Rzepak pełnie kwitnienia ma już za sobą, zabieg na płatek był przeprowadzony jednoetapowo. W zeszłym roku było zupełnie inaczej. Jak tłumaczy to Marcin Gryn rolnik prowadzący tę plantację?

W zeszłym roku zabiegi zostały przeprowadzone na luźny pąk, później pod koniec kwitnienia główny zabieg fungicydowy. Z racji tego, że w tym roku rzepak późno wystartował i szybko przeskakiwał nam przez kolejne fazy, to zdecydowałem się na jeden zabieg.  Na razie nie pojawiają się nam żadne zalążki zgnilizny twardzikowej, rośliny zostały dobrze ochronione - wyjaśnia młody rolnik.

Co z popularnymi szkodnikami rzepaku?

- Na początku pojawił się słodyszek jednak nie zwalczaliśmy go, bo dość szybko pojawiły się pierwsze kwiaty rzepaku. Słodyszek przelatywał na kwiaty, nie uszkadzał zaś pąków, stąd ta decyzja. Nie ma też dużej presji chowacza podobnika, zastosowaliśmy Inazumę 130 WG (acetamipry, lamda-cyhalotryna). Dlatego też liczymy, że pryszczarek kapustnik nie wyrządzi szkód, ponieważ by tak się stało szkodniki praktycznie muszą działać wspólnie. Tymczasem chowacza już nie obserwujemy, nie ma też jego nadgryzień łuszczyn, więc samica pryszczarka nie będzie miała szans, by wniknąć do rośliny. Natomiast mamy bardzo ograniczone pole manewru, jeśli chodzi o ochronę rzepaku - wyjaśnia Marcin Gryn.

Obfity łan rzepaku

Wolałbym nie wykonywać dodatkowego zabiegu, bo ten łan jest naprawdę ładny, bujny, wysoki, szkoda byłoby go połamać. Mimo tego ograniczonego pola manewru jeśli chodzi o rzepak, uda nam się jeszcze przez te dwa tygodnie plantację ochronić. Ten rok pod względem presji szkodników jest dla nas łaskawy, przynajmniej tutaj, w tym regionie.