Desykację przeprowadza się, kiedy warunki pogodowe przed żniwami, nie pozwalają na równomierne dojrzewanie nasion rzepaku. Najczęściej wynika to po pierwsze z obfitych opadów deszczu na końcu wegetacji rośliny, która wcześniej targana była kłopotami z niedoborem wody. Po drugie intensywnym zachwaszczeniem łanu, a po trzecie późno zastosowanej i wysokiej dawce nawożenia azotowego. Desykacja tego gatunku jest legalna.

Pod koniec ubiegłego roku głośna jednak była sprawa publikacji raportu „Prześwietlamy: kasze gryczane” opracowanego przez Food Rentgen oraz Fundację Konsumentów. Podano wówczas, że część zbadanych kasz zawierało pozostałości właśnie glifosatu. Polskie Stowarzyszenie Ochrony Roślin wówczas w swoim oświadczeniu podkreślało, że zastosowana metodologia budzi szereg wątpliwości. A firma Janex, jak informował "Kurier Lubelski", wymieniona w raporcie Food Rentgen, zleciła dodatkowe badania kaszy na obecność glifosatu. Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Janowie Lubelskim potwierdziła, że zawartość glifosatu jest dużo poniżej dopuszczalnej normy.

Zamieszanie pozostałości tej substancji czynnej w kaszy gryczanej, czyli w gryce, spowodowało też automatycznie szereg pytań o pozostałości w takiej uprawie jak rzepak. Dlatego Polskie Stowarzyszenie Producentów Oleju sprawę przekazało do ekspertów, którzy przebadali ten produkt.

Co wynika z badań?

- Sprawdziliśmy zarówno dostępny w sklepach olej rzepakowy tłoczony na zimno, jak i olej rafinowany. Dokonaliśmy analizy oleju obecnego na Polskim rynku i w dniach 3-17 marca 2020 roku przebadaliśmy 16 nabytych w sklepach próbek oleju rzepakowego pochodzących od różnych producentów. Badanie zostało przeprowadzone w Zakładzie Badania Bezpieczeństwa Żywności Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach zgodnie z zalecaną przez laboratoria referencyjne UE metodą QuPPe-PO. W żadnym z badanych olejów rzepakowych - zarówno rafinowanych jaki i tłoczonych na zimno nie stwierdziliśmy obecności pozostałości glifosatu – powiedział dr Artur Miszczak, kierownik Zakładu Badania Bezpieczeństwa Żywności z Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach.
To nie jedyna jednostka naukowa, która zajęła się przebadaniem oleju rzepakowego pod względem pozostałości glifosatu.

- Na zlecenie Polskiego Stowarzyszenia Producentów Oleju, próbki oleju rzepakowego badane były przez Pracownię Badania Pozostałości Pestycydów Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie (Krajowe Laboratorium Referencyjne ds. pozostałości pestycydów w żywności). W kwietniu 2020 r. przebadaliśmy 6 próbek oleju rzepakowego tłoczonego na zimno i rafinowanego z innych partii produkcyjnych niż badane w Instytucie Ogrodnictwa w Skierniewicach. Jak można się było spodziewać, badane próbki oleju nie zawierały pozostałości glifosatu. Ponieważ glifosat nie rozpuszcza się w tłuszczach, jest mało prawdopodobne, aby jego pozostałości znalazły się w oleju rzepakowym - powiedziała z kolei dr Bożena Morzycka, kierownik Pracowni Badania Pozostałości Pestycydów Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologiczna w Warszawie.

Jak do sprawy i jej wyników ustosunkowała się organizacja, która zleciła badania?

- Olej rzepakowy nie zawiera glifosatu. Jest to główny produkt, uzyskiwany w procesie przetwórstwa nasion rzepaku. Nasiona rzepaku przerabiane w firmach zrzeszonych w PSPO są poddawane monitoringowi zarówno wewnętrznemu, przez zakłady, jak również zewnętrznemu, przez laboratoria na zlecenie Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Próby pobierają niezależni pracownicy Wojewódzkich Inspektoratów Ochrony Roślin i Nasiennictwa. W okresie wieloletniego monitoringu nigdy nie stwierdzono obecności glifosatu w nasionach rzepaku powyżej dopuszczalnego limitu. W większości przypadków nie stwierdza się w ogóle jego obecności w nasionach, a gdy był obecny, to tylko w śladowych ilościach, wielokrotnie niższych od dopuszczalnego limitu. W procesie przetwórczym nasion rzepaku są stosowane wielokrotne etapy oczyszczania. Finalnym etapem oczyszczania jest rafinacja oleju, co czyni olej rzepakowy produktem całkowicie wolnym od tego zanieczyszczenia – mówi Mariusz Szeliga, prezes zarządu Polskiego Stowarzyszenia Producentów Oleju.