odblokować tę sytuację, tak żeby fabryki, które zostały zamknięte lub ograniczono ich produkcję, mogły ją wznowić. Żeby uratować ten sezon w rolnictwie brazylijskim – podkreślał na konferencji.

Przypomniał, że przez dwie dekady mieliśmy ostatnio nadprodukcję środków, w porównaniu do podaży. I jego zdaniem, aby sytuacja na rynku środków ochrony wróciła do równowagi nie potrzeba 5-10 lat, a stać się to może prawdopodobnie w połowie przyszłego sezonu.

- Do tego momentu będziemy mieli najpewniej do czynienia z ograniczonym dostępem do niektórych substancji czynnych. Należy zaznaczyć, że nikt z globalnych, dużych producentów w tej branży, nie polega wyłącznie na Chinach i każdy ma, czy w Europie czy w USA, drugą możliwość produkcji. Tylko nie da się tego zrobić na szybko, a to co się zadziało w tej chwili to jest sytuacja sprzed czterech tygodni, która nastąpiła dosyć raptownie. Myślę, że łańcuch dostaw się odtworzy, potrwa to prawdopodobnie do połowy przyszłego roku i zapewne będzie miało jakiś wpływ na ceny, bo koszty produkcji również poszły do góry – powiedział Łuczak.

Zachęcamy do obejrzenia pełnej retransmisji sesji.